Odróżnia to białoruskie wybory od tych w Rosji, po których do internetu trafiają setki filmów z dowodami fałszerstw. W dużym stopniu jest to wynik zamknięcia białoruskiego systemu wyborczego na zewnętrzną kontrolę. Miejscowym obserwatorom utrudnia się obserwację, a w samych komisjach zabronione jest wykorzystywanie kamer.

Władze zabezpieczają się przed kontrolą dzięki wprowadzonym do systemu wyborczego bezpiecznikom, które sprawiają, że tamtejsze wybory różnią się od tych przeprowadzanych w innych krajach europejskich. Od lat wybory są prowadzone w systemie sześciodniowym (pięć dni głosowania wcześniejszego i jeden zwykłego), a urna wyborcza obsługująca przez pięć dni głosowanie przedterminowe jest pilnowana nocą przez milicję, co sprawia, że kontrola nad nią jest iluzoryczna. Członkami komisji wyborczych, zarówno obwodowych, w których ma miejsce głosowanie, jak i tych wyższego stopnia, do których oddawane są protokoły głosowania, nie są reprezentanci komitetów wyborczych, jak w Polsce, lecz w większości członkowie prorządowych organizacji oraz pracownicy budżetówki.

Na zależnych od państwa osobach, jak nauczyciele, łatwiej wymusić działania zgodne z interesem prezydenta. Dodatkowo centralna komisja wyborcza (CWK) nie publikuje wyników z poszczególnych komisji, a jedynie wyniki łączne, co faktycznie uniemożliwia ich kontrolę. W 2020 r., mając na uwadze rosnące zainteresowanie obywateli obserwacją, wprowadzono dodatkowe obostrzenia ograniczające liczbę obserwatorów. Mimo istniejących zabezpieczeń ograniczających zewnętrzną kontrolę wyborów, w dalszym ciągu obserwowane są liczne nieprawidłowości. Prym w ich wyjawianiu wiodły w ostatnich latach organizacje społeczne (m.in. Prawo Wyboru i Wiosna), a także obserwatorzy międzynarodowi, w szczególności ci uczestniczący w najbardziej profesjonalnie organizowanych misjach ODIHR OBWE. Być może właśnie z tego powodu CWK w tym roku zaprosiła tę misję tak późno, że ta nie mogła zostać zorganizowana.

Stałym zjawiskiem jest zawyżanie oficjalnej frekwencji, często wielokrotne. W przeszłości zdarzały się sytuacje, kiedy w poszczególnych komisjach frekwencja w czasie głosowania przedterminowego była identyczna, co do głosu, nawet przez cztery dni z rzędu. Zawyżaniu frekwencji nie musi towarzyszyć dorzucanie „prawidłowo oddanych” głosów do urny ani nawet podrabianie podpisów w spisie wyborców. W ten sposób budowana jest jedynie baza dla późniejszych nieprawidłowości w czasie liczenia głosów. Najbardziej rozpowszechnionymi nieprawidłowościami obserwowanymi po zamknięciu komisji jest niedopuszczanie obserwatorów do miejsca, gdzie głosy są liczone. Jeśli obserwatorom uda się podejść do stołu, gdzie są wysypane głosy, ich oczom zwykle ukazuje się milcząca komisja, która bez określonego celu przekłada głosy z miejsca na miejsce, by następnie szeptem ustalać między sobą wyniki głosowania.

Często ten proces trwa zaledwie kilkanaście minut, co z doświadczenia pracy komisji w Polsce wydaje się niemożliwe. Dodatkowo publikowane wyniki, np. frekwencja na poziomie 95 proc., nie są tożsame z zaobserwowaną w czasie liczenia głosów ich niewielką liczbą bądź z małą liczbą podpisów złożonych w spisie wyborców. W komisji można zaobserwować również bardziej prawidłową procedurę liczenia, która może trwać kilka godzin. Jednak nawet w tym wypadku zdarza się, że członkowie komisji na oczach obserwatorów mogą przesunąć głosy oddane na kandydata opozycji na tę część stołu, gdzie są ułożone głosy oddane na kandydata rządzących.

Reklama

Komisje, w których proces liczenia głosów jest obserwowany przez obserwatorów między narodowych, zwykle prezentują wyniki zdecydowanie różniące się od oficjalnych. Jak pokazała przeprowadzona w 2015 r. analiza wyników w komisjach, w których wybory prezydenta obserwowali obserwatorzy z Polski, ich obecność zwiększała poparcie dla kandydatki opozycji wobec średniej w danym regionie średnio cztero krotnie z 2,7 proc. do 9,8 proc. Nie w każdej komisji na Białorusi głosowanie było w przeszłości fałszowane. W niektórych miejscach w kilkunastu, a czasami nawet kilkudziesięciu procentach komisji podliczone wyniki były na tyle dalekie od oficjalnych, że można je oceniać za rzeczywiste bądź bliskie rzeczywistym.

Jeśli protokoły otrzymane z poszczególnych komisji prezentują wyniki dalekie od tych, których oczekiwała komisja wyższego stopnia, można zakładać, że to ona dokona ich korekty. Może to się odbyć na kilka sposobów. Przewodniczący komisji, którzy przybywają z protokołami do komisji wyższego stopnia, mogą zostać poproszeni o ponowne przeliczenie głosów. Jeśli komisja ulegnie naciskowi, wyniki na protokołach wywieszonych o poranku na budynku danej komisji wyborczej mogą się drastycznie różnić od tych, które obserwatorzy widzieli wieczorem, po zakończeniu pracy komisji. Członkowie komisji wyższego stopnia mogą również oficjalnie, w obecności świadków, odczytać wyniki z komisji obwodowych, a następnie przygotować protokół, którego liczby będą się różnić od sumy odczytanych o kilkanaście tysięcy głosów.

Czy białoruska opozycja i społeczeństwo obywatelskie (obok wcześniej wspomnianych, przed tego- rocznymi wyborami powstały nowe inicjatywy, m.in. Żubr i Uczciwi Ludzie) są obecnie gotowe, by mimo oczekiwanych fałszerstw przypilnować uczciwego liczenia głosów? Główny przekaz obecnej kampanii mówi o tym, że Białorusini powinni głosować wyłącznie w niedzielę 9 sierpnia, by wykluczyć fałszerstwa możliwe w czasie pięciu dni wcześniejszego głosowania. Dodatkowo wyborcy Swiatłany Cichanouskiej są proszeni o przyjście na wybory z białą opaską na nadgarstku, co ma umożliwić ich policzenie w ramach nieformalnego exit poll. Uczciwi Ludzie stworzyli internetową platformę Głos, na którą wyborcy mają wysyłać zdjęcia swoich wypełnionych kart do głosowania i przypisać je do poszczególnych komisji, umożliwiając ich policzenie. Na początku tygodnia takich osób było już niemal 670 tys., co odpowiada 10 proc. wyborców.

Platforma Żubr umożliwia zaś sprawdzenie danych członków komisji wyborczych, dzięki czemu wyborcy mogą do nich napisać z prośbą o uczciwe liczenie głosów. Po podliczeniu wyników platforma ma umożliwiać opublikowanie zdjęć protokołów wyborczych. Tak naprawdę jedynym problemem, którego Białorusini nie rozwiązali, jest kontrola wyników w komisjach wyższego stopnia, w których wyniki również mogą zostać sfałszowane. Obie inicjatywy mają służyć nie tyle samej obronie przed fałszerstwami, ile pokazaniu alternatywnych wyników wyborów. Mając w ręku milion dowodów na głos oddany przeciwko Łukaszence, ludziom trudno będzie zaakceptować oficjalne wyniki, zwłaszcza jeśli będą się znacząco różnić.

Wszystkie opisane w materiale przykłady wyborczych fałszerstw zostały bezpośrednio zaobserwowane przez autora bądź jego współpracowników podczas wyborów na Białorusi.