Secesja Szkocji oznacza trudny podział zobowiązań kredytowych

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 stycznia 2014, 05:55
Edynburg, Szkocja, Fot. Dennis van de Water
Edynburg, Szkocja, Fot. Dennis van de Water /ShutterStock
Agencje ratingowe ostrzegają: w przypadku secesji Szkocja nie może liczyć na odziedziczenie brytyjskich ocen wiarygodności kredytowej, spadnie także rating Londynu.

Rozwód Edynburga z Londynem nikomu się nie opłaca – przynajmniej w oczach agencji ratingowych.

Od dawna zapowiadały one, że niepodległa Szkocja nie może liczyć na odziedziczenie brytyjskich ocen wiarygodności kredytowej, a teraz ostrzegają, że w przypadku secesji północnej części wyspy spadnie także rating Londynu.

To reakcja na poniedziałkowe oświadczenie brytyjskiego ministerstwa skarbu, które wyjaśniło, że niezależnie od tego, co się wydarzy 18 września, będzie ono honorować wszystkie zobowiązania finansowe Wielkiej Brytanii zaciągnięte do czasu ewentualnej niepodległości Szkocji. W takim przypadku stosunek brytyjskiego deficytu budżetowego i długu publicznego do PKB wzrośnie o ok. 10 proc., bo tyle mniej więcej wynosi udział Szkocji w gospodarce Zjednoczonego Królestwa.

Nie oznacza to jednak, że Szkoci – jeśli wybiorą niepodległość – będą zaczynali z czystą kartą. Ministerstwo skarbu zaznaczyło, że w przypadku secesji sprawa rozliczeń wspólnych zobowiązań zostanie uregulowana odrębnym porozumieniem. Takie rozwiązanie wybrano po to, by rozwiać wątpliwości inwestorów i zapobiec gwałtownym wahaniom cen brytyjskich obligacji przed szkockim referendum. W miarę zbliżania się jego terminu pojawiało się bowiem coraz więcej pytań – czy wyemitowane już brytyjskie obligacje zostaną rozdzielone na szkockie i pozostałej części Zjednoczonego Królestwa, kto będzie wypłacał premię dla ich posiadaczy itp. Brytyjski rząd uznał, że ze względu na stabilność na rynku lepiej będzie, jeśli przejmie wszystkie zobowiązania, a szkocką część będzie później samemu egzekwował. Czyli Edynburg od początku zostanie dłużnikiem Londynu.

Bo wprawdzie Alex Salmond, premier autonomicznego rządu szkockiego, wyraził niezmierne zadowolenie z oświadczenia ministerstwa skarbu, ale nawet on zdaje sobie sprawę, że Szkocja swój udział w brytyjskich zobowiązaniach będzie musiała spłacić. Zresztą wcale się przed tym nie uchyla, bo skoro będą dzielone długi, to i majątek, a Salmond chce, by w ramach Szkocja przejęła złoża ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Północnym, co ma być kluczem do jej bogactwa. Ale nadal pozostanie kilka niewyjaśnionych kwestii – według jakiej metody wyliczyć szkockie zobowiązania, jak długo Szkocja ma je spłacać i jakie odsetki brytyjskie ministerstwo skarbu ma naliczać Edynburgowi. Być może jednak nie będzie trzeba szukać odpowiedzi – według sondaży większość Szkotów jak na razie jest za utrzymaniem unii z Londynem.

LICZBY:

1,4 bln funtów – tyle wynosi dług publiczny Wielkiej Brytanii
96,9 proc. – tyle według Komisji Europejskiej wyniesie w tym roku dług publiczny Wielkiej Brytanii w stosunku do PKB
8,3 proc. – taki odsetek populacji Zjednoczonego Królestwa stanowią Szkoci

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj