Oczekiwania Berlina precyzyjnie opisał, zazwyczaj doskonale poinformowany, dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. „Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, które czują się zagrożone przez Rosję, mogą liczyć na solidarność ze strony całej Europy tylko wtedy, gdy włączą się w proces rozwiązywania kryzysu spowodowanego falą uchodźców” – napisała gazeta w kontekście wizyty prezydenta Dudy w Berlinie. Dalej czytamy, że Europa odpowiedziała na wyzwania ze Wschodu powołaniem szpicy (czyli sił szybkiego reagowania Sojuszu Północnoatlantyckiego) i organizując cykliczne manewry na wschodniej flance NATO. Jednak, jak zaznacza FAZ, dalsza solidarność (szczególnie Europy Południowej, najbardziej narażonej na fale uchodźców) nie będzie możliwa bez trwałego zaangażowania się Polski i Europy Środkowej w rozwiązania kryzysu spowodowanego napływem uchodźców. Bo problem Mariupola dla Południa jest równie abstrakcyjny jak koczujący na Kos obywatele państw afrykańskich i Bliskiego Wschodu dla Polski czy krajów bałtyckich.

W najbliższych tygodniach Komisja Europejska przedstawi propozycję kwot imigranckich. Ze wstępnych informacji wynika, że – tak jak w poprzedniej, odrzuconej pod naciskiem Europy Środkowej wersji – ich wielkość będzie uzależniona od PKB i potencjału danego państwa.

>>> Czytaj też: Słowacja odpowiada Francji: To wy zrzucaliście bomby na Libię i Syrię, więc przyjmujcie teraz uchodźców

W weekend ważny komentarz, potencjalnie dotyczący Polski, został sformułowany również w Wielkiej Brytanii. Szefowa MSW tego kraju Theresa May oświadczyła, że Londyn, niezależnie od nacisków, musi radykalnie przedefiniować swoją politykę migracyjną. Wstęp do Zjednoczonego Królestwa będą mieli tylko ci, którzy na terenie państwa mają zagwarantowaną pracę i są w stanie to udowodnić. Dotyczy to zarówno obywateli państw UE, jak i tych spoza Wspólnoty. Zdaniem May wolność przemieszczania się w ramach UE powinna oznaczać „wolność przemieszczania się pracowników”. Osoby bez pracy miałyby prawo przebywać w Wielkiej Brytanii maksymalnie trzy miesiące. Punktem wyjścia do postawienia tej tezy dla May jest trwający właśnie kryzys imigrancki.

W jego kontekście w weekend w Paryżu doszło do spotkania szefów MSW UE. Trójka ministrów spraw wewnętrznych: Niemiec Thomas de Maiziere, Brytyjka Theresa May i Francuz Bernard Cazeneuve – poprosiła „luksemburską prezydencję o zorganizowanie w ciągu dwóch tygodni specjalnego spotkania szefów resortów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, które pozwoliłoby zdefiniować twarde kroki” w sprawie kryzysu humanitarnego na granicach UE.

Potencjalne zmiany polityki UE wobec tysięcy szturmujących obszar Schengen imigrantów obejmują stworzenie w krajach Południa – zwłaszcza we Włoszech i w Grecji – specjalnych hot spotów, gdzie będzie się rejestrować uchodźców, pobierać odciski palców oraz typować tych, którzy potrzebowaliby szczególnej pomocy. Bruksela chciałaby stworzyć specjalną listę „bezpiecznych krajów pochodzenia” – co może oznaczać zarówno wytypowanie państw, których mieszkańcy nie mogą mówić o prześladowaniach, jak też wytypowanie krajów, które mogłyby udzielać pomocy azylantom na własnym terenie. Ten drugi wariant przez pewien czas realizował we współpracy z Unią Muammar Kadafi w Libii, dopóki fala arabskiej wiosny nie zmiotła jego reżimu. Lista powinna być gotowa przed listopadowym szczytem UE–Afryka na Malcie.

Szacuje się, że w ciągu pierwszego półrocza na teren Unii dostało się około 220 tysięcy osób. Niemcy przekonują, że co drugi przyjmowany w UE uchodźca osiedla się w RFN.

>>> Polecamy: Imigranci zalewają Europę. Austria zwiększa kontrole na wschodnich granicach