Dziś z kolei na rynku pojawiają się prognozy, że w kolejnych miesiącach kruszec może wrócić nawet w okolice 6000 USD za uncję. Taka huśtawka nastrojów sprawia, że wielu inwestorów zadaje sobie obecnie jedno kluczowe pytanie: sprzedawać czy kupować?
Złoto dla cierpliwych i zuchwałych. Jak wejść w inwestycję i z niej wyjść
Firma badawcza Morningstar w swoich cyklicznych analizach „Mind the Gap” pokazuje różnicę między wynikiem funduszu a tym, ile realnie zarabiają jego uczestnicy. Ta luka często nie wynika z jakości samego produktu, lecz z decyzji inwestorów: kiedy wchodzą na rynek, kiedy dopłacają, kiedy wycofują środki i czy działają zgodnie z planem, czy pod wpływem chwilowego strachu.
– Złoto co prawda nie jest funduszem inwestycyjnym, ale emocje inwestora działają tu bardzo podobnie. Największe poruszenie pojawia się zwykle wtedy, gdy cena jest już wysoka albo gdy rynek gwałtownie spada. Właśnie wtedy najłatwiej o decyzję, której się później żałuje – mówi Paweł Mazurek, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju w Mennicy Mazovia.
– Przy złocie rzadko wygrywa ten, kto próbuje być najszybszy. Znacznie częściej wygrywa ten, kto od początku wie, po co kupuje kruszec i daje tej inwestycji czas – dodaje.
Inwestycja w złoto, tu czas ważniejszy niż idealny moment na wejście czy wyjście
Historia pokazuje, że złoto jest aktywem dla cierpliwych. Jeśli spojrzymy na średnie miesięczne ceny kruszcu na przestrzeni ostatnich trzech dekad, widać wyraźną różnicę między inwestowaniem na 5, 10 i 15 lat.
Jedno jest pewne, cena kruszcu stale rośnie. Ma to uzasadnienie praktyczne i kulturowe. Złoto warte miliard dolarów mieści się w walizce, podczas gdy srebro o tej samej wartości zajmuje całego TIRa.
Najkrótszy, pięcioletni horyzont inwestycyjny wiązał się z najwyższym ryzykiem. Z 318 analizowanych przypadków aż co czwarty kończył się nominalnie pod kreską. Największą stratę, około 35 proc., odnotowali inwestorzy, którzy kupili kruszec w lutym 1996 roku, a sprzedali go w lutym 2001 roku. Zakup przypadł na moment, w którym złoto było relatywnie wysoko na tle kolejnych lat, a sprzedaż – blisko dołka wieloletniej bessy, tuż przed późniejszą falą wzrostów.
Innymi słowy: pięć lat okazało się zbyt krótkim czasem, by wyjść obronną ręką z wyjątkowo niekorzystnego scenariusza, czyli zakupu na górce i sprzedaży w dołku.
Wydłużenie horyzontu do dekady radykalnie zmieniło perspektywę. Na 258 możliwych dziesięcioletnich inwestycji stratne okazały się zaledwie dwie, czyli mniej niż 1 proc. Najgorszy wynik odnotowano przy zakupie w październiku 2012 roku i sprzedaży w październiku 2022 roku. Oznaczał on stratę rzędu 4,7 proc. i również nie był dziełem przypadku. Inwestor kupował złoto po bardzo mocnej hossie, gdy rynek wciąż pamiętał rekordy z 2011 roku i euforię wokół kruszcu.
Sprzedawał natomiast w trudniejszym otoczeniu: przy mocnym dolarze i po serii gwałtownych podwyżek stóp procentowych w USA. Mimo tak niekorzystnego zbiegu okoliczności strata była relatywnie niewielka. To pokazuje, że dekada mocno zmniejsza ryzyko złego momentu zakupu, choć nie eliminuje go całkowicie.
Piętnaście lat - idealny czas na inwestycję w złoto
W przypadku inwestycji piętnastoletnich nie odnotowano już ani jednego stratnego przypadku. Nawet w najmniej korzystnym okresie – przy zakupie złota w marcu 2008 roku i sprzedaży w marcu 2023 roku – można było osiągnąć około 98 proc. zysku nominalnego, mimo że oba momenty dalekie były od idealnych. W marcu 2008 roku złoto było już po mocnych wzrostach, więc inwestor nie kupował „tanio”.
Z kolei w marcu 2023 roku kruszec korzystał z popytu na bezpieczne aktywa, dlatego sprzedaż przypadła na relatywnie wysoki poziom cen. Ten przykład dobrze pokazuje, że przy złocie długi horyzont czasowy ma często znacznie większe znaczenie niż wyczucie idealnego momentu wejścia i wyjścia.
Przez trzy dekady na rynku wydarzyło się właściwie wszystko: okresy bessy, gwałtowne wzrosty, korekty, kryzysy finansowe, pandemia, skoki inflacji i zmiany stóp procentowych. Mimo to inwestor, który konsekwentnie realizował plan i nie podejmował decyzji pod wpływem rynkowego szumu, znacząco ograniczał ryzyko straty.
- Jaki z tego wniosek? Złota nie trzeba kupować idealnie na dołku. Nie trzeba też bać się każdej górki, bo taki zakup nie przekreśla całej inwestycji. Oznacza raczej, że inwestor będzie musiał być bardziej cierpliwy: dłużej poczekać na satysfakcjonujący wynik i uważniej wybrać moment sprzedaży – zaznacza Paweł Mazurek.
Złoto to nie zakład na kwartał
Jeśli spojrzymy na wykres cen i wartości złota, zauważymy pewną prawidłowość. Jego cena rośnie wraz z upływem czasu. Spada, podskakuje, najczęściej w okolicach konfliktów wojennych i niepokojów gospodarczych.
Wszystko mimo to, że odeszliśmy od systemu złotej waluty, gdzie każdy emitowany pieniądz musiał mieć swojej wartości pokrycie w złocie.
Ray Dalio, jeden z najbardziej znanych inwestorów na świecie, zwraca uwagę, że inwestowania w złoto nie należy rozpatrywać w rynkowej próżni – bez uwzględnienia cykli gospodarczych, poziomu zadłużenia, kursów walut, inflacji i zmian w globalnym układzie sił. Ekspert powiedział, że „jeśli nie posiadasz złota, nie znasz ani historii, ani ekonomii”.
To zdanie dobrze oddaje sposób, w jaki powinno myśleć się o złocie – sposób, który wykracza poza krótkoterminowe pytanie o cenę. W takim ujęciu kruszec nie jest aktywem do nerwowego rozgrywania z miesiąca na miesiąc, ale częścią majątku, która ma przetrwać różne fazy rynku.
– Jeśli traktujemy złoto jak zakład na najbliższy kwartał, korekta może wyglądać jak porażka. Jeśli jednak traktujemy je jako część majątku, która ma przetrwać różne cykle gospodarcze, polityczne i walutowe, pojedynczy rekord albo spadek przestaje być najważniejszym punktem odniesienia. W tym sensie złoto nie lubi hałasu – on skraca horyzont, podsuwa nerwowe decyzje i każe patrzeć wyłącznie na obecną cenę. Tymczasem najważniejsze nie jest to, czy kupimy je idealnie na dołku, ale czy damy tej inwestycji wystarczająco dużo czasu. Oznacza to, że złoto nie musi wygrywać każdego roku, by spełniało swoją funkcję w długim terminie – podsumowuje Paweł Mazurek.
Jedno jest pewne, złoto to pewna, praktyczna i mobilna inwestycja. Im dłuższy horyzont, tym bardziej przewidywalna Z drugiej strony warto podkreślić, że złoto w zdywersyfikowanym portfolio inwestycyjnym, stanowi element ,,bezpiecznej przystani’’, inwestycji, która z swojego założenia ma charakter długoterminowy.
Jeśli posiadamy złoto fizycznie, to traktujemy je bardziej jako polisę na wypadek, niż jako element inwestycji dla pomnożenia kapitału.
Dziennikarz z zawodu i zamiłowania. Zajmuje się tematyką gospodarczą, prawną i finansową, szczególnie nowymi technologiami, i komunikacją oraz mediami. Poza dziennikarstwem zajmuje się fotografią, jeździ na nartach i uwielbia Hiszpanię. Z marką INFOR związany wcześniej, zaczynał przygodę z dziennikarstwem w Gazecie Prawnej. Od kwietnia 2026 r. już jako dziennikarz internetowy przygotowuje i publikuje artykuły na portalu Forsal.pl.
