Na rynkach finansowych mamy spokój, inwestorzy czekają na wyniki spółki NVidia, które pojawią się dziś wieczorem. Wyjątkiem w tym krajobrazie jest tylko kryptowaluta ethereum, która ostatnio szybko drożeje.

Oto poranny brief – wszystko, co musisz wiedzieć o tym, co teraz dzieje się w gospodarce.

Płaca minimalna ma urosnąć do 60 proc. przeciętnej płacy w gospodarce

Reklama

Płaca minimalna w Polsce ma być na poziomie 60 proc. przeciętnej płacy w gospodarce narodowej – zapowiedziała minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Oznacza to kolejną, bardzo dużą podwyżkę płacy minimalnej od początku przyszłego roku. Zapowiedź jest na tyle zaskakująca, że niektórzy z ekonomistów potraktowali ją jako przejęzyczenie, wierząc, że pani minister chodziło o 60 proc. mediany wynagrodzeń, a nie średniej.

Minister zapowiedziała, że projekt ustawy wprowadzającej zmiany w wyliczaniu płacy minimalnej został przesłany do wykazu prac legislacyjnych rządu. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce w pierwszym kwartale tego roku wyniosło 8147 zł, tak więc zgodnie z nowymi zasadami oznaczałoby to płacę minimalna na poziomie 4888 zł, czyli o 15 proc. wyższym niż faktyczna płaca minimalna w Polsce, która wynosi teraz 4242 zł brutto. Od 1 lipca urośnie ona do 4300 zł, a jeśli nowe propozycje wejdą w życie, wtedy według wyliczeń Łukasza Kozłowskiego z Federacji Przedsiębiorców Polskich od stycznia 2025 urośnie do około 5150 zł brutto. Będzie to oznaczać jej wzrost o 21,4 proc. w skali roku.

Jeśli chodzi o wątek ewentualnego przejęzyczenia ze strony ministerstwa, to jest to chyba jednak mało prawdopodobne, ponieważ ustanowienie płacy minimalnej na poziomie 60 proc. mediany, a nie średniej płac, oznaczałoby brak zmian – płaca minimalna prawdopodobnie już teraz jest na tym poziomie. Trudno dziś wyliczyć to precyzyjnie, ponieważ GUS podaje dane o medianie płac tylko raz na dwa lata (od lipca ma podawać już co miesiąc). Jeśli jednak założymy, że mediana rośnie w takim samym tempie co średnia, to dziś powinna się ona znajdować w okolicach 7160 złotych. Obecna płaca minimalna wynosząca 4242 zł to 59,2 proc. tej kwoty. A 4300 zł, czyli wysokość minimalnej od lipca, to dokładnie 60,1 proc. tej kwoty.

Kraje G7 bliżej porozumienia na temat 50 mld dolarów dla Ukrainy

Rosną szanse na zwiększenie pomocy finansowej dla Ukrainy, opartej o zamrożone w krajach G7 rosyjskie aktywa w wysokości około 280 mld dolarów. Unia Europejska jak dotąd wymyśliła, że będzie można przekazywać Ukrainie zyski z odsetek od zamrożonej kwoty, teraz Amerykanie mają pomysł, aby zamiast przekazywać jej około 5 mld dolarów rocznie, od razu przelać jej 50 mld dolarów w formie pożyczki. Następnie wspomniane zyski z zamrożonych rosyjskich aktywów będą niejako automatycznie spłacać tę pożyczkę. Czyli Ukraina dostanie tyle, ile i tak miałaby dostać w ciągu dziesięciu lat, ale nie będzie musiała czekać na te pieniądze, tylko dostanie je w całości od razu.

Według nieoficjalnych doniesień Bloomberga na takie rozwiązanie zaproponowane przez USA zgadzają się kraje europejskie, w tym Niemcy, które do tej porybyły przeciw.

Decyzja na ten temat ma zapaść w czasie szczytu G7 we Włoszech, który odbędzie się w dniach 13-15 czerwca. Wprowadzenie w życie tego pomysłu i faktyczne przekazanie pieniędzy Ukrainie powinno nastąpić w przyszłym roku.

Ethereum szaleje, wzrost o 26 proc. w dwa dni

Na rynkach finansowych w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin zrobiło się spokojniej. Inwestorzy czekają przede wszystkim na raport finansowy spółki NVidia, który zostanie opublikowany dziś wieczorem, po zakończeniu sesji giełdowej w Nowym Jorku. NVidia jest liderem wzrostów na giełdzie w ostatnich miesiącach, ponieważ produkuje czipy, które są wykorzystywane przy budowie systemów sztucznej inteligencji. W związku z tym jej wyniki i komentarze do nich będą interpretowane właśnie w kontekście perspektyw i szans na dalszy rozwój AI.

Na razie na spokojniejszym rynku wyróżnia się jeden instrument: kryptowaluta ethereum. Jej cena poszła w górę od początku tego tygodnia o ponad 25 proc. i jest najwyżej od marca.

ikona lupy />
Cena ethereum / Inne

Przyczyna wzrostów jest ta sama, co kilka miesięcy temu w przypadku bitcoina. Chodzi o spekulacje poprzedzające wprowadzenie na amerykański rynek funduszy ETF, które będą inwestować wyłącznie w ethereum na rynku spotowym i będą notowane na giełdzie nowojorskiej. Inwestorzy doszli do wniosku, że ten moment jest już blisko, kiedy amerykańska SEC, czyli ich odpowiednik naszej Komisji Nadzoru Finansowego, zażądała uzupełnienia wniosków o dopuszczenie tych funduszy do obrotu. Skoro bowiem Komisja chce poprawy wniosków, to znaczy, że się nimi zajmuje, a skoro tak, to gdy tylko zostaną one poprawione, powinna wyrazić zgodę na dopuszczenie. Wcześniej rynek był przekonany, że Komisja odrzuci wnioski.

Inwestorzy kupujący dziś ethereum liczą na to, ze dalej sprawy potoczą się tak, jak w przypadku bitcoina. Pojawienie się nowych funduszy na rynku regulowanym przez państwo da publiczności możliwość inwestowania w tę kryptowalutę w sposób bezpieczniejszy niż te wcześniejsze, na prywatnych nieregulowanych platformach internetowych. To wywoła napływ nowego kapitału, który spowoduje, że cena wzrośnie. W przypadku bitcoina pomiędzy pojawieniem się funduszy ETF w styczniu, a szczytem notowań w marcu wzrost ceny wyniósł aż 77 proc. Wcześniej natomiast, już od października ubiegłego roku, bitcoin drożał na fali oczekiwań i spekulacji, tak jak dzisiaj ethereum. Wtedy jego cena poszła w górę nawet bardziej, bo o 84 proc. Łącznie od początku pojawienia się na rynku plotek o funduszach ETF na bitcoin do szczytu fali wywołanej faktycznym wprowadzeniem ich do notowań, bitcoin w 5 miesięcy urósł o 178 proc.

Jest pomysł na Radę Fiskalną w Polsce i zmiany w regule wydatkowej

Rząd przygotowuje przepisy, na podstawie których w Polsce pojawi się Rada Fiskalna, czyli niezależne ciało złożone z ekspertów, którzy będą opiniować i recenzować politykę fiskalną w Polsce, a więc ustawy budżetowe i prognozy makroekonomiczne na podstawie których te ustawy się konstruuje, a także dłuższe, wieloletnie prognozy i plany finansowe. Powołanie takiej instytucji od lat rekomenduje nam Unia Europejska, parę lat temu kwestia ta stała się nawet jednym z kamieni milowych w naszym KPO.

Według rządowego projektu Rada ma składać się z siedmiu osób. Będą one wskazywane przez: Prezydenta RP, kolegium NIK, sejmową komisję właściwą do spraw budżetu, Ministra Finansów, przedstawicieli organizacji związkowych, przedstawicieli organizacji pracodawców oraz przedstawicieli organizacji jednostek samorządu terytorialnego. Rada ma funkcjonować od 2026 roku.

Jednocześnie rząd chce zmienić ustawę o regule wydatkowej, która stanowi prawny hamulec zabezpieczający nas przed nadmiernym wzrostem wydatków państwa. Według nowego pomysłu rząd będzie mógł stosować tzw. klauzulę wyjścia, czyli zawieszać funkcjonowania przepisów o limicie wydatków w okresach znacznego spowolnienia gospodarczego. Do tej pory, aby zawiesić regułę wydatkową, potrzebne było spowolnienie oraz jednocześnie wprowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych na terenie kraju (tak jak w przypadku pandemii i lockdownów w 2020 roku). Do tego proponuje się wprowadzenie paru innych technicznych zmian, np. stosowanie przy wyliczaniu limitu wydatków w danym roku tzw. deflatora PKB, a nie wskaźnika inflacji konsumenckiej, tak jak do tej pory. Resort finansów proponuje też rozszerzenie zakresu jednostek objętych regułą wydatkową o ZUS, instytucje gospodarki budżetowej, agencje wykonawcze i państwowe osoby prawne.

W czwartek przetarg obligacji za 10 mld zł. Pierwszy po tym sprzed miesiąca, który się nie udał

Ministerstwo Finansów potwierdziło, że w czwartek na przetargu obligacji będzie chcieć sprzedać je za 10 mld złotych. Oficjalne „widełki” wynoszą od 5 do 10 mld zł, ale zazwyczaj, kiedy przetarg się udaje, sprzedaż sięga właśnie górnych widełek. Przetarg będzie obserwowany z uwagą, ponieważ poprzedni w kwietniu się nie udał: resort sprzedał znacznie mniej nowego długu niż zamierzał, poniżej dolnych widełek podanych wcześniej. Z kolei w przypadku jeszcze wcześniejszych przetargów w poprzednich miesiącach resort w ostatniej chwili zmniejszał ich skalę, tak aby dostosować ją do wielkości popytu na polskiej obligacje w danym momencie i uniknąć kłopotliwej sytuacji, kiedy to przetarg się nie udaje.

Z drugiej strony polskie potrzeby pożyczkowe brutto w tym roku sięgają rekordowych 449 mld zł, więc nie możemy sobie pozwolić na zbyt częste porażki w takich przetargach. Stąd spore zainteresowanie tym, co wydarzy się w czwartek. Cytowany przez PAP Mateusz Sutowicz, ekonomista Banku Millennium, uważa, że tym razem wszystko pójdzie dobrze

„Po kwietniowym, nie do końca udanym przetargu sprzedaży naszych obligacji, wszyscy są ciekawi, czy nastoje się poprawiły. W naszej ocenie tak i to, co wydarzyło się w poprzednim miesiącu, było pewnego rodzaju wypadkiem przy pracy" – powiedział Sutowicz.

Na rynku wtórnym ceny polskich obligacji są ostatnio nieco wyższe niż w kwietniu, a rentowności nieco (mniej więcej o 20 punktów bazowych) niższe. W przypadku papierów dziesięcioletnich jest ona poniżej 5,7 proc., a pięcioletnich: poniżej 5,5 proc.