Ten kraj może zastąpić Węgry. W Rosji zacierają ręce na myśl o 19 kwietnia

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
dzisiaj, 08:51
Ten kraj może zastąpić Węgry. W Rosji zacierają ręce na myśl o 19 kwietnia
Ten kraj może zastąpić Węgry. W Rosji zacierają ręce na myśl o 19 kwietnia/PAP/EPA
- Intensywność prokremlowskich treści publikowanych w Bułgarii jest znacznie wyższa, niż w większości krajów Unii Europejskiej. Przekazy powielające narrację Rosji wypełniają główny nurt medialny kraju - powiedział w rozmowie z PAP Swetosław Malinow z Centrum Studiów nad Demokracją (CSD) w Sofii. W niedzielę (19 kwietnia) w Bułgarii odbędą się wybory parlamentarne.

W niedzielę, po raz ósmy w ciągu ostatnich pięciu lat, Bułgarzy zagłosują w wyborach parlamentarnych. O mandaty w 240-osobowym Zgromadzeniu Narodowym będą ubiegać się kandydaci z 14 partii i 10 koalicji.

Najnowsze sondaże pokazują, że koalicja Postępowa Bułgaria, byłego prezydenta Rumena Radewa, prowadzi z poparciem na poziomie około 30 proc. Na drugim miejscu plasuje się centroprawicowa partia GERB byłego premiera Bojko Borisowa z około 20 proc. poparciem, a na trzecim - centrowa formacja Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria z wynikiem około 10 proc.

Wybory w Bułgarii. W kraju narastają prokremlowskie narracje. Analityk bije na alarm

Bułgaria od lat określana jest jako jedno z najbardziej podatnych na prokremlowskie narracje państw UE. - Sytuacja jest poważna i strukturalnie specyficzna na tle UE. W przeciwieństwie do większości państw członkowskich, które mierzą się przede wszystkim z transnarodowymi kampaniami wojny hybrydowej, podatność Bułgarii na to zagrożenie wynika z głęboko zakorzenionego systemu wzmacniania i powielania takich treści, obecnego w mediach i polityce - tłumaczy Malinow.

Analityk podał przykład działającej w Bułgarii gałęzi globalnej rosyjskiej sieci dezinformacyjnej Prawda, która wpływa na algorytmy wyszukiwarek i duże modele językowe (LLM).

- Miesięcznie w języku bułgarskim pojawia się średnio około 600 prokremlowskich artykułów, co oznacza, że ich intensywność jest nieproporcjonalnie wysoka w przeliczeniu na mieszkańca w porównaniu z większością krajów UE - podkreślił.

Bułgarzy wybiorą nowy rząd. Prorosyjska dezinformacja zalewa kraj przed wyborami

Malinow, powołując się na dane zebrane przez CSD, zaznaczył, że same kanały na Telegramie, powiązane z siecią Prawda, wygenerowały w ciągu roku poprzedzającym niedzielne wybory 181 mln wyświetleń. - Nie jest to zjawisko marginalne. Przekazy prokremlowskie wypełniają główny nurt informacyjny w Bułgarii - dodał analityk.

Mówiąc o najczęściej podejmowanych przez prorosyjskie narracje tematach, Malinow wspomniał m.in. o podważaniu zaufania do procesu wyborczego czy sprzeciwianiu się udzielaniu pomocy Ukrainie.

- Do najszerzej rozpowszechnianych przed niedzielnymi wyborami kwestii należą podważanie zaufania do samego procesu wyborczego, delegitymizacja partii proeuropejskich i rządu tymczasowego jako skorumpowanych i kontrolowanych przez zagranicę, przedstawianie przystąpienia Bułgarii do strefy euro jako utrata suwerenności, sprzeciwianie się pomocy wojskowej dla Ukrainy i kwestionowanie zobowiązań wobec NATO oraz podsycanie lęków związanych z migracją, religią i suwerennością kulturową - wyliczył.

Analityk CSD zauważył, że "celem dezinformacji nie jest już przekonanie wyborców do określonej narracji, ale podważenie zaufania do samego systemu".

Wybory w Bułgarii "testem odporności" kraju. Rosja zaciera ręce na myśl o 19 kwietnia

Komentując sytuację polityczną w kraju, przede wszystkim upadek kolejnych rządów i niemożność utworzenia trwałej większości rządzącej, Malinow ostrzegł, że "każde kolejne wybory, które nie przynoszą stabilnych rządów, wzmacniają przekonanie, że instytucje demokratyczne nie są w stanie przeprowadzać reform i rozwijać kraju".

- Kampanie dezinformacyjne przedstawiają wybory nie jako normalną praktykę demokracji, lecz egzystencjalną konfrontację między upadającym porządkiem instytucjonalnym a tymi, którzy twierdzą, że są poza nim. W ten sposób rośnie podatność na antysystemowe alternatywy - stwierdził.

- W rezultacie mamy do czynienia z dynamiką, w której niestabilność instytucjonalna podsyca dezinformację, dezinformacja pogłębia nieufność, nieufność zniechęca do udziału w wyborach, a niższa frekwencja sprawia, że rezultaty wyborów łatwiej podważyć - zauważył Malinow.

- Niedzielne wybory są w tym sensie testem odporności demokratycznej kraju - podsumował.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj