Zamiast się łączyć w nieszczęściu, stawiając czoła wspólnemu zagrożeniu, raz jeszcze dzielimy się i egoistycznie walczymy o własne wąsko rozumiane interesy. Ten proces dotyczy jednostek, ale też państw, w tym tych najsilniejszych, a wyraźnie zaznaczył się w 2020 r. w relacjach dwóch największych organizmów gospodarczych na globie: USA i Chin. Dotychczas łączyły one swoje rynki, wiązały się ze sobą, a teraz, wychodząc z pozycji narodowych egoizmów i ochrony swoich rynków, zaczęły się barykadować, stawiać mury i robić sobie na złość, aż wszystko zamieniło się, jeszcze przed pandemią, w wojnę handlową, uzupełnioną następnie wojną technologiczną i medialną, co dość powszechnie zaczęto ujmować mianem „nowej zimnej wojny”.

Zobaczymy, czy głośne i ważne spotkanie osób odpowiedzialnych za dyplomację obu państw na Alasce 18 marca przyniesie spodziewany przełom, a przynajmniej odwilż. Cokolwiek jednak się nie stanie, mamy do czynienia ze strukturalnym zderzeniem dwóch wielkich mocarstw, które pandemia jedynie wyostrzyła i wzmocniła.

Zmiana atmosfery

Nigel Inkster, analityk w sferze cyberprzestrzeni i cyberbezpieczeństwa, zafascynowany Azją i Chinami oraz ożeniony z Chinką, odczuł tę zmianę atmosfery wyjątkowo wyraźnie. Jego osobiste losy, doświadczenia i zainteresowania sprawiły, że zrozumiał wcześniej niż inni, że w narastających napięciach w stosunkach amerykańsko-chińskich, za czasów administracji Donalda Trumpa zamienionych w konflikt (tyle, że nie zbrojny) wcale nie chodzi tylko o produkcję, inwestycje i handel, jak utrzymywał główny nurt mediów, lecz w istocie rozpoczął się nowy bój: o technologiczną supremację.

Tak narodził się tom, wydany w USA z początkiem marca br. a zatytułowany „Wielki rozwód” (Great Decoupling), o którego treściach jeszcze więcej mówi podtytuł: „Chiny, Ameryka i walka o technologiczny prymat”. Trudno o pozycję bardziej aktualną, tak co do analizowanej tematyki, jak zawartych w tej książce treści.

Albowiem cały świat, w tym również my tu w Polsce, coraz mocnej słyszymy o rosnących kontrowersjach amerykańsko-chińskich, a w ich ramach o ZTE, Huawei, 5G czy TikTok. Głośno było o tym w mediach, a nawet – w bezprecedensowych sporach ambasadorów obu państw dowodzących swoich racji i nie stroniących od przypisywania złych intencji drugiej stronie.

Pandemia tę polaryzację jeszcze wzmocniła. Pokazała bowiem, że Chiny (i region Azji Wschodniej) relatywnie dobrze sobie z nią poradziły, choć stamtąd pochodził wirus, podczas gdy USA (i szeroko rozumiany Zachód) ucierpiał na niej mocno – i nadal cierpi, nawet w chwili pisania tych słów (jak też książki Inkstera). Wystarczy porównać dane dotyczące liczby zakażonych i ofiar, by się o tym przekonać.

Na podstawie tych danychOtwiera się w nowym oknie raz jeszcze, podobnie jak w wyniku kryzysu gospodarczego i finansowego z 2008 r. staje się jasne, że pozycja Chin wyraźnie wzrosła, natomiast potęga USA relatywnie zmalała. W ślad za tym Chiny stały się bardziej pewne siebie i asertywne, podczas gdy wiara w omnipotencję Ameryki zmalała, także w niej samej – i wywołała wielką debatę o dalszą rolę i znaczenie USA na globie.

Jak wiemy, wychodząc z tych właśnie założeń, chcąc się przeciwstawić tendencjom mówiącym o osłabianiu swych pozycji, administracja Donalda Trumpa jeszcze przed pandemią wystąpiła z tak mocno forsowanymi sloganami: „Ameryka nade wszystko” czy „uczynimy Amerykę ponownie wielką”. A w trakcie pandemii kurs na suwerenność, unilateralizm i obronę własnych interesów jeszcze wzmocniła.

Chińskie wyzwanie

Ameryka poczuła się zagrożona. W stosunku do tak szybko rosnących Chin efektem była nie tylko zmiana wzajemnego postrzegania siebie i utrata wizerunku partnera, ale przede wszystkim odwrócenie strategii z dotychczasowego zaangażowania na „strategiczną rywalizację”, co szybko przyniosło ze sobą wojnę handlową (zainicjowaną w marcu 2018 r.), w trakcie pandemii rozszerzoną na inne dziedziny, w tym, przede wszystkim wysokie technologie, będące głównym przedmiotem zainteresowania autora.

Inkster jest kompetentny i przenikliwy. Ma rację, twierdząc; „Ani Zachód, ani nawet same Chiny nie spodziewały się, że kraj ten rozwinie się ekonomicznie i technologicznie w tempie, w jakim to nastąpiło”. Dostępne dane są jednoznaczne w swej wymowie: Chiny są już nie tylko mocarstwem gospodarczym i handlowym, lecz otwarcie stawiają kolejne ambitne cele, by być także wielkim mocarstwem technologicznym i państwem innowacyjnym. Dlatego Ameryka i Zachód musza wyciągać z tego stanu rzeczy zupełnie nowe wnioski.

Pod tym względem książka N. Inkstera jest prawdziwą skarbnicą. Ten dobrze znający Chiny (i chiński) autor nie tylko wyjątkowo plastycznie pokazuje na łamach tej pracy, na czym polega i jak wygląda chińskie technologiczne wyzwanie, ale też podaje nam własne, ważne oceny oraz sugeruje rozwiązania na przyszłość.

Jego zdaniem: „Dziś nie należy już stawiać pytania o to, czy mamy do czynienia z Wielkim Rozwodem, bo on już się dokonuje. Należy raczej stawiać na porządku dziennym kwestię, jak szybko będzie ten proces postępował i jaki szerszy wpływ będzie miał w przyszłości’.

W tym kontekście niezmiernie ważne są spostrzeżenia autora dotyczące globalizacji, produkcji oraz łańcuchów dostaw. Pisze on: „Wielki Rozwód zbiega się w czasie z czymś, co należałoby określić mianem szczytowej fazy globalizacji, która rozpoczęła się w ślad za upadkiem porządku zimnowojennego… Eksperci nadal spierają się o to, w jakim stopniu wejście Chin na światową scenę gospodarczą przyczyniło się do dezindustrializacji Zachodu jako całości, a USA szczególnie. Dostępne dane na ten temat w USA są rozproszone, ale ocenia się, że w latach 1999 – 2010 Ameryka straciła z tego powodu 5 do 6 mln miejsc pracy”. A potem przecież ten proces nie został wyhamowany.

Amerykańska odpowiedź

Co z tym fantem zrobić? Zdaniem Inkstera: „USA instynktownie dążą teraz do wyjścia z zaangażowania we współpracę z Chinami i pójścia własną drogą, poprzez ograniczenie wymiany handlowej, odzyskanie jak największej porcji własnej produkcji osadzonej na terytorium Chin, wyłączenie Chin z własnych rynków i własnego systemu bankowego oraz uniemożliwienie im dostępu do komponentów z zakresu wysokich technologii”.

Taki jest aktualny stan rzeczy i takie opinie zaczynają dominować na amerykańskiej scenie, tak publicznej, jak medialnej i politycznej, choć niekoniecznie biznesowej (mimo że Apple, Dell czy HP zaczęły już wychodzić z Chin). Znaleźliśmy się więc nie tylko na skraju Wielkiego Rozwodu, ale nawet „nowej zimnej wojny”, o której coraz głośniej. Jednakże autor tu akurat słusznie podkreśla: „jeśli wejdziemy także w wojnę ideologiczna, to władze w Pekinie zinterpretują to jako próbę zmiany reżimu”. A na coś takiego Pekin z całą pewnością nie pozwoli, czując się teraz zbyt silny i pewny swego.

