Informacje potwierdził doradca ministra obrony Ukrainy Serhij "Flash" Beskrestnow. Stwierdził, że Rosjanie próbują w ten sposób stworzyć pozorne zagrożenie dla lotnictwa, wymuszając reakcję systemów przechwytujących. W realiach pola walki oznacza to próbę przyciągnięcia uwagi operatorów oraz rozproszenia zasobów.

Rosjanie eksperymentują z dronami. Montują na nich R-60

Pocisk wraz z wyrzutnią APU-60-1MD montowany jest na specjalnym wsporniku w górnej, przedniej części kadłuba drona. Taka konfiguracja pozwala na względnie prostą integrację bez istotnej ingerencji w konstrukcję platformy.

Zmodyfikowane Shahedy wyposażane są również w dodatkowe systemy obserwacji. Oprócz standardowej kamery w części nosowej pojawia się druga, umieszczona za wyrzutnią. Obraz oraz komendy sterujące przesyłane są do operatora za pomocą chińskiego modemu mesh Xingkay Tech XK-F358.

Jednocześnie kluczowe systemy pokładowe pozostają bez większych zmian. Kontroler lotu, układy nawigacyjne oraz systemy inercyjne są typowe dla tej klasy bezzałogowców. Do nawigacji wykorzystywany jest odporny na zakłócenia moduł satelitarny "Kometa". Wiele wskazuje również na to, że część montowanych pocisków R-60 może być nieuzbrojona lub pełnić wyłącznie funkcję atrap.

Pierwsze przypadki zastosowania pocisków R-60 na dronach Shahed odnotowano na początku grudnia 2025 roku. Od tego czasu ich elementy wielokrotnie znajdowano w szczątkach zestrzelonych bezzałogowców, w tym także w wersjach wyposażonych w napęd odrzutowy.

Rosjanie testują Shahedy z rakietami R-60. Co to za broń?

R-60 to radziecka kierowana rakieta bliskiego zasięgu z głowicą na podczerwień. Opracowano ją pod koniec lat 60., a produkowano seryjnie od 1973 r. do końca lat 80. Stosowano ją m.in. na MiG-21, MiG-23, wczesnych MiG-29 oraz na Su-17/20/22 i Su-25. Po rozpadzie ZSRR w magazynach w Rosji pozostały duże zapasy, z których część jest ograniczenie zdatna do użytku.

Współcześnie R-60 nie trafia już na samoloty bojowe ze względu na przestarzałą konstrukcję. Rosja eksperymentuje jednak z instalacją tych pocisków na platformach lądowych i bezzałogowych jako tanim środkiem obrony przeciwko dronom. Taka praktyka nie oznacza wznowienia produkcji, lecz raczej próbę wykorzystania zapasów magazynowych.