Logowanie / Rejestracja
Logowanie do e-Dziennik Gazeta Prawna

Jeżeli nie posiadasz konta w
serwisie zarejestruj się tutaj

forsal.pl - Giełda Waluty Finanse

statystyki

Biowęgiel, wynalazek polskiej spółki Fluid, robi furorę na świecie

10 kwietnia 2011, 13:04
  • 1
  • Drukuj

Dzięki wynalazkowi firmy z Sędziszowa mamy szansę na spełnienie ostrych unijnych norm, które nakazują elektrowniom produkowanie prądu także ze źródeł odnawialnych



Ekologiczny węgiel z biomasy, wynalazek niewielkiej spółki Fluid SA z Sędziszowa w województwie świętokrzyskim, ma szansę stać się międzynarodowym hitem. Firma założona przez Jana Gładkiego jeszcze w kwietniu zadebiutuje na NewConnect, a pieniądze pozyskane ze sprzedaży akcji zamierza przeznaczyć na inwestycje w Europie i Azji.

Fluid na pierwszy rzut oka to zwykły węgiel drzewny, jaki możemy kupić na stacji benzynowej czy w hipermarkecie i użyć podczas grillowania na działce. I w rzeczywistości różnice między tymi dwoma produktami są niewielkie. Chodzi o sposób wytwarzania, który jest największą zaletą opału z Sędziszowa. – Węgiel kamienny czy brunatny powstawał miliony lat, węgiel drzewny produkuje się nawet kilkanaście dni. Nasz powstaje w 4 minuty – mówi „DGP” Marzena Gładka, prezes zarządu Fluidu.

>>> Czytaj też: Węgiel najdroższy w historii

Ratunek dla elektrowni

Na węgiel z Sędziszowa zapotrzebowanie zgłaszają już polskie elektrownie. Unijne przepisy narzucają bowiem producentom energii nie tylko coraz ostrzejsze limity emisji dwutlenku węgla, ale też nakładają na nich obowiązek wykorzystywania do produkcji prądu odnawialnych źródeł energii. Polska pod tym ostatnim względem ciągnie się w ogonie Europy. Obecnie tylko 9 proc. wytwarzanego w naszym kraju prądu pochodzi z energii słonecznej, wiatru czy z hydroelektrowni. Zgodnie z wytycznymi Brukseli do 2020 roku ma to być 15 proc., dekadę później aż 20 proc. Już w tym roku musimy zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii do 10,4 proc. To oznacza konieczność zrezygnowania ze spalenia ok. 10 mln ton węgla kamiennego czy brunatnego.

>>> Czytaj też: Walka z ociepleniem klimatu oznacza rewolucję

Idealnym zamiennikiem może być biowęgiel z Sędziszowa. Produkowany z surowców odnawialnych: roślin, pozostałości po produkcji drewna w tartakach czy hodowanej specjalnie na potrzeby fabryki biowęgla wierzby energetycznej. Jest niemal tak samo kaloryczny jak tradycyjny. Oznacza to, że jest porównywalnie wydajny. Przy okazji jest neutralny pod względem emisji CO2. – Rośliny zużywane do produkcji opału przyswajają dwutlenek węgla z atmosfery. Przy przerabianiu ich na biowęgiel i później przy spalaniu w elektrowniach uwalnia się dokładnie tyle samo CO2, ile rośliny zużyły w czasie wzrostu. Bilans wychodzi na zero – mówi nam prezes Jan Gładki. Ponadto podczas spalania Fluidu w porównaniu ze zwykłym węglem do atmosfery ulatnia się 15 razy mniej siarki i 10 razy mniej chloru, a po spaleniu pozostaje 3 razy mniej popiołów.

Historia spółki z Sędziszowa sięga 2005 roku. Współpracujący z naukowcami z Politechniki Częstochowskiej inżynier Jan Gładki doszedł do wniosku, że opracowany na uczelni teoretyczny model linii technologicznej do produkcji tzw. biowęgla z masy roślinnej można zastosować w praktyce. Z własnych środków, choć nie ujawnia za ile, kupił patent, a następnie przez kilka lat dopracowywał szczegóły. Zmagał się przede wszystkim z brakiem gotówki, bo państwowe fundusze mające wspierać przedsiębiorczość nie chciały zainwestować w projekt, który wymagał sporych nakładów bez gwarancji sukcesu.

Dopiero gdy okazało się, że biowęgiel może być zamiennikiem tradycyjnego opału, Gładkiemu udało się namówić dwóch inwestorów z Krakowa do wyłożenia pieniędzy na wdrożenie pomysłu. Dzięki nim udało się wybudować na działce w Sędziszowie linię do eksperymentalnej produkcji biowęgla marki Fluid. Dodatkowo okazało się, że ma on jeszcze jedną zaletę: może być używany w tradycyjnych elektrowniach, co oznacza, że ich kotły nie wymagają kosztownego przerabiania.

Biowęgiel z Sędziszowa powoli podbija rynek. Fluid właśnie sprzedał część akcji za 10 mln zł. Papiery już w kwietniu zadebiutują na rynku NewConnect, gdzie trafiają młode i nowoczesne spółki z perspektywami na wzrost wartości. – Akcje spółki cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. To pozwoliło przeprowadzić ofertę z redukcją, co w przypadku ofert niepublicznych nie jest częstą praktyką – mówi „DGP” Norbert Kozioł, wiceprezes Noble Securities, autoryzowany doradca Fluidu SA.

