Analiza zawarta w badaniach Stefanie Stantchevej pokazuje, że nierówności wzrosną przede wszystkim w długim terminie, a w krótkim okresie ich wzrost zostanie złagodzony przez politykę publiczną. Trzy główne katalizatory rosnącego rozwarstwienia to: dostęp do pracy z domu, wykluczenie cyfrowe oraz bezrobocie dotykające najuboższych.

Stantcheva, pochodząca z Bułgarii, a wykształcona na najlepszych uczelniach ekonomicznych z Paryża, rozgłos zdobyła dzięki pracy z dwoma francuskimi gwiazdami ekonomii, Thomasem Pikettym i Emanuelem Saezem. Obecnie zajmuje się głównie optymalnym opodatkowaniem firm i osób oraz wpływem opodatkowania na innowacje, edukację i dobrobyt. W ostatnich latach rozwija również Social Economics Lab na Harvardzie, gdzie bada stosunek społeczeństwa do różnych polityk publicznych. Argumentuje, że decydenci często nie rozumieją opinii publicznej, a przez to podejmują złe decyzje gospodarcze.

W najnowszej pracy Stantcheva bada nierówności w czasie pandemii wirusa SARS-Cov2. Z wcześniejszych analiz wiemy, że na przebieg pandemii duży wpływ miały istniejące nierówności społeczne. W czerwcu 2020 roku amerykański ekonomista Jeffrey Sachs pisał, że wyłącznie trzy państwa – Stany Zjednoczone, Brazylia i Meksyk – odpowiadają za około połowę wszystkich zgonów na COVID-19, mimo że żyje w nich mniej niż 10 proc. światowej populacji. Równocześnie Stany Zjednoczone, Brazylia i Meksyk należą do najbardziej rozwarstwionych państw na świecie. Podobnie, z szeregu analiz wiemy, że na wirusa SARS-Cov2 umierały przede wszystkim grupy wrażliwe – starsi, mniejszości etniczne czy ubodzy.

Polityka publiczna jako niwelator nierówności

W kwietniu 2020 roku, zaraz po wybuchu pandemii, wskaźnik Giniego przed opodatkowaniem i transferami wzrósł o około 4 proc. w krajach Unii Europejskiej. W krótkim okresie interwencje rządów pomogły jednak zmniejszyć skalę wzrostu nierówności. Dzięki temu, w tym samym czasie, wskaźnik Giniego dla dochodów do dyspozycji (czyli po opodatkowaniu i transferach) spadł o około 1 proc. Oznacza to, że w pierwszych miesiącach negatywny wpływ pandemii na dochody gospodarstw domowych udało się z nawiązką skompensować poprzez skuteczną politykę transferową.

W pierwszych miesiącach negatywny wpływ pandemii na dochody gospodarstw domowych udało się z nawiązką skompensować poprzez skuteczną politykę transferową. Polityka publiczna zmniejsza jednak nierówności wyłącznie w krótkim okresie.

Powyższy efekt widać wyraźnie w danych. W krajach G7 spadkowi PKB towarzyszył nieintuicyjny wzrost dochodów gospodarstw domowych. Z czego wynikał? Głównie z bezpośrednich transferów do najuboższych gospodarstw domowych. Dzięki hojnemu wsparciu finansowemu udało się uniknąć wzrostu nierówności. Co więcej, w krótkim okresie polityka publiczna była w stanie zmniejszyć nierówności w większości państw wysoko rozwiniętych. W krajach takich jak Niemcy, Hiszpania, Francja, Włochy i Szwecja efekt taki pojawił się jednak z opóźnieniem. Między styczniem a majem 2020 roku nierówności wzrosły, aby spaść do poziomu sprzed kryzysu w październiku tego samego roku.

Przegląd literatury na temat wpływu polityki publicznej na współczynnik Giniego / obserwatorfinansowy.pl

Polityka publiczna zmniejsza jednak nierówności wyłącznie w krótkim okresie. W długim okresie, jak twierdzi Stantcheva, negatywny wpływ pandemii na dochody będzie regresywny. Więcej stracą ubogie gospodarstwa domowe, a nierówności wzrosną. Stoją za tym trzy główne przyczyny. Po pierwsze, długoterminowe bezrobocie, prowadzące do spadku kapitału ludzkiego, które dotyka przede wszystkim osoby mniej zamożne. Po drugie, kreatywna destrukcja w sektorze przedsiębiorstw, gdzie niektóre branże zyskują niewspółmiernie do reszty gospodarki. Wreszcie, przyśpieszona cyfryzacja i automatyzacja gospodarki, które faworyzują lepiej płatne zawody.

