Gazeta przywołując wypowiedź Andrija Melnyka, wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy, a do niedawna ambasadora w RFN, że "ten absolutnie irracjonalny strach, iż dostarczenie czołgów Leopard sprowokuje Rosję do eskalacji tej wojny, jest po prostu śmieszny", pisze, że jego frustracja jest szeroko podzielana w Europie.

"Sojusznicy są coraz bardziej zirytowani słabą komunikacją (kanclerza Olafa) Scholza i brakiem spójności w kwestii czołgów, a w Berlinie rośnie obawa, że przeciąganie liny w sprawie Leopardów wyrządza prawdziwą szkodę pozycji Niemiec na świecie" - pisze "FT", cytując opinię ekspertki European Council on Foreign Relations Susi Dennison, która powiedziała: "Stosowanie uników, które widzimy ze strony niemieckiego rządu, staje się problemem. To wypycha Niemcy z linii środka ciężkości w UE".

Reklama

"FT" wskazuje, że to rola Scholza w debacie jest kluczowa, a posłowie opozycyjnej chadecji coraz częściej krytykują jego stanowisko. "Niemcy stały się zupełnym kłębkiem nerwów na arenie międzynarodowej. Czy to z uporu, czy z tchórzostwa, kanclerz pozostawia Ukrainę w zawieszeniu. A Niemcy wyglądają na coraz bardziej samotne w Europie" - powiedział Johann Wadephul, rzecznik CDU w sprawach zagranicznych i obrony.

Według brytyjskiego dziennika, sojusznicy byli zaskoczeni, że na piątkowym spotkaniu grupy kontaktowej w sprawie Ukrainy nie doszło do przełomu. "Ludzie myśleli, że tama pękła, że (Scholz) wreszcie idzie w dobrym kierunku. Teraz drapią się po głowach, zastanawiając się, co się dzieje z tym facetem" - mówi anonimowo jeden z zachodnich dyplomatów w Berlinie.

Jak pisze "FT", dla niektórych Europejczyków rozczarowujący wynik spotkania wzmocnił ich wątpliwości co do Scholza. Timothy Garton-Ash, profesor studiów europejskich na Uniwersytecie Oksfordzkim, podsumował poczucie irytacji, wskazując na Twitterze na powstanie nowego słowa, "Scholzing" (scholzowanie) - zdefiniowanego jako "komunikowanie dobrych intencji, tylko po to, by użyć/znaleźć/wymyślić każdy możliwy powód, by je opóźnić i/lub zapobiec ich realizacji".

Niemieccy urzędnicy odrzucają sugestie, że ich kraj połowicznie wspiera Ukrainę, zwracając uwagę, że po USA jest jednym z największych dostawców pomocy wojskowej dla Kijowa, wysłał zaawansowane systemy obrony powietrznej, działa przeciwlotnicze i wyrzutnie rakiet, a kilka tygodni temu zapowiedział, że wyśle dziesiątki bojowych wozów piechoty Marder.

Jednak jak wskazuje gazeta, wiele osób w Niemczech obawia się, że wysłanie czołgów to byłby krok za daleko, bo każda próba wyzwolenia przez Ukraińców terytorium okupowanego przez Rosję, zwłaszcza Krymu, zwiększyłaby prawdopodobieństwo, że Władimir Putin sięgnie po broń jądrową lub zwróci się przeciwko NATO.

"Musimy zawsze brać pod uwagę, jakie jest ryzyko eskalacji" - mówił w sobotę Nils Schmid, rzecznik ds. polityki zagranicznej w rządzącej SPD. Przekonywał, że wspólna decyzja wszystkich sojuszników Niemiec w sprawie czołgów zmniejszyłaby ryzyko rosyjskiej eskalacji, a decyzja poszczególnych sojuszników pozostawiłaby ich narażonych. A nowy minister obrony Boris Pistorius podkreślił, że Scholz nie jest jedynym europejskim liderem, który ma wątpliwości. "Wrażenie, które czasami powstaje, że istnieje zjednoczona koalicja, a Niemcy stoją na drodze, jest błędne" - mówił w piątek, dodając, że jest "wielu sojuszników", którzy podzielają niemiecki pogląd na kwestię czołgów.

Scholz uważa, że jego ostrożne podejście lepiej odzwierciedla nastroje niemieckiej opinii publicznej, pisze "FT", wskazując, że potwierdzają to badania opinii publicznej - w przeprowadzonym w zeszłym tygodniu za wysłaniem Leopardów było 46 proc. Niemców, a przeciw - 43 proc. Wątpliwości Scholza są również szeroko podzielane w jego SPD, która ma długą historię przyjaźni z Rosją, ale koalicyjni partnerzy, Zieloni i liberalni Wolni Demokraci (FDP), widzą to zdecydowanie inaczej.

"Historia nas obserwuje, a Niemcy niestety zawiodły" - powiedziała po spotkaniu w Ramstein Agnes-Marie Strack-Zimmermann, reprezentująca FDP szefowa komisji obrony Bundestagu. Wyraziła złość, że Scholz nie pozwolił przynajmniej innym krajom wysłać Ukrainie ich Leopardów, co byłoby "właściwym sygnałem". "Komunikacja jest katastrofą. Jeśli kanclerz nie chce (wysłać czołgów), to musi wyjaśnić, dlaczego nie" - dodała.

Susi Dennison mówi, że takie wewnętrzne napięcia potęgują wrażenie, że "brakuje jasnego, pryncypialnego przywództwa ze strony Niemiec", a spory wewnątrz koalicji sprawiają, że kraj jest "trudny do odczytania, trudny do przewidzenia".

Tymczasem, jak pisze "FT", sojusznicy Niemiec przyglądają się temu z rosnącym niedowierzaniem. "Oczekiwania są super wysokie, potrzeba czołgów jest jasna i oczywista, partnerzy również są bardzo przychylni. A więc bardzo trudno jest wyjaśnić myślenie stojące za decyzją o niewysłaniu" - powiedział minister z jednego z krajów bałtyckich.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)