>>> Czytaj też: Produkcja biopaliw z odpadów to przyszłość rynku

Inwestycje w Azji

Wydawałoby się, że spółka ma już wszystkie największe problemy za sobą. Tak jednak nie jest i to z bardzo prozaicznego powodu: w Polsce brakuje biomasy. Potrzebna byłaby jej produkcja na ogromną skalę, do czego służą rośliny energetyczne. Mogą rosnąć wszędzie, niemal na każdej, nawet najniższej jakości glebie, na której nic innego nie zakiełkuje.Tego typu nieużytków mamy w naszym kraju bardzo dużo.

Ich właściciele nie chcą jednak uprawiać roślin energetycznych. – Z niezrozumiałych dla mnie powodów niewielu rolników jest zainteresowanych tego typu plantacjami – mówi nam Piotr Szeremeta, dyrektor ds. biomasy we Fluid SA. Spółka z własnych środków chciałaby kupować sadzonki i nawet szkolić rolników. Ci jednak wzruszają ramionami, choć są spore pieniądze do wzięcia. Za każdą tonę biomasy Fluid SA płaci ponad 100 zł. A z hektara można zebrać nawet 25 ton. Być może wpływ na ich postawę ma to, że w ubiegłym roku Unia Europejska zniosła dodatkowe dopłaty do upraw roślin energetycznych: wynosiły one 45 euro do hektara.

W związku z brakiem biomasy w kraju firma szuka jej więc za granicą. Okazuje się, że są państwa, gdzie jest jej pod dostatkiem, i to nawet bez specjalnych upraw. Chodzi m.in. o Indonezję, Malezję oraz Indie. – W Indonezji, która stała się światowym potentatem w produkcji oleju palmowego, roślinne odpadki z jego wytwarzania gniją na hałdach. Władze mają problem, co z nimi zrobić. Przewieźć do Polski tego się nie opłaca, ale na miejscu można wybudować zakład do produkcji biowęgla, wytwarzać go i transportować do Europy – mówi Szeremeta.

Pozbywaniem się odpadków roślinnych według pomysłu spółki z Sędziszowa jest zainteresowanych wiele krajów na świecie. W najbliższym czasie zakłady do produkcji biowęgla powstaną m.in. w Malezji. Trwają rozmowy w sprawie ich budowy w Indiach i Indonezji. Ich cała produkcja ma trafiać do Europy. Kolejne fabryki biowęgla powstaną też w Polsce. Dzięki zastrzykowi gotówki ze sprzedaży akcji firma ma pieniądze na ich budowę oraz na zakup lub wydzierżawienie ziemi, na której sama będzie uprawiać rośliny energetyczne. W ciągu najbliższych dwóch lat Fluid SA planuje wybudować 60 zakładów produkujących biowęgiel. Każdy z nich będzie w stanie wytworzyć 16 tys. ton biowęgla rocznie, co pozwoli dostarczać branży energetycznej około miliona ton biowęgla rocznie.

Zgodnie z założeniami biznesowymi każdy zakład będzie generował od 0,8 do 1,3 mln zł zysku rocznie, w zależności od sposobu finansowania budowy fabryki. Szefostwo liczy, że już niedługo spółka będzie generować ponad 60 mln zł zysku rocznie.



Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
  • 1
  • Drukuj

Najnowsze komentarze:

  • Jacks2011-04-10 17:40

    Kilka uwag Po pierwsze ceny słomy przy zwiększonym popycie wzrosną czego obawiają się producenci pieczarek itp, podobnie jak wzrosły w Niemczech ceny sieczki kukurydzianej gdy zaczęto produkować z niej biogaz. Używana ona jest jako karma dla bydła. Spowodowało to również wzrost cen wołowiny i mleka. Po drugie, ile CO2 wyemitują transportujące z Malezji owy węgiel statki? Czy sytuacja nie będzie podobna do tej, jaką mamy w przypadku cementu? Otóż Polskie cementownie nie mogą pracować na 3 zmiany z powodu ograniczeń emisji gazów cieplarnianych pomimo tego, że transport cementu do Europy oraz produkcja go w azjatyckich przestarzałych cementowniach powoduje dużo większe spustoszenie w środowisku naturalnym niż gdyby był on produkowany na miejscu. Po trzecie limity CO2 mają na celu ograniczanie potrzeb energetycznych Europy a nie ochronę środowiska. Europa, przez to, że jest importerem węglowodorów, nie jest suwerenna. (Paradoksalnie dopóty jesteśmy bezpieczni dopóki importujemy.) Plan Marshalla zakładał zamknięcie kopalni w Europie Zachodniej i uzależnienie jej od Amerykańskich pośredników ropy. W ten sposób EWG płaciło za ochronę - finansowało i nadal finansuje Amerykańską armię. Ameryka nie ma już przyjaciół, ma biznes partnerów. Dobrze wiedział to śp. Lech Kaczyński dlatego pojechał do Gruzji gdy wybuchł tam konflikt. Wiedział on, że byśmy stali się realnymi członkami NATO musimy kupować węglowodory od firm finansujących US Army. Taką możliwość daje jedynie rurociąg BTC ... a nie limity CO2. Po czwarte Polska więcej absorbuje niż emituje CO2. Ponad 22% powierzchni tego kraju pokrywają lasy, ale niestety zaraz po Wielkiej Brytanii jest najbardziej niezależnym energetycznie państwem w Unii Europejskiej. To należy zmienić.

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Najnowsze galerie »

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze