Nie do zbicia jest teza, że Europa Wschodnia jeśli nie w XVI, to w kolejnych w wiekach znalazła się w orbicie silniejszych partnerów na zachodzie Europy. To z kolei mogło oznaczać dla słabszych państw przyjęcie statusu peryferii – mówi w wywiadzie dla kwartalnika „Nowy Obywatel dr Anna Sosnowska.

Jak podkreśla badaczka, od XIX wieku z całą pewnością możemy mówić o świecie zglobalizowanym, w pełni współzależnym, w którym istnieją centra rozwoju oraz regiony i państwa peryferyjne. „Od tego momentu nie możemy już mówić w Europie Wschodniej o rozwoju autonomicznym i nie da się badać jej gospodarki w oderwaniu od tego, co się dzieje na świecie, a szczególnie na Zachodzie”.

Jedną z konsekwencji takiej współzależności jest podział klasowy, który zarysowuje się na nie tylko w ramach konkretnego społeczeństwa, ale również na poziomie systemu globalnego. „Globalna elita jest usytuowana w centrum systemu, peryferie zamieszkiwane są zaś przez elity niższych rzędów oraz przez mocno nadreprezentowane klasy niższe” – uważa badaczka.

Jak podkreśla dr Sosnowska, cechą charakterystyczną społeczeństw peryferyjnych był np. stosunkowo duży udział ludności rolniczej, chłopskiej, często pracującej w warunkach niewolniczych lub półniewolniczych.

Dr Sosnowska twierdzi, że wejście krajów regionu do Unii trzeba traktować jak kolejną (po realnym socjalizmie) strategię przezwyciężania zacofania. Badaczka podkreśla, że projekt UE to projekt zupełnie inny niż realny socjalizm, ale oba są oparte na imitacji pewnego gotowego modelu, a nie wytworzone lokalnie w sposób autonomiczny. „Tyle, że tym razem przywieziono nam rozwiązania w teczkach bez wsparcia bagnetów i policji politycznej. Oczywiście różnica jest zasadnicza, ale problem z modelami z importu polega na tym, że niekoniecznie zakorzenione są one w potrzebach tutejszych społeczeństw” – zaznacza Anna Sosnowska. 

>>> Czytaj też: Polska kolonią Zachodu i wielki przekręt OFE. Oto polscy ekonomiści, którzy potrafią myśleć inaczej