Pogorszenie relacji USA-Chiny i tak nastąpi

Agencja, która powołuje się na dwóch amerykańskich urzędników, podaje, że służby oceniają, iż niezależnie od wyniku pojedynku między Bidenem i Trumpem, Pekin spodziewa się długoterminowego pogarszania się relacji z Waszyngtonem.

Podobną diagnozę postawić mieli anonimowi chińscy rozmówcy Bloomberga, którzy zwrócili uwagę, że zarówno Bidenowi, jak i Trumpowi zależy na powstrzymaniu wzrostu potęgi ChRL. Największym zagrożeniem dla Pekinu ze strony Trumpa ma być zapowiedź wprowadzenia 60 proc. ceł na wszystkie produkty importowane z Chin, co według jego doradcy Roberta O'Briena ma w praktyce oznaczać rozmontowanie powiązań gospodarczych między dwoma krajami. Biden utrzymał w mocy większość wprowadzonych przez Trumpa ceł, podniósł je ponadto trzykrotnie w odniesieniu do chińskiej stali i zapowiedział bariery celne dla chińskich samochodów elektrycznych.

Reklama

Potencjalne zmiany w polityce USA

Z drugiej strony chińscy urzędnicy spodziewają się, że prezydentura Trumpa może osłabić relacje Ameryki z sojusznikami, co stworzy pole manewru dla Chin. Przedstawiciel Pekinu, cytowany przez agencję ocenił też, że Trump może okazać się bardziej skłonny do zawierania układów z Chinami, sugerując, że Pekin może wymienić ustępstwa handlowe na ustępstwa USA w kwestii np. Tajwanu.

Biden kilkakrotnie deklarował, że w przypadku chińskiej napaści na Tajwan Ameryka użyłaby siły w obronie wyspy, choć jego wypowiedzi były potem prostowane wedle tradycyjnej polityki "strategicznej niejasności" w tej kwestii. Trump odmawiał jednoznacznego określenia swojego stanowiska, lecz ostatnio krytykował Tajwan za to, że "ukradł" Ameryce przemysł produkcji półprzewodników.

Bloomberg zauważa, że choć jeszcze w kwietniu szef dyplomacji USA Antony Blinken oznajmił, że Ameryka posiada dowody na to, że Chiny próbują ingerować w tegoroczne wybory amerykańskie, to według przedstawicieli Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego, dotychczasowe działania Pekinu w tej kwestii były ostrożne, bo ChRL obawia się negatywnych konsekwencji takich prób.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)