Nierówności napędzają nierówności

Warto podkreślić, że nierówności w czasie pandemii nie wzrosłyby tak mocno, gdyby nie wcześniejsze rozwarstwienie społeczne w kilku wymiarach. Mówiąc wprost, istniejące nierówności napędziły wzrost nowych nierówności. W czasie pandemii szczególnie istotne były trzy pola – praca zdalna, wykluczenie cyfrowe oraz bezrobocie.

(1) Praca zdalna

Po wybuchu pandemii praca zdalna stała się koniecznością. Z badań wynika jednak, że możliwość pracy z domu posiadają głównie najlepiej zarabiający pracownicy. W Stanach Zjednoczonych średnio 37 proc. zawodów może być wykonywanych z domu. W praktyce w czasie pandemii 45.5 proc. pracowników o wysokich dochodach pracowało z domu. Wśród pracowników o niskich dochodach było to jedynie 18 proc. Podobnie w Europie, praca z domu dotyczy około 37 proc. zawodów, ale gdy wybuchła pandemia, zdalnie pracowało 74 proc. pracowników o wysokich dochodach i tylko 3 proc. pracowników o niskich dochodach.

W jaki sposób praca zdalna pogłębia nierówności? Jednym ze źródeł jest tak zwana premia płacowa. Pracownicy zdalni mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia, ponieważ generują niższe koszty dla przedsiębiorstw. Szacunki dla Niemiec pokazują, że przed pandemią, przy wykluczeniu innych czynników, praca zdalna zwiększała wynagrodzenia o około 12 proc. Drugą przyczyną jest zróżnicowany w sektorach wpływ pracy zdalnej na produktywność. Badania ankietowe dla Wielkiej Brytanii pokazują, że pracownicy w gorzej płatnych sektorach, takich jak edukacja, rozrywka czy usługi związane z zakwaterowaniem byli mniej produktywni w czasie pandemii. Równocześnie pracownicy z sektora IT oraz finansowego zwiększyli wydajność swojej pracy.

(2) Wykluczenie cyfrowe

Wykluczenie cyfrowe, na które składa się między innymi ograniczony dostęp do internetu, dotyka przede wszystkim gospodarstwa domowe o niskich dochodach. W efekcie wiele osób nie miało lub miało ograniczone możliwości przestawienia swojego życia na kanały cyfrowe w czasie pandemii. Badania dla Stanów Zjednoczonych pokazują, że zamożne gospodarstwa domowe, które miały dostęp do szybkiego, szerokopasmowego internetu, znacznie częściej przestrzegały zasad dystansowania społecznego. Izolacja jest znacznie prostsza, gdy bez problemu można komunikować się ze światem przez internet. Co więcej, wykluczenie cyfrowe uniemożliwiło wielu osobom naukę online oraz utrzymanie kontaktów społecznych.

(3) Bezrobocie

Wywołany pandemią szok na rynku pracy był heterogeniczny w różnych grupach dochodowych. Częściej pracę tracili pracownicy o niskich dochodach, którzy rzadziej mogą pracować z domu. Szacunki dla Wielkiej Brytanii pokazują, że prawdopodobieństwo zwolnienia lub bycia wysłanym na przymusowy urlop malało wraz ze wzrostem dochodu. W kwietniu 2020 roku osoby z dolnych 20 proc. rozkładu zarobków traciły pracę w około 50 proc. przypadków. W przypadku górnych 20 proc. prawdopodobieństwo wynosiło około 15 proc. Dodatkowo, dynamika zatrudnienia najlepiej zarabiających była V-kształtna, co oznacza, że po utracie pracy byli szybko ponownie zatrudniani.

