W czwartek w Ministerstwie Infrastruktury szef tego resortu Dariusz Klimczak wręczył pracownicy PKP PLK Beacie Szatanik, która zapobiegła wysadzeniu torów, odznakę honorową "Zasłużony dla kolejnictwa". Pracownica PKP PLK otrzymała również nagrodę finansową.

"Gdyby nie właściwa reakcja pani Beaty Szatanik, mogło dojść do prawdziwej tragedii"

Klimczak podczas konferencji podkreślił, że Szatanik pełniąc swoje obowiązki na stacji kolejowej Czechowice-Dziedzice (Śląskie) dostrzegła nietypowy przedmiot na torach, który nie pasował do infrastruktury kolejowej. Kobieta zawiadomiła swoich przełożonych.

Reklama

"Na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że to jest jakiś zwykły przedmiot. Tylko ze względu na profesjonalizm pani Beaty Szatanik nie doszło do katastrofy" - zaznaczył Klimczak. Dodał, że w tym miejscu jeżdżą zarówno pociągi towarowe, jak i osobowe, zbiegają się linie kolejowe. "Gdyby nie właściwa reakcja pani Beaty Szatanik, mogło dojść do prawdziwej tragedii, do śmierci osób, co potwierdzają dochodzenia właściwych służb" - powiedział Klimczak.

Zaznaczył, że żyjemy w niepewnych czasach, kiedy nasza granica jest atakowana i mamy do czynienia z różnego rodzaju prowokacjami. "Każdy z nas bez względu na to, czy jest kolejarzem, czy jest urzędnikiem, nauczycielem musi być czujny. Dzisiaj broni się całe nasze państwo, każdy z osobna i takie przykłady, jak pani Beaty Szatanik zasługują na wyróżnienie" - podkreślił Klimczak.

"Chciałbym bardzo podziękować pani Beacie za ten czyn"

Prezes PKP PLK Piotr Wyborski zaznaczył, że w spółce pracuje 36 tys. osób, które są bardzo oddane swojej pracy. "To co jest bardzo ważne, może najważniejsze, to bezpiecznie prowadzenie ruchu kolejowego (...) Staramy się doceniać naszych ludzi, staramy się ich szkolić. (...) Chciałbym bardzo podziękować pani Beacie za ten czyn, który miał miejsce przed miesiącem, który był dowodem wysokiego priorytetu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo ruchu kolejowego" - mówił Wyborski.

"Ja pełniłam normalnie swoje obowiązki, byłam w pracy, dokonywałam oględzin i znalazłam jakąś rzecz niepożądaną. Zabezpieczyłam to, żeby jakieś osoby postronne nie przechodziły i powiadomiłam zwierzchników. To był pocisk od moździerza, jak potem okazało. (...) Leżał na rozjeździe (...) Takie rzeczy nie zdarzają się. To był nowy tor, nowe rozjazdy. Codziennie tam chodzimy i dokonujemy oględzin" - powiedziała dziennikarzom Beata Szatanik.

Do zdarzenia doszło w maju. Śląscy policjanci informowali, że zatrzymany został 63-latek, który położył pocisk moździerzowy na torach kolejowych w Czechowicach-Dziedzicach. Służby prasowe komendy wojewódzkiej z Katowic zakomunikowały też, że wszystko wskazywało na to, że pocisk został umieszczony na torowisku celowo.

Pocisk moździerzowy z okresu II wojny światowej

Policjanci przeprowadzili rozpoznanie minersko-pirotechniczne. Okazało się, że pocisk moździerzowy ma długość około 20 cm, pochodzi najprawdopodobniej z okresu II wojny światowej i należał do Armii Czerwonej. Przez pirotechników z komendy wojewódzkiej został przewieziony w bezpieczne miejsce, przeznaczone do neutralizacji takich znalezisk. Tam poddano go próbie sprawności bojowej. "Okazało się, że jego eksplozja mogła być bardzo niebezpieczna i spowodować katastrofę w ruchu lądowym" – zakomunikowali śląscy policjanci.

Służby prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach podały też, że 63-latek, który położył pocisk na torach usłyszał zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym i trafił do aresztu na trzy miesiące. "Za czyn, którego się dopuścił, grozi mu do 8 lat więzienia" – podała wówczas policja.

Czechowice-Dziedzice to ruchliwy węzeł kolejowy. Oprócz ruchu towarowego przejeżdżają tędy pociągi osobowe, zarówno w ruchu krajowym, jak i międzynarodowym.

Autorzy: Aleksandra Kuźniar, Marcin Chomiuk