W 2010 roku polskie lotniska zanotują lepsze wyniki niż rok temu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 grudnia 2010, 21:34
Ostatnie śnieżyce nieco zepsuły nastroje w portach lotniczych. Nie odbije się to jednak istotnie na efektach działalności w całym 2010 roku.

Najwięcej powodów do świętowania mają w Warszawie. Największe z polskich lotnisk, mimo paraliżu spowodowanego grudniowym atakiem zimy, kwietniowej chmury wulkanicznej i remontu skrzyżowania pasów startowych we wrześniu, w 2010 r. odprawiło niemal 9 mln pasażerów. To wynik aż o 800 tys. osób lepszy od zeszłorocznego. Tak dobry rezultat eksperci tłumaczą przede wszystkim wychodzeniem gospodarki z kryzysu.

Równie dobrze radził sobie drugi co do wielkości w naszym kraju, pogrążony w ostatnich latach w kryzysie port w podkrakowskich Balicach. W 2010 r. liczba odpraw pasażerów wzrosła tam o 7 proc., zbliżając się do magicznej bariery 3 mln. Na lekkim plusie uda się też zakończyć rok podkatowickim Pyrzowicom. W związku z przebudową siatki przez WizzAir jeszcze na początku roku zanosiło się nawet na dwucyfrowy spadek liczby odpraw. Tymczasem już wiadomo, że udało się osiągnąć wynik zbliżony do zeszłorocznego, tj. na poziomie 2,4 mln osób.

>>> Czytaj również: Lotnisko w Modlinie będzie przyjmować prawie 2 mln pasażerów rocznie

Im niżej w rankingu największych lotnisk, tym jest lepiej. Porty w Gdańsku, Poznaniu, we Wrocławiu czy w Łodzi kończą bowiem ten rok dwucyfrowymi wzrostami.

O ile rezultaty 2010 roku cieszą właścicieli lotnisk, to już perspektywy na przyszłość nie są tak jasne. Centralne lotnisko w Warszawie stawia na kontynuację wzrostu – regiony liczą się tymczasem z możliwą stagnacją.

– Przyszły rok planujemy bardzo ostrożnie. Może być ciężko – mówi Jan Pamuła, prezes MPL Kraków-Balice oraz szef Związku Regionalnych Portów Lotniczych. Jak twierdzi, pomyślność lotnisk uzależniona jest wprost od kondycji linii lotniczych. Tymczasem przewoźnicy przechodzą obecnie proces konsolidacji. – W takiej sytuacji należy liczyć się ze zmniejszeniem liczby rejsów – uważa Pamuła.

W Warszawie są zdania, że bez większego wysiłku mogą poprawić tegoroczny wynik nawet o 600 tys. pasażerów. Jak mówi Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze zarządzającego stołecznym portem, prognozę uwiarygodnia tegoroczny wynik wypracowany w niezwykle trudnych dla lotniska warunkach. Czynnikiem sprzyjającym są prognozy dotyczące polskiej gospodarki.

>>> Czytaj też: Aby przetrwać, LOT musi rozszerzyć sieć połaczeń krajowych

Eksperci zwracają uwagę na nieco odmienną pozycję warszawskiego portu, do którego – w przeciwieństwie do regionalnych lotnisk – garną się niemal wszyscy przewoźnicy. Wiadomo, że do stolicy tak dużego kraju jak Polska praktycznie każda szanująca się linia musi polecieć. Co innego inne miasta, w tym także i Kraków. Mimo to Pamuła przypomina, że to lotniska regionalne w ostatnich dwóch latach przejęły od stolicy palmę pierwszeństwa. Obecnie 60 proc. wszystkich pasażerów odprawianych jest właśnie w tych portach. Jeszcze sześć lat temu było to nie do pomyślenia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj