Najdroższy okręt w historii USA?
Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) oszacowało, że koszt budowy pierwszego pancernika klasy Trump może wynieść od 15,1 do nawet 22 miliardów dolarów. Takie dane przedstawił analityk CBO Eric Labs podczas konferencji Surface Navy Association pod Waszyngtonem. W najlepszym scenariuszu – bez opóźnień, z pełną dostępnością pracowników i materiałów – jednostka i tak będzie najdroższym okrętem w historii USA.
Dla porównania, lotniskowiec USS Gerald R. Ford kosztował 13 miliardów, a jego budowa zajęła ponad dekadę i przekroczyła pierwotny budżet o około 30%. Nowy pancernik ma być mniejszy – z wypornością około 35 tys. ton – ale znacznie bardziej zaawansowany technologicznie i uzbrojony.
Okręt przyszłości czy zbrojna fantazja?
Wizualizacja pancernika, zaprezentowana w rezydencji Trumpa w Mar-a-Lago, przypominała raczej kadr z filmu science fiction niż realny projekt wojskowy. Okręt nazwany USS Defiant przedstawiono z laserem wystrzeliwanym z pokładu i kłębami dymu unoszącymi się z trafionego celu.
Zgodnie z ulotką, która pojawiła się podczas prezentacji, okręt miałby być wyposażony w broń hipersoniczną, pociski manewrujące Tomahawk, lasery, a nawet głowice jądrowe. Załoga miałaby liczyć do 850 osób.
Donald Trump ogłosił powstanie pancernika jako część tzw. „Złotej Floty”, mającej symbolizować odrodzenie amerykańskiego przemysłu stoczniowego i supremację na morzach. Jednak wielu ekspertów ostrzega, że ten ambitny plan może się rozbić o polityczne realia i ograniczenia budżetowe.
Zamiast niszczycieli „pancernik na sterydach”
Podczas tej samej konferencji wojskowej głos zabrał także admirał Daryl Caudle, który stwierdził, że nowy pancernik ma zastąpić rozwijany od lat program niszczycieli DDG(X).
– To DDG(X) na sterydach – powiedział wprost. To wywołało obawy wśród analityków. Porzucenie niszczycieli na rzecz nowego pancernika może się zemścić, jeśli kolejna administracja uzna projekt za nieopłacalny i go skasuje. Wówczas US Navy może zostać z niczym i bez niszczycieli i bez pancernika.
Czy przemysł to udźwignie?
Amerykański przemysł stoczniowy od dekad zmaga się z brakami kadrowymi i przestarzałą infrastrukturą. Według Erica Labsa obecnie nie ma wystarczających mocy produkcyjnych, by równolegle realizować program pancernika, nowych fregat i lotniskowców. Problemy z niedoborem wykwalifikowanych pracowników, przestarzałymi stoczniami i opóźnieniami w dostawach mogą drastycznie zwiększyć koszty oraz wydłużyć terminy realizacji. A to wszystko już przerabiano, przy okazji fiask takich projektów jak niszczyciele Zumwalt czy jednostki Littoral Combat Ship (LCS), które miały być rewolucją, a skończyły jako kosztowne porażki.
Polityczna bomba z opóźnionym zapłonem?
Na ten moment „Trump-class battleship” to koncepcja, która nie została jeszcze formalnie zatwierdzona przez Kongres. Część oficerów i decydentów została zaskoczona jego prezentacją, a samo ogłoszenie nie poprzedziły żadne pogłębione analizy finansowe czy operacyjne.
Jeśli projekt zostanie anulowany w ciągu kilku lat, straty czasowe i budżetowe mogą się okazać ogromne. Tymczasem potrzeby floty są realne i pilne – chodzi m.in. o zwiększenie liczby nowoczesnych fregat i przyspieszenie produkcji lotniskowców typu Ford.