Prof. Gut: Różnice w skuteczności szczepionek wynikają z metod badania

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 grudnia 2021, 09:39
Szczepionka przeciwko koronawirusowi, Covid-19, Johnson&Johnson
<p>Szczepionka przeciwko koronawirusowi, Covid-19, Johnson&amp;Johnson</p>/Shutterstock
Różnice w oddziaływaniu znanych już w Polsce czterech szczepionek przeciw COVID-19 na nowe warianty bardziej wynikają z metod ich badania niż z realnych różnic - powiedział PAP wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Dodał, że w dyskusji o skuteczności tych preparatów sporo jest ekonomii i polityki.

"Szczepionka przeciw COVID-19 firmy Johnson & Johnson jest jednodawkowa. Producent z reguły marzy, żeby mieć ciągłość sprzedaży. Z tego wynikają wszelkiego rodzaju próby deprecjonowania właśnie tego produktu. Wszystkie cztery dostępne do tej pory w Polsce szczepionki - po podaniu dawek podstawowych - w bardzo podobny sposób chronią przed ciężkim przechorowaniem i zgonem" - powiedział PAP prof. Gut.

Doświadczony wirusolog wyjaśnił, że przy szczepionkach wektorowych, czyli właśnie Johnson & Johnson i AstraZeneca jest jeden problem, a mianowicie to, czy dany człowiek nie miał wcześniej kontaktu z wektorem. W przypadku tych szczepionek chodzi o adenowirusa.

"J&J użył adenowirusa typu 26, a Brytyjczycy od AstraZeneki szympansi typu 5. Problem z adenowirusami jest zawsze ten sam, mają dość silny ładunek powierzchniowy. Teraz niektórzy atakują AstraZenecę, że jest +naładowana+ i może wywoływać pewne konsekwencje w postaci zakrzepu. A ja powiem szczerze, nie znam ani jednego adenowirusa, który nie byłby naładowany. AstraZeneca jest w ogóle pechowcem w odbiorze opinii publicznej, bo powstała w Unii Europejskiej, a była sprzedawana wówczas, gdy Wielkiej Brytanii w Unii już nie było. W mojej ocenie stała się +chłopcem do bicia+" - dodał wirusolog.

Prof. Gut podkreślił, że najważniejsze nie jest to, jakim preparatem się zaszczepimy, ale sam fakt zrobienia tego.

"Różnice w oddziaływaniu znanych już w Polsce czterech szczepionek przeciw COVID-19 na nowe warianty bardziej wynikają z metod ich badania niż z realnych różnić" - ocenił.

Dodał, że działania z innej sfery niż medycyna zawsze prowadzą do negatywnych skutków właśnie w tym obszarze naszego życia. "Czy to będą działania polityczne, czy ekonomiczne bądź prawne, to nie ma większego znaczenia. W całej tej dyskusji jest sporo ekonomii i polityki, a za mało medycyny. Jest tak: albo leczymy, albo kupczymy" - podsumował wirusolog.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj