Krótko po północy kilku zamaskowanych mężczyzn na łodziach rozpoczęło usuwanie pomarańczowych wskaźników nawigacyjnych na granicznej rzece Narwi oddzielającej Estonię od Rosji.

Incydent został skatalogowany jako jeden z serii aktów mających na celu sprowokowanie i destabilizację państw, które dzielą 3550-kilometrową granicę z Rosją i jej sojuszniczą Białorusią. Ogólnie rzecz biorąc, ataki te nie mają charakteru konwencjonalnych ataków, które mogłyby wywołać zbiorową reakcję NATO. Jednak częstotliwość tych prowokacji wzrosła, odkąd Rosja rozpoczęła wojnę w Ukrainie na pełną skalę na początku 2022 r. Rzeczywistość ta w coraz większym stopniu zamienia region bałtycki w drugi front w konflikcie Zachodu z Moskwą.

„Rosja toczy obecnie dwie wojny” – powiedział 14 czerwca prezydent Finlandii Alexander Stubb na forum polityki zagranicznej w Helsinkach. „Jedna z nich to wojna konwencjonalna w Ukrainie. Drugi to wojna hybrydowa w Europie i na Zachodzie, której celem jest wpłynięcie na ton dyskursu publicznego lub w jakiś sposób zachwianie naszym poczuciem bezpieczeństwa”.

Reklama
ikona lupy />
Drugi Front. Wschodnia flanka NATO zwiększyła się po rozszerzeniu Sojuszu na północ / Bloomberg

Działanie hybrydowe Rosji

Hybrydowa wojna, która Rosja prowadzi z państwami Zachodu, ma wielorakie oblicze. W repertuarze działań destabilizujących skierowanych do różnych państw, od Finlandii, przez kraje bałtyckie po Polskę i dalej, znalazło się np. wysyłanie grup migrantów do szturmu na granice, co bardzo dotkliwie odczuwa Polska. Są też inne ataki hybrydowe, takie jak zakłócanie sygnałów GPS czy werbowanie przestępców do drobnych aktów sabotażu.

Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy Finlandia i Szwecja doświadczyły naruszeń przestrzeni powietrznej, wielu samolotom komercyjnym uniemożliwiono lądowanie na małych lotniskach z powodu zakłóceń w globalnym systemie pozycjonowania, a Polska zatrzymywała ludzi w związku z rzekomymi wspieranymi przez Rosję aktami sabotażu wewnątrz Unii Europejskiej.

Kwestionowanie ustalonych granic to kolejna dobrze znana taktyka w nowoczesnym wydaniu.

Każde z państw graniczących z Rosją ma burzliwą historię stosunków z Moskwą i wszyscy są teraz członkami NATO. W odpowiedzi na ataki hybrydowe ze strony Rosji państwa te przedstawiły plany wzmocnienia i modernizacji wschodniej granicy za łączną sumę 3,5 miliarda dolarów. Poprosiły też o uwzględnienie ataków hybrydowych w porządku obrad szczytu NATO w Waszyngtonie w przyszłym miesiącu.

Punkt zapalny – rzeka Narwa

Rosyjska granica na rzece Narwa od dawna stanowi punkt zapalny napięć z Estonią, które nasiliły się od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji Putina na Ukrainę. W tym roku Moskwa ograniczyła ruch na moście granicznym wyłącznie do pieszych. Natomiast Estonia monitoruje ten obszar pod kątem aktywności dronów. Umieściła też znaki ostrzegające podróżnych o działaniach rosyjskich werbowników rekrutujących do wywiadu na rzecz Moskwy.

Według rządu w Tallinie tradycyjnie uzgodniono z Moskwą lokalizację znaków nawigacyjnych na rzece, aby łodzie rybackie i rekreacyjne nie wpływały przypadkowo na terytorium Rosji, ale od 2023 r. Rosja nie wyraziła zgody i nie zgodziła się na lokalizację około połowy z 250 boi zaplanowanych na ten rok. Estonia zażądała zwrotu usuniętych znaczników i oświadczyła, że będzie instalować kolejne, chyba że Rosja przedstawi dowody na zmianę lokalizacji szlaku żeglugowego. Nadal oczekuje na odpowiedź.

Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa i Polska mają łączną granicę z Rosją rozciągającą się na ponad 2300 kilometrów, a dodając 1250 kilometrów dzielonych z Białorusią, to granica NATO z Rosją jest dłuższa niż granica USA-Meksyk.

Kolejny punk zapalny - Przesmyk Suwalski

Od czasów zimnej wojny 100-kilometrowy korytarz oddzielający Polskę i Litwę, zwany Przesmykiem Suwalskim, był uważany za strategiczne wąskie gardło w każdym scenariuszu konfliktu. Przesmyk Suwalski wciśnięty między Białoruś a silnie uzbrojoną rosyjską eksklawę Kaliningrad (polska nazwa Królewiec) to terytorium, którego utrata odcięłaby lądowy dostęp państw bałtyckich do reszty Europy.

Przesmyk Suwalski to luka, która wykorzystywana jest do szarpania nerwów Litwinom. W marcu prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko ujawnił plan zajęcia Przesmyku. Łukaszenko, pozując w mundurze wojskowym, był pokazywany w mediach społecznościowych, jak rozmawiał z dowódcami armii na temat planów zajęcia Litwy i części północnej Polski.

Dla litewskiego ministra spraw zagranicznych Gabrieliusa Landsbergisa występ Łukaszenki nie jest dowodem na rychłą aktywność wojskową, ale pokazuje, że Rosja „próbuje szerzyć strach, niepewność i wątpliwości co do swoich zamiarów na Morzu Bałtyckim”.

Państwa graniczne nie wierzą Rosji

Państwa zachodnie leżące w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji, do których należą kraje bałtyckie, kiedyś należące do ZSRR, byli członkowie bloku sowieckiego lub ostrożni obserwatorzy, dobrze znają Rosję i dla tego od dawna należą do krajów, które mają najbardziej jastrzębie oceny zamiarów Moskwy.

Budżety obronne w tych państwach wzrosły znacznie powyżej docelowego celu NATO wynoszącego 2 proc. PKB, a niektóre z nich podjęły kroki w kierunku poboru do wojska. Ponadto w ramach znacznego zwiększenia wysuniętej obecności sojuszu wojskowego w pobliżu granicy Rosji, każde z państw gości na swoim terenie zaawansowane grupy bojowe NATO.

Po ataku Rosji na Ukrainę NATO powiększyło się o dwóch bardzo ważnych sojuszników, Szwecję, z którą Rosja dzieli granicę morską, oraz Finlandię. Oczywiście Rosja potępiła decyzje obu państw o zerwaniu z dziesięcioleciami neutralności i przystąpieniu do NATO, nazywając to prowokacją.

Walka z rosyjską dezinformacją

Moskwa rutynowo przedstawia państwa bałtyckie jako podżegaczy wojennych i rusofobów. Werbuje też trolle i armie botów do spamowania mediów społecznościowych złośliwymi treściami.

Kreml próbował zmobilizować mniejszości rosyjskojęzyczne w Estonii i na Łotwie do siania wewnętrznych podziałów, w większości bezskutecznie, podczas gdy w Polsce skupiano się na podsycaniu napięć między miejscową ludnością a dużą liczbą Ukraińców, którzy szukali schronienia przed wojną.

Po rosyjskich działaniach dezinformacyjnych, w marcu litewskie siły zbrojne zmuszone były umieścić w mediach społecznościowych komunikat, że "wojny dziś nie będzie", aby uspokoić ludność cywilną.

„To część szerszego schematu działań mających siać strach i niepokój” – stwierdziła premier Estonii Kaja Kallas, która w tym roku została umieszczona na liście osób poszukiwanych przez Kreml. „Nie wpadnijmy w pułapkę rosyjskiego zastraszania” – powiedziała reporterom 23 maja.

Rosja podsyca kryzys migracyjny

Rosja wysyła migrantów do stref przygranicznych, aby wywrzeć presję na kontrolę graniczną i potencjalnie wywołać sprzeciw społeczny. Jest to strategia, która rozpoczęła się w 2015 r., kiedy na odległych stacjach granicznych Laponii w Finlandii i Norwegii nagle pojawiły się dziesiątki osób, co później fińskie władze określiły jako test mający na celu ocenę gotowości.

Na szerszą skalę, kryzys migracyjny inicjowany przez Moskwę wybuchł w 2021 r. na Łotwie, Litwie i w Polsce, w związku z napływem Syryjczyków i innych narodowości z Bliskiego Wschodu na Białoruś. Jesienią ubiegłego roku migranci ponownie pojawili się na granicy fińsko-rosyjskiej, co skłoniło Helsinki do zamknięcia wszystkich przejść drogowych. Granica pozostaje zamknięta.

Europejscy sąsiedzi Rosji wzmacniają ochronę granic

W Finlandii, na Łotwie i w Polsce wznoszone są bariery zatrzymujące przepływ migrantów, a Litwa ukończyła budowę ponad 500-kilometrowego ogrodzenia na granicy z Białorusią. Sama Warszawa planuje zainwestować około 2,5 miliarda dolarów we wzmocnienie granicy, które chroniłoby kraj zarówno przed konwencjonalną inwazją czołgami, jak i cyberwojną.

Europejscy sąsiedzi Rosji, od Norwegii po Polskę, rozważają utworzenie „muru dronów” w celu zwalczania rosyjskich bezzałogowców obserwacyjnych, śledzenia migracji i zakłócania przemytu.

Przy tak dużych inwestycjach kraje pierwszej linii narzekają, że nie powinny same dźwigać ciężaru obrony granic Wspólnoty Europejskiej. „Robimy pracę za wszystkich innych” – powiedział 13 czerwca estoński minister spraw zagranicznych Margus Tsahkna. „To musi być kwestia Unii Europejskiej”.

Według minister spraw zagranicznych Finlandii Eliny Valtonen zagrożenie hybrydowe ze strony Rosji jest wszechobecne. „W tej sprawie nie ma linii frontu” – stwierdziła. „Cała Europa jest teraz w stanie wojny”.