W pierwszym tego rodzaju wystąpieniu Mahn Win Khaing Than zapowiedział walkę o ustanowienie "federalnej demokracji, której pragną wszyscy nasi etniczni bracia cierpiący od dziesięcioleci różnego rodzaju prześladowania ze strony dyktatury".

Polityk rządzącej przed wojskowym zamachem stanu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), której przewodniczącą jest uwięziona przez juntę Aung San Suu Kyi, zapowiedział też "ustanowienie praw dających ludziom prawo do obrony". Dodał, że w okresie przejściowym powołany zostanie tymczasowy zespół ds. administracyjnych.

Mahn Win Khaing Than ukrywa się, podobnie jak większość czołowych polityków NLD. Został powołany na funkcję tymczasowego wiceprezydenta przez członków rozwiązanego przez juntę parlamentu, którzy utworzyli Komitet Reprezentantów i podejmują starania aby zagranica uznała ich za prawowitą władzę Birmy.

Jak informuje Reuter członkowie Komitetu prowadzą potajemne rozmowy z przedstawicielami największych grup etnicznych w kraju, które kontrolują znaczna część jego terytorium.

W Birmie szerzy się akcja cywilnego nieposłuszeństwa wobec rządów junty, którą rozpoczęli lekarze i nauczyciele i która przerodziła się w falę masowych strajków. Gospodarka w znacznej mierze została sparaliżowana.

Tymczasem policja i wojsko nadal krwawo tłumią protesty, które nie ustają. Jak informują korespondenci zagranicznych mediów, w sobotę i w niedzielę rano, czasu lokalnego, siły bezpieczeństwa zabiły co najmniej 12 osób w różnych miastach kraju.

Demonstranci domagają się ustąpienia junty, która przejęła władzę po puczu w dniu 1 lutego, uwolnienia demokratycznie wybranej przywódczyni kraju, noblistki Aung San Suu Kyi oraz przywrócenia władzy jej partii, Narodowej Lidze na rzecz Demokracji (NLD), która rządziła Birmą od 2016 roku i wysoko wygrała wybory parlamentarne z listopada 2020 roku.

Wojskowa junta twierdzi, że wybory były sfałszowane, choć komisja wyborcza nie dopatrzyła się nieprawidłowości. Armia zapowiedziała przeprowadzenie kolejnych wyborów i oddanie władzy ich zwycięzcom, ale wielu Birmańczyków nie wierzy w te zapowiedzi i raczej obawia się długotrwałej, opresyjnej dyktatury wojska.