Z utratą pracy wiążą się długoterminowe konsekwencje. Literatura ekonomiczna wykazywała wielokrotnie, że bezrobocie pozostawia blizny. Zjawisko to nazywa się efektem blizny (z ang. scarring effect). W przypadku pandemii szczególnie widoczny jest wzrost presji na realokację zawodową wśród pracowników o niskich dochodach. Wynika to z przyśpieszenia procesów automatyzacji i cyfryzacji rynku pracy, które faworyzują najlepiej płatne zawody. W szybkim tempie wzrósł popyt na zawody wymagające wysokich kwalifikacji, a równocześnie spadł popyt na zawody, które wymagają niższych kwalifikacji. Prowadzi to do wzrostu nierówności poprzez niedopasowania między popytem a podażą na rynku pracy.

Mężczyźni, miasta i zamożne dzieci – wygrani pandemii

Praca zdalna, wykluczenie cyfrowe oraz bezrobocie stanowiły wektory nierówności. To za ich pośrednictwem doszło do wzrostu trzech rodzajów nierówności. Po pierwsze, wzrosły nierówności przestrzenne – szczególnie te dotyczące obszarów miejskich i wiejskich. Po drugie, pandemia pogłębiła nierówny dostęp do edukacji. Edukacja zdalna okazała się działać najlepiej dla najbardziej zamożnych uczniów. Po trzecie, zwiększyły się nierówności między płciami – recesja w mniejszym stopniu dotknęła mężczyzn niż kobiety.

(1) Nierówności przestrzenne

Uboższe regiony charakteryzowały się wyższymi wskaźnikami śmiertelności oraz niższym poziomem stosowania się do reguł dystansowania społecznego. W Stanach Zjednoczonych mobilność ludności spadła mocniej w bardziej zamożnych stanach. Jednym z powodów takich zmian może być struktura zawodowa. W uboższych regionach więcej pracowników należy do grupy tak zwanych pracowników niezbędnych (z ang. essential workers). Dodatkowo, między terenami miejskimi i wiejskimi występują wysokie nierówności w dostępie do pracy zdalnej. Badania dla Europy pokazują, że szczególnie duże nierówności dotyczą takich krajów jak Węgry, Rumunia czy Chorwacja, czyli Europy Środkowo-Wschodniej.

(2) Nierówności edukacyjne

Według UNESCO w kwietniu 2020 roku 192 państw całkowicie zamknęło szkoły i uniwersytety, zmieniając tym samym życie 90 proc. uczniów na całym świecie. Badania pokazują, że między styczniem a październikiem 2020 poprawa umiejętności czytania wśród przedszkolaków była o 30 proc. mniejsza, niż byłaby w przypadku braku pandemii. Silniejszy efekt wystąpił wśród dzieci, których rodzice rzadziej czytają książki, czyli najczęściej tych najmniej zamożnych. Inne artykuły wskazują, że w okresie pandemii znacząco spadł czas poświęcany przez studentów na uczenie się. Studenci, którzy w normalnych okolicznościach uczą się około 7 godzin dziennie, w czasie pandemii poświęcali połowę tego czasu na naukę. Efekt ten był silniejszy wśród studentów, którzy ogółem mają słabsze wyniki w nauce.

(3) Nierówności płciowe

Wreszcie, kobiety doświadczyły negatywnych skutków epidemii w większym stopniu niż mężczyźni. Wśród kobiet obserwowano wyższy wzrost stopy bezrobocia i spadek godzin pracy. Stoją za tym trzy przyczyny. Po pierwsze, kobiety częściej pracują w zawodach, które zostały negatywnie dotknięte przez pandemię (np. praca opiekuńcza czy gastronomia). Po drugie, kobiety częściej zatrudniane są na mniej stabilnych umowach czasowych. Po trzecie, w czasie epidemii kobiety częściej rezygnowały z pracy ze względu na obowiązki domowe (opieka nad dziećmi). Recesja wywołana epidemią różniła się od wcześniejszych kryzysów, gdzie częściej pracę tracili mężczyźni. Z związku z tym, niektórzy ekonomiści zaczęli pisać o „shecession” (z ang. połączenie słów she, czyli „ona” oraz recession, czyli „recesja”).

Łatwe rozwiązania na trudne czasy

W ramach podsumowania warto zadać pytanie – jak polityka publiczna może przeciwdziałać przedstawionym powyżej, negatywnym skutkom pandemii? W opisywanym artykule Stantcheva proponuje szereg działań, które mają łagodzić nierówności poprzez oddziaływanie na kilku poziomach gospodarki. Podkreśla, że istotne jest wykroczenie poza tradycyjną politykę redystrybucji i zastosowanie polityki predystrybucji oraz bezpośredniej ingerencji w mechanizmy rynkowe. Takie działania miałyby ogniskować się wokół idei odbudowy państwa opiekuńczego, które powinno opierać się na trzech fundamentach – rozszerzeniu tradycyjnych polityk progresywnego opodatkowania, edukacji publicznej i ubezpieczenia społecznego, rozwoju polityk rynku pracy, nastawionych na zapewnienie ludziom dobrej pracy oraz na lepszej komunikacji między politykami a obywatelami.

Istotne jest wykroczenie poza tradycyjną politykę redystrybucji i zastosowanie polityki predystrybucji oraz bezpośredniej ingerencji w mechanizmy rynkowe. Takie działania miałyby ogniskować się wokół idei odbudowy państwa opiekuńczego.

Stantcheva razem z innym ekonomistą z Harvardu, Danim Rodrikiem zaproponowali macierz polityk publicznych. Przedstawia ona działania państwa, które mogą przeciwdziałać wzrostowi nierówności podczas i po pandemii. Idea polega na przedstawieniu interwencji według różnych grup dochodowych oraz poziomów gospodarki, na których mogą zaistnieć. W efekcie powstaje macierz 3×3. Po jednej stronie mamy trzy fazowy model interwencji – polityki przedprodukcyjne, które nastawione są na tworzenie równych szans w społeczeństwie, polityki produkcyjne, wpływające na sposób funkcjonowania firm i rynku pracy oraz polityki post-produkcyjne, które skupiają się głównie na redystrybucji dochodów. Po drugiej stronie występują trzy grupy, których dotyczyć mogą interwencje – dolne grupy dochodowe, klasa średnia i górne grupy dochodowe.

W świecie, w którym dobra praca klasy średniej znika w wyniku długookresowych zmian technologicznych i globalizacji, a niespodziewane szoki, takie jak pandemia wirusa SARS-Cov2 pogłębiają to zjawisko, polityka publiczna staje przed nowymi wyzwaniami. Tradycyjne państwo opiekuńcze skupia się przede wszystkim na interwencjach na etapie przed produkcją i po produkcji. Publiczna edukacja, systemy zabezpieczenia społecznego czy progresywny system opodatkowania dochodów stanowią standard w większości państw wysoko rozwiniętych. Na etapie produkcji rzadko jednak stawia się na polityki łagodzące nierówności (np. między pracodawcami a pracownikami) oraz zwiększające dostępność miejsc pracy wysokiej jakości. Częściej stawia się na polityki, które chronią konkurencję i nastawione są na stymulowanie wzrostu gospodarczego.

Propozycje Stantchevej i Rodrika nie są rewolucyjne. To raczej stary elementarz polityki publicznej ubrany w przystępny dla decydentów język. Nierówności po pandemii stanowią duże wyzwanie dla polityków. Od kilku dekad ekonomia nierówności dostarcza dowodów na to, że duże nierówności znacząco zmniejszają stabilność społeczną. Rozwarstwienie prowadzi do wyższych wskaźników przestępczości, niechcianych ciąż wśród nastolatek, otyłości i uzależnień, ale też do spadku zaufania społecznego i większej degradacji środowiska naturalnego. Państwo musi coraz częściej odpowiadać na to wyzwanie, ponieważ współczesny świat sprzyja wzrostowi nierówności. Technologia oraz globalizacja tworzą premie płacowe dla najlepiej zarabiających pracowników oraz pozwalają unikać podatków osobom najzamożniejszym. Pierwszy test z nierówności został zdany. Udało się skutecznie odpowiedzieć na kryzys pandemiczny. Pytanie – co będzie dalej?

Nikodem Szewczyk, ekonomista i socjolog. Związany z Instytutem Badań Strukturalnych i Fundacją Instrat