Miasto-dynamit. Krwawa historia rasowych napięć w Detroit

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 lipca 2020, 22:01
rasizm
<p>rasizm</p>/Domena Publiczna
W Detroit tego lata jest spokojnie. Ale w burzliwych latach 60. i 70. „Motor City” było epicentrum napięć rasowych

Amerykański sen okazał się dla polskiego powstańca Mariana Pyszko większym koszmarem niż Warszawa w czasie okupacji. Być może myśl ta przebiegła mu przez głowę, kiedy nocą z 28 na 29 lipca 1975 r. wykrwawiał się na jednej z ulic Detroit. 31 lat wcześniej jako „Ludomir” rozpoczynał właśnie przygotowania do walk na Żoliborzu z 566 plutonem przeciwlotniczym. Nie złamała go potem niewola w Stalagu XI A w Altengrabow ani mordercza harówka w komandzie pracy nr 274/1 w Gatersleben.

Zabójczy stał się dla niego dopiero powrót z nocnej zmiany na zmywaku w miejscowej cukierni Sanders. Samochód, którym kierował Polak, zatrzymali młodzi Afroamerykanie. A potem roztrzaskali mężczyźnie głowę kawałkiem betonu oderwanym z elewacji pobliskiego Burger Kinga. Pyszko zmarł w szpitalu Mount Carmel Mercy kilka dni później. Prasa poinformowała o tym dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Polak był drugą ofiarą rozruchów, które w historii zapiszą się jako zamieszki na Livernois i Fenkell (od nazw ulic w Detroit). „Pewnego wieczoru jechałem Livernois Avenue z czarnym kolegą. On prowadził, ja siedziałem jako pasażer, biały jak śnieg. Zobaczyliśmy policyjne koguty i ludzi biegających we wszystkich kierunkach, gorączkowo krzycząc. Nigdzie nie było białych” – wspominał tamtą noc kilkadziesiąt lat później na swoim blogu Leonard Kniffel, przewodniczący Stowarzyszenia Polsko-Amerykańskich Bibliotekarzy. „Skręciliśmy w prawo w Fenkell Avenue, tam było jeszcze więcej krzyczących ludzi, umundurowani policjanci machający pałkami za młodymi mężczyznami. Na środku ulicy stał samochód, na chodniku leżał mężczyzna. Policja nakazywała wszystkim samochodom ruszać i wynosić się” – dodawał Kniffel.

Zamieszki były brutalną odpowiedzią na incydent, który wydarzył się kilka godzin wcześniej przed Bob Bolton’s Bar-Grill, pobliskim barem wyłącznie dla białych motocyklistów. Jego właściciel Andrew Chinarian powie później policji, że 18-letni Afroamerykanin Obie Wynn miał broń i chciał ukraść jego samochód. Koledzy ofiary – że chłopak siedział na masce samochodu Chinariana, gadając z dziewczyną. Koniec końców pistolet okazał się śrubokrętem, a Wynn dostał kulę w potylicę. Gdy sędzia pozwolił właścicielowi baru wyjść za jedynie 500-dolarową kaucją, dzielnica wybuchła gniewem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj