"Czasy pokoju minęły. Wojna na Ukrainie zmieniła sytuację polityczną w Europie (...)" - podkreślił wojskowy w opublikowanym w środę wywiadzie dla niemieckiego portalu RND, tłumacząc powody zwiększenia obecności wojskowej Szwecji na Gotlandii.

Na pytanie, czy jego zdaniem rosyjski dyktator "przygląda się Gotlandii", Byden odparł, że "tak, i to bacznie", a "prawdopodobnie także (należącym do Finlandii) Wyspom Alandzkim". "Gdyby Putin wmaszerował na Gotlandię, mógłby zagrażać krajom Sojuszu od strony morza. To oznaczałoby koniec pokoju i stabilności w regionie nordyckim i skandynawskim" - powiedział.

Jak dodał, Szwecja "w razie potrzeby jest w stanie wykorzystać wyspę również w operacjach ofensywnych", a także przyczyniać się do bezpieczeństwa innych krajów NATO.

"Dla Putina Morze Bałtyckie jest równie ważne, jak dla nas to, by pozostało otwarte i bezpieczne. Gdyby Rosja przejęła nad nim kontrolę i je zablokowała, miałoby to ogromny wpływ na życie w Szwecji i wszystkich pozostałych państwach położonych nad Bałtykiem" - podkreślił Byden. "Nie wolno nam dopuścić, by Morze Bałtyckie stało się dla Putina placem zabaw" - dodał.

Reklama

Jako zagrożenie dla bezpieczeństwa wskazał też rosyjską flotę cieni, czyli często wyeksploatowane statki, które umożliwiają Rosji eksport produktów naftowych mimo sankcji i przeładowujące ropę m.in. u wybrzeży Gotlandii.

Te "bardzo stare, przerdzewiałe" jednostki zagrażają przede wszystkim środowisku; "Rosja mogłaby spowodować katastrofę ekologiczną tuż pod naszymi drzwiami i upozorować ją na wypadek" - ostrzegł Byden. "Nie ma też dla Rosji lepszej możliwości, by się do nas podkraść, niż zamaskować swoją obecność pod postacią starego tankowca. Rosja może też używać tych statków do podsłuchiwania naszej komunikacji, potajemnego transportu czy do podwodnych aktów sabotażu" - zaznaczył generał. (PAP)