Unijny indeks konkurencyjności regionalnej (RCI) służy do pomiaru różnych wymiarów konkurencyjności na szczeblu niższym niż krajowy. Wskaźnik ten pokazuje mocne i słabe strony każdego z obszarów UE z perspektywy zarówno mieszkańców, jak i biznesu.

"Indeks konkurencyjności regionalnej to znakomite narzędzie potrzebne do kształtowania przyszłej polityki. Komisja wykorzystuje je do wspierania reform strukturalnych i zwiększania zdolności innowacyjnych unijnych regionów poprzez inwestycje w ramach polityki spójności" - oświadczyła w poniedziałek w Brukseli unijna komisarz ds. polityki regionalnej Corina Cretu.

Indeks pokazuje dane dla 263 regionów w UE. Dzięki interaktywnemu narzędziu każdy może porównać dane dotyczące np. PKB na osobę, innowacyjności, rozwoju infrastruktury, systemu zarządzania, ochrony zdrowia czy kapitału ludzkiego w różnych miejscach w UE.

Komisja Europejska chce, by zestawienie służyło m.in. władzom państw członkowskich do rozpoznawania słabych stron swoich regionów i kształtowania polityki w taki sposób, by zmniejszać luki.

Z raportu wynika, że w UE widoczny jest wzór rozwoju, w którym to stolice i ich otoczenie są najbardziej konkurencyjnymi regionami. Tak się dzieje w całej UE, z wyjątkiem Holandii, choć różnice między średnią krajową i obszarem stołecznym są różne w różnych krajach.

>>> Czytaj też: Choć nasz dobrobyt nie wzrośnie, po Brexicie będziemy bogatsi. Polskie regiony stracą unijną pomoc?

Uśredniając wyniki do poziomu kraju, najlepsze rezultaty w unijnym indeksie konwencyjności lokalnej ma Luksemburg, potem Holandia, Szwecja, Dania, Wielka Brytania i Niemcy. Generalnie północy zachód Europy jest dużo lepszy niż południe, a południe z kolei wyprzedza Europę Środkowo-Wschodnią. Najgorzej z "28" wypadły: Rumunia, Bułgaria, Grecja, Chorwacja i Węgry.

Największe rozwarstwienie, porównując region stołeczny z resztą kraju, występuje na Słowacji, w Rumunii, Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii. Pod tym względem Polska znalazła się mniej więcej w środku stawki, choć i u nas różnice pomiędzy najbardziej i najmniej konkurencyjnym regionem nie są małe. W małych krajach, takich jak Litwa, Łotwa, Malta, Cypr czy Luksemburg, nie wykazano żadnych różnic, bo zgodnie z unijnym podziałem NETS-2 nie ma tam innych regionów niż stołeczne.

W porównaniu z dwoma poprzednimi edycjami indeksu publikowanymi w latach 2010 i 2013 swoje wyniki poprawiła Malta, a także kilka regionów we Francji, Niemczech, Szwecji, Portugalii i Wielkiej Brytanii. Swoje rezultaty pogorszył Cypr i regiony w Grecji oraz Irlandii, a także ostatnio w Holandii. Na wschodnich obszarach UE sytuacja była raczej stabilna.

Ustanowiony w 2010 r. i publikowany co trzy lata unijny indeks konkurencyjności regionalnej (RCI) pozwala regionom na porównywanie i ocenę ich rozwoju. Jego wyniki opierają się na analizie 11 obszarów, które dotyczą różnych aspektów konkurencyjności. Wśród nich są: instytucje, stabilność makroekonomiczna, infrastruktura, opieka zdrowotna, edukacja.

W miarę rozwoju gospodarki w regionie na znaczeniu zyskują takie czynniki jak bardziej wykwalifikowana siła robocza, efektywność rynku pracy, szkolenia, wyższa edukacja. W najbardziej rozwiniętych częściach UE znaczenie w konkurencyjności mają innowacje, gotowość technologiczna czy wyrafinowanie działalności przedsiębiorstw.

Z opartego na tych samych wskaźnikach co unijne zestawienie raportu Światowego Forum Gospodarczego (WEF) wynika, że Polska w skali świata zajmowała w 2016 r. 36. miejsce pod wglądem konkurencyjności. Najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata miała być według raportu Szwajcaria, wyprzedzająca Singapur i Stany Zjednoczone.

>>> Polecamy: Nowy budżet UE na 2017 rok. Priorytetem kryzys migracyjny i bezpieczeństwo