Co więc nas czeka? Autor na koniec tomu kreśli cztery scenariusze, w tym dwa – jak je nazywa – „teoretyczne” i co ciekawe zalicza do nich także ten, mówiący o zachowaniu status quo. Jako najbardziej prawdopodobny wskazuje natomiast „częściowe rozejście się” (partial disengagement), ale nie wyklucza też najgorszego z nich – nowej zimnej wojny.

Przed wejściem w nią zdecydowanie przestrzega i powołuje się na niedawne (lipiec 2020) badania ekspertów Deutsche Bank, którzy ocenili, że ewentualny „technologiczny rozwód” między USA a Chinami w ciągu najbliższych 5-8 lat kosztowałby je i cały świat sumę rzędu 3,5 biliona dolarów. Stawka jest więc niezmiernie wysoka i administracja Joe Bidena ma przed sobą z całą pewnością niełatwe wybory.

Jednakże większość amerykańskich elit, co Inkster dobrze dokumentuje, jest teraz albo mocno rozczarowana, albo nawet wściekła na Chińczyków, bo czuje się przegrana i na dodatek nie wie, co zrobić, napotykając rosnącą chińską pewność siebie oraz ich stałą mantrę: „nie chcemy wojny, ale się jej nie boimy”.

Cztery rozwody – bez wesela

Głosy w Europie na ten temat są o wiele bardziej podzielone i zróżnicowane, co widać też w kontekście niedawno zawartej, ale jeszcze nie ratyfikowanej wszechstronnej umowy UE z ChRL o inwestycjach. W tym kontekście, a tym bardziej na podstawie lektury ciekawej i jakże cennej pracy N. Inkstera, warto zwrócić uwagę na opublikowany w styczniu br. obszerny raport, przygotowany przez Europejską Izbę Handlową w Chinach oraz ceniony think tank badania współczesnych Chin – MERICS, ulokowany w Berlinie.

Zatytułowany „Rozejście się: napięte więzi i niejednolita globalizacja” (Decoupling: Severed Ties and Patchwork GlobalisationOtwiera się w nowym oknie), przygotowany przez grono najwybitniejszych europejskich ekspertów obszerny tekst jest idealnym wprost uzupełnieniem do treści książki Inkstera.

Ocenia się w nim bowiem, że administracja D. Trumpa poszła w kierunku rozwodu z Chinami w sferze wysokich technologii, a szczególnie w sferze półprzewodników. Eksperci nie wykluczają rozszerzenia tych kontrowersji w stosunkach szeroko rozumianego Zachodu w relacjach z Chinami, „nawet jeśliby została przyjęta CAI”, a nawet liczą się z możliwością deglobalizacji, począwszy właśnie od wysokich technologii.

W tym kontekście szeroko i wnikliwie analizują aż cztery rodzaje decoupling:

  • Makro – czyli polityczny i finansowy;
  • Handlowy – tu chodzi głównie o łańcuchy dostaw;
  • Innowacyjny – ilość środków na badania i rozwój, ochrona marek i standardów;
  • Cyfrowy – zarządzanie sieciami i danymi, w tym w chmurze.

Mamy więc do czynienia z sytuacją naprawdę groźną, która może przynieść ze sobą nie tylko wielkie koszty, ale też doprowadzić do prawdziwego globalnego pęknięcia, czyli tytułowego Wielkiego Rozwodu. Gdyby do niego doszło, to zamiast zglobalizowanych i ujednoliconych rynków będziemy mieli na globie sytuację podobną do tej, jaka istnieje na drogach świata – będą kraje o ruchu lewostronnym (powiedzmy: związane z Chinami) oraz prawostronnym (te związane z USA, albo odwrotnie). Czy tego naprawdę chcemy? Będzie nam lepiej, bezpieczniej, wygodniej?

Lektura prac takich jak N. Inkstera skłania do głębokiej refleksji w naszym trudnym, czasami wręcz bolesnym postpandemicznym świecie: gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? Czyżby władze w Pekinie miały rację, nawołując do Nowego Długiego Marszu, czyli długotrwałego konfliktu z masą ofiar? Same ważne pytania, a tu tymczasem trzeba podejmować ważkie decyzje. Jak ważkie, dużo mówi o tym omawiana tutaj praca.

Autor: Prof. Bogdan Góralczyk

Obserwator - otwarta licencja / obserwatorfinansowy.pl