- Obraz katastrofy gospodarczej
- Przekleństwo zasobów
- Choroba holenderska
- Upadek jednego z najbogatszych krajów w regionie
- Moment zwrotny. Globalny spadek cen ropy w latach 80.
W latach 70. XX wieku Wenezuela zaliczała się do najbogatszych krajów Ameryki Łacińskiej, jednak w latach 2013–2023 stopa życiowa w tym państwie spadła o 74 proc. Według danych ośrodka analitycznego Economics Observatory stanowi to piąty najpoważniejszy regres gospodarczy w nowoczesnej historii, który nie był skutkiem działań wojennych czy klęski żywiołowej.
Obraz katastrofy gospodarczej
Skalę zapaści obrazuje dynamika inflacji: o ile przez trzy dekady przed 2015 rokiem utrzymywała się ona w granicach 10–100 proc. rocznie, o tyle w 2018 roku wystrzeliła do poziomu 1,37 mln proc. Z kraju, który po II wojnie światowej przyciągał imigrantów z Europy i innych krajów regionu, od 2014 roku uciekło dotąd ponad 7,7 mln osób.
Paradoksalnie to, co powinno być największym atutem Wenezueli – ogromne złoża ropy naftowej – stało się jej tzw. przekleństwem zasobów. Zjawisko to występuje, gdy bogactwo surowcowe osłabia instytucje demokratyczne i zachęca elity do walki o kontrolę nad zyskami z eksportu zamiast do rozwijania zdrowej gospodarki.
Mimo posiadania największych rezerw w ostatnich latach Wenezuela stała się jednym z najmniejszych dostawców ropy w OPEC, produkując jej mniej niż Gabon.
Przekleństwo zasobów
Pod koniec lat 70. Wenezuela miała znacznie wyższy PKB na mieszkańca niż Polska – według różnych szacunków około 3,3 tys. dolarów wobec 2,2 tys. dolarów. W 2024 roku sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej - według danych Banku Światowego Polska osiągnęła poziom około 25 tys. dolarów, a Wenezuela według różnych szacunków 4,2 tys. dolarów.
Fundamenty obecnego kryzysu zostały położone już w 1922 roku, wraz z odkryciem złóż w północno-zachodniej Wenezueli wokół jeziora Maracaibo. Do 1929 roku kraj stał się drugim największym producentem tego surowca na świecie, co jednak szybko wywołało zjawisko, które ekonomiści określają mianem choroby holenderskiej.
Choroba holenderska
Termin ten opisuje sytuację, w której gwałtowny wzrost dochodów z eksportu zasobów naturalnych osłabia inne sektory gospodarki i prowadzi do nadmiernego umocnienia waluty krajowej. Powoduje to, że import staje się relatywnie tani, natomiast krajowa produkcja przemysłowa i rolnicza traci konkurencyjność i ulega marginalizacji. W przypadku Wenezueli ropa już w 1935 roku stanowiła ponad 90 proc. eksportu, trwale osłabiając inne gałęzie gospodarki. W następnych dekadach, ilekroć ceny ropy spadały, kraj pogrążał się w kryzysie.
Upadek jednego z najbogatszych krajów w regionie
W 1960 roku Wenezuela była jednym z założycieli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a w 1976 roku dokonała pełnej nacjonalizacji przemysłu naftowego, tworząc państwowy koncern PDVSA. W tamtym czasie firma ta cieszyła się dużą autonomią zarządczą i była prowadzona względnie profesjonalnie, co pozwoliło Wenezueli stać się jednym z najbogatszych krajów w regionie.
Moment zwrotny. Globalny spadek cen ropy w latach 80.
Stabilność systemu demokratycznego, oparta na politycznym porozumieniu głównych partii politycznych, zaczęła kruszeć w latach 80. wraz z globalnym spadkiem cen ropy. Momentem zwrotnym był Czarny Piątek 18 lutego 1983 roku, kiedy rząd został zmuszony do drastycznej dewaluacji wenezuelskiej waluty – boliwara. Rosnące zadłużenie zagraniczne, korupcja i nieefektywność sektora publicznego doprowadziły w 1989 roku do krwawych zamieszek. Były one gwałtowną reakcją społeczeństwa na pakiet reform oszczędnościowych narzuconych krajowi przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W wyniku zniesienia kontroli cen i subsydiów, gwałtownego wzrostu cen paliw i pogarszających się warunków życia doszło do masowych demonstracji i plądrowania sklepów. Zajścia były brutalnie tłumione przez siły bezpieczeństwa, w wyniku czego zginęło co najmniej kilkaset osób.
Tamte wydarzenia stały się punktem zwrotnym w historii kraju i wraz z rosnącym rozczarowaniem tradycyjnymi partiami politycznymi otworzyło drogę do kariery Hugo Chavezowi. W 1992 roku przeprowadził on nieudany zamach stanu, za który został uwięziony, ale już sześć lat później wygrał wybory prezydenckie, obiecując wykorzystanie bogactw naturalnych do walki z biedą.
Rewolucja Chaveza
Gdy Chavez obejmował władzę w 1999 roku, Wenezuela produkowała około 3,4 mln baryłek ropy dziennie. Nowy prezydent rozpoczął tzw. rewolucję boliwariańską (od imienia Simona Bolivara, XIX-wiecznego przywódcy walk o niepodległość Ameryki Łacińskiej od Hiszpanii), której celem było wykorzystanie zysków ze sprzedaży ropy do finansowania rozbudowanych programów socjalnych. Zdaniem wielu politologów i ekonomistów Wenezuela zaczęła wtedy dryfować w stronę systemu umożliwiającemu elicie niemal całkowite przejmowanie bogactwa społeczeństwa zamiast wspierania rozwoju i innowacji.
Kluczowym krokiem w tym kierunku było zniszczenie profesjonalizmu państwowego koncernu PDVSA. Po strajku generalnym w latach 2002–2003 Chavez zwolnił ponad 18 tys. doświadczonych inżynierów i menedżerów, zastępując ich politycznymi lojalistami. PDVSA przestał być przedsiębiorstwem naftowym, a stał się narzędziem finansowania rządu i dostawcą żywności i usług medycznych, niepodlegającym pełnej kontroli budżetowej.
Nacjonalizacja sektora paliwowego
Rząd przejął też kontrolę nad setkami prywatnych przedsiębiorstw oraz projektami zagranicznych gigantów, takich jak ExxonMobil i ConocoPhillips, co doprowadziło do paraliżu inwestycji zagranicznych. Skomplikowany system kursów wymiany walut stał się wylęgarnią korupcji, szacowanej przez Economics Observatory na 300 mld dolarów. Środki te, zamiast do budżetu, trafiły do ludzi powiązanych z władzą.
Zyski z ropy były w dużej części przejadane - wykorzystywane do utrzymywania kosztownego państwa i kupowania poparcia społecznego - już w latach 70. i 80., ale PDVSA funkcjonowała wówczas w sposób bardziej profesjonalny i część dochodów reinwestowano. Chavez nasilił jednak złe praktyki, niszcząc instytucjonalną niezależność firmy i kierując jej dochody niemal wyłącznie na cele konsumpcyjne i wsparcie sojuszników politycznych.
Globalne kryzys finansowe
Choć Wenezuela przetrywała globalny kryzys finansowy w 2008 roku – kiedy cena baryłki spadła z ok. 140 do poniżej 40 dolarów – to był to pierwszy poważny sygnał niestabilności modelu boliwariańskiego. Śmierć Chaveza w 2013 roku i przejęcie władzy przez Nicolasa Maduro zbiegły się w czasie z kolejnym gwałtownym spadkiem cen ropy w 2014 roku, gdy cena baryłki spadła ze 100 dolarów do 30 dolarów.
W przeciwieństwie np. do Norwegii, która od lat 90. odkłada dochody ze sprzedaży ropy w państwowym funduszu majątkowym, Wenezuela, obciążona gigantycznym długiem i pozbawiona oszczędności, wpadła wówczas w spiralę hiperinflacji. Zamiast koniecznych reform rząd Maduro postawił na jeszcze ściślejszą kontrolę cen i dodruk pieniędzy, co zniszczyło rynek i spowodowało ogromne niedoborów żywności i leków.
Agencje informacyjne cytowały lokalne badania, według których w 2018 roku Wenezuelczycy stracili średnio 11 kilogramów masy ciała.
Gigantyczna inflacja
Inflacja w 2018 roku osiągnęła pułap 1,37 mln proc. w skali roku według szacunków MFW, co oznacza to, że ceny wzrosły średnio 13 700 razy w ciągu jednego roku. W 2021 roku produkcja ropy spadła do 654 tys. baryłek dziennie – poziomu, którego nie notowano od dekad.
Amerykańskie sankcje
W 2017 i 2019 roku USA nałożyły na Wenezuelę sankcje finansowe i naftowe. Choć zwolennicy rządu w Caracas winią je całkowicie za kryzys, analizy wielu ekonomistów wskazują, że upadek wenezuelskiego przemysłu naftowego rozpoczął się znacznie wcześniej z powodu złego zarządzania i korupcji. W wyborach prezydenckich w 2024 roku oficjalnie wygrał Maduro, jednak wielu obserwatorów uznało przebieg głosowania za nierzetelny, a wynik za zmanipulowany.
Pułapka technologiczna
Wenezuela wpadła również w pułapkę technologiczną. Większość jej rezerw stanowi tzw. ropa ciężka i ekstraciężka, która ze względu na swoją gęstość i skład chemiczny jest trudna w wydobyciu i transporcie. Jej eksploatacja wymaga inwestycji w rafinerie i instalacje uszlachetniające, na które zrujnowanego państwa nie stać.
W efekcie kraj, który w latach 70. odpowiadał za ponad 7 proc. światowych dostaw ropy, dziś zapewnia zaledwie ok. 1 proc. globalnej podaży. Wenezuela może być przykładem na to, że nawet spektakularne bogactwa naturalne w zderzeniu z populizmem i demontażem państwa prawa mogą stać się drogą do cywilizacyjnego regresu.
Joanna Baczała