statystyki

Wojsko przyjmie tylko 7 tysięcy ochotników

26 marca 2009, 04:30 | Aktualizacja: 25.11.2009, 16:24
  • Drukuj
  • 0
  • Wyślij

Rząd obniża wymagania dla kandydatów do armii, mimo że jest ich więcej niż wolnych etatów.  Nie będzie chętnych do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych, a nabór do nich odbędzie się dopiero pod koniec 2010 roku. Jednostki wojskowe mają wolne etaty, ale nie mają pieniędzy na uposażenia dla nowych żołnierzy

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiadało, że poszukuje ponad 40 tys. osób do służby w zawodowej armii. Aby ich przyciągnąć, MON obniżył wymagania dla kandydatów i podwyższył uposażenia żołnierzom. Najwięcej dla rozpoczynających służbę. Prowadzono też kampanie reklamowe zachęcające do wstąpienia do armii. Jak sprawdziliśmy, wszystkie te zachęty przyciągnęły tylko w pierwszych miesiącach tego roku do wojskowych komend uzupełnień (WKU) kilkanaście tysięcy ochotników. Chętni wciąż się zgłaszają. Jednak jednostki wojskowe, nawet jeśli mają wolne etaty, nie przyjmują ochotników, bo nie mają pieniędzy na uposażenia dla żołnierzy.

Taka sytuacja to efekt trudnej sytuacji finansowej w resorcie obrony. Zmusiła ona rząd do zweryfikowania zapowiadanych planów. Armia przyjmie więc zaledwie 7 tys. żołnierzy.

- Od 2010 roku armia będzie liczyć 100 tys., a nie jak planowaliśmy pierwotnie 120 tys. żołnierzy zawodowych - mówi płk Stanisław Ruman, szef Zespołu do spraw Profesjonalizacji Sił Zbrojnych.

>>> Czytaj też: "Brakuje lekarzy kształconych specjalnie na potrzeby armii"

Dodaje, że najprawdopodobniej dopiero w 2012 roku armia zawodowa będzie liczyć 120 tys. żołnierzy. Eksperci wskazują, że uzawodowienie armii powinno przebiegać zgodnie z planem, bez względu na sytuację finansową. Dodają, że kryzys jest najlepszym okresem do rekrutacji kandydatów do służby w armii.

Mniej zawodowych

- Nikt z nas nie przewidywał, że Ministerstwo Finansów zmniejszy wydatki na wojsko - mówi gen. Andrzej Wasilewski, szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień Sztabu Generalnego WP.

Dodaje, że oszczędności w wojsku nie rujnują procesu profesjonalizacji, ale wymuszają jego spowolnienie. Tłumaczy, że dopiero po tym, jak poprawi się sytuacja finansowa, będzie on kontynuowany.

- To, że ciągle jest modyfikowany rządowy program dotyczący profesjonalizacji armii, spowodowane jest niewłaściwym planowaniem Sztabu Generalnego WP - wskazuje gen. Stanisław Koziej.

Tłumaczy, że korekta liczby żołnierzy zawodowych zmierza w dobrym kierunku, ale niedobrze, że jest wymuszana przez sytuację ekonomiczną, a nie jest efektem przemyślanych założeń. Jego zdaniem resort obrony będzie redukował liczebność armii zawodowej, nawet do 80 tys., bo obecny budżet pozwala na utworzenie dobrze wyszkolonej armii, która liczy tylu żołnierzy. Zdaniem gen. Stanisława Kozieja w armii zawodowej powinno służyć 80-90 tys. żołnierzy zawodowych i 10-30 tys. żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych (NSR).

  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:GP/forsal.pl
  • Drukuj
  • 0
  • Wyślij

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie »

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze