Brak chętnych do pracy sezonowej w Polsce. 6 tys. zł na rękę nie wystarcza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 maja 2024, 13:17
recepcja, hotel, recepcjonistka, hotelarstwo, praca sezonowa, praca
Na portalach z ofertami pracy w hotelarstwie można znaleźć wiele ofert dla recepcjonistów/ShutterStock
Zarobki na poziomie ok. 6 tys. zł na rękę często nie wystarczają, by znaleźć chętnych do pracy w hotelu czy pensjonacie. Ta branża nie od dziś zmaga się z niedoborem pracowników, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym. Nie inaczej jest w tym roku.  

Praca sezonowa w Polsce. Co oferują pracodawcy? 

"Szukając pracowników zaoferowaliśmy ok. 6 tys. zł "na rękę". Wydawać być się mogło, że to godziwa stawka dla studentów czy – ogólnie – młodych osób, które chcą sobie dorobić w sezonie wakacyjnym. Tymczasem okazuje się, że nawet takie zarobki nie przyciągają do pracy. Ciężko jest znaleźć personel. To największy minus tego biznesu" – mówi "Gazecie Wyborczej" Jacek Hołubowski, przedsiębiorca z Gdańska, właściciel pensjonatów położonych na Półwyspie Helskim. 

"GW" zwraca uwagę, że portale ogłoszeniowe są pełne ofert pracy sezonowej w branży hotelarskiej. Poszukiwani są recepcjoniści, szefowie kuchni, barmani, osoby sprzątające. Firmy kuszą potencjalnych chętnych benefitami w postaci prywatnej opieki medycznej, zniżek na studia, produkty firmowe i usługi, dofinansowaniem do zajęć sportowych, kursów i szkoleń itd. Jednak problem z wypełnieniem wakatów pozostaje. 

Rynek pracy w Polsce: Pracodawcy odczuwają odpływ pracowników z Ukrainy 

Według Moniki Banyś z Personnel Service, firmy rekrutującej pracowników, obserwuje się odpływ pracowników z sektora usługowego. "Jest to związane m.in. ze zmniejszonym zainteresowaniem pracą w Polsce obywateli Ukrainy. Wyjeżdżają do Niemiec, Skandynawii i Kanady za lepszymi zarobkami" — mówi Banyś. I dodaje: "Pensja 6 tys. zł netto jest dobra w Polsce, ale w Niemczech czy Holandii stawka minimalna to 1,5 tys. euro (ok. 6,5 tys. zł). To punkt startowy, w rzeczywistości można zarobić dużo więcej". 

Z analiz polskiego rynku pracy wynika, że odpływ pracowników z Ukrainy odczuwają nie tylko branże ze znaczącym udziałem pracowników sezonowych. Z opublikowanych w marcu br. danych "Barometru Polskiego Rynku Pracy" przygotowanego przez Personnel Service wynika, że z wyzwaniem tym boryka się co czwarty pracodawca w Polsce. Okazuje się, że w 2023 r. niemal co drugi przedsiębiorca w Polsce miał w swojej załodze kadrę ze Wschodu (49 proc.). Na początku 2024 roku taką deklarację złożyło 43 proc. pracodawców. 

"Spadek zatrudnienia Ukraińców związany jest z ich odpływem do Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej, gdzie za te same kompetencje płaci się więcej. Dodatkowo wiele państw ma rozbudowany system socjalny, który obejmuje szeroki zakres świadczeń i wsparcia dla mieszkańców, w tym opiekę zdrowotną, edukację, oraz programy pomocy socjalnej. To sprawia, że Polska coraz częściej staje się tylko przystankiem dla wielu Ukraińców" – komentował Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj