O stanowisko może się obawiać nawet jeden z najdłużej urzędujących prezesów spółek Skarbu Państwa – Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos od 2002 r. Poszlaką jest... brak nazwiska Piotra Naimskiego w składzie przyszłego rządu Beaty Szydło. – Naimski opowiadał się za tym, by w części spółek z sektora paliowego nie zmieniać zarządów. Chciał m.in., by stanowisko zachował prezes Olechnowicz – mówi nam osoba związana z powstającym gabinetem. Według naszego rozmówcy nie wszystkim w PiS się to spodobało i przez część środowiska został nawet oskarżony o zbytnie zbliżenie z odchodzącą ekipą. – W efekcie nie otrzymał ministerialnego fotela – dodaje.

Krawiec jest nie do uratowania – twierdzi dalej. Szef płockiego koncernu uchodzi w PiS za osobę blisko związaną z odchodzącą ekipą polityczną (choć jego rodzona siostra Małgorzata Bochenek była ministrem w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego), a ponadto jest jednym z bohaterów afery podsłuchowej.

Nasz rozmówca potwierdza też pojawiające się doniesienia o tym, że na czele płockiego koncernu miałby stanąć były minister skarbu Wojciech Jasiński. – Słyszałem, że ma to obiecane na otarcie łez po tym, jak nie dostał się do Parlamentu Europejskiego. To podobne pieniądze – tłumaczy.

>>> Czytaj też: Nawet kilkanaście tysięcy złotych dla frankowicza. Prezydencki projekt uderzy w banki

Ostatnie zatrzymania przez CBA dyrektorów z Gaz-Systemu oraz opóźnienie przy budowie gazoportu nie są dobrą wróżbą dla prezesa tej firmy Jana Chadama. Właśnie w sektorze paliwowym roszad personalnych można się spodziewać najszybciej. – Zmiany nie ominą też PGNiG, a w Grupie Azoty będzie kompletna wywrotka – mówi jeden z naszych informatorów. W tej drugiej spółce zdają się o tym już wiedzieć. – Pewnie będzie tsunami – przyznaje jeden z jej menedżerów. Obecnie kierownictwo chemicznej firmy uważane jest w PiS za sprzyjające ludziom Platformy.

Nasi rozmówcy nie chcą wymieniać nazwisk potencjalnych kandydatów na szefów Grupy Azoty (należą do niej m.in. zakłady z Puław, Polic i Kędzierzyna-Koźla). Według naszych informacji poważnymi kandydatami do objęcia stanowisk w spółkach Skarbu Państwa branży chemicznej mogą być dwaj byli menedżerowie Ciechu: Wojciech Wardacki i Rafał Pasieka. Pierwszy był działaczem PiS i od października 2005 r. prezesem Zachemu. Kilka miesięcy później awansował do zarządu Ciechu. Jest wysoko ceniony przez polityków PiS. W 2012 r. podczas telewizyjnej debaty ówczesny poseł tej partii Kosma Złotowski mówił, że Zachem przeżywał swój najlepszy czas właśnie za rządów Wardeckiego. Pasieka za rządów PiS też był wiceszefem Ciechu, a obecnie jest dyrektorem administracyjnym w IPN.

Następcą Herberta Wirtha w KGHM miałby być, o czym już się mówiło, były szef tego koncernu, a obecnie związany z PiS radny Sejmiku Dolnośląskiego Krzysztof Skóra.

>>> Czytaj też: Prezydencki projekt uderzyłby banki po kieszeniach. Prawie 50 mld zł w plecy

Na celowniku znajdzie się też sektor finansowy. Zmiany mogą nastąpić m.in. w kontrolowanym przez NFOŚiGW Banku Ochrony Środowiska, na którego czele stoi Dariusz Daniluk. Przede wszystkim ważyć się będą jednak losy szefów PKO BP – Zbigniewa Jagiełły, i PZU – Andrzeja Klesyka. Jak się dowiedzieliśmy, w PiS jest silna grupa chcąca usunąć zwłaszcza szefa ubezpieczeniowej spółki. Powody? Słabe wyniki, afera taśmowa, a głównie sprzedaż przez TFI PZU pakietu akcji Ciechu firmie Jana Kulczyka. Analitycy raczej nie mają wątpliwości, że szef PZU będzie musiał pożegnać się ze stanowiskiem. – Warto przypomnieć wydarzenia sprzed ośmiu lat. Zanim został prezesem PZU, dwukrotnie był blisko objęcia prezesury PKO BP, ale ostatecznie nie dostał tego stanowiska. Rządziła wtedy koalicja z PiS na czele – wskazuje jeden z rozmówców DGP. – Klesyk zbyt często pojawiał jako bohater afery taśmowej – dodaje inny. Obaj finansiści są jednak w dobrych stosunkach z Mateuszem Morawieckim i – według osób znających sprawę – od dłuższego czasu mają zabiegać u niego o poparcie.

Wśród bankowców snuje się rozważania o ewentualnych kandydatach na nowych członków władz PKO BP. Wymienia się tu Michała Machlejda i Michała Krupińskiego. Pierwszy był przed laty wiceprezesem tego banku. Obecnie związany jest z BCC. Drugi natomiast, gdy w 2006 r. jako 25-latek objął funkcję wiceministra Skarbu Państwa, nazwany został przez media złotym dzieckiem PiS. Krupiński ma doświadczenie w pracy na dyrektorskich stanowiskach m.in. w Banku Światowym oraz Bank of America Merrill Lynch.

Jak mówią nasi informatorzy, przesądzone jest odwołanie prezesa GPW Pawła Tamborskiego. Powody to afera podsłuchowa i prywatyzacja Ciechu.

Jakub Karnowski, wychowanek Leszka Balcerowicza, może być pewny, że pożegna się z fotelem szefa PKP. Nieoficjalnie wśród osób typowanych na jego miejsce pojawiają się nazwiska: Czesława Warsewicza, szefa Intercity w latach 2006–2009, i Andrzeja Wacha, prezesa PKP w latach 2004–2010. Według ustaleń DGP następcą Filipa Andrzeja Wojciechowskiego, który kieruje spółką PKP Polskie Linie Kolejowe, może zostać Krzysztof Celiński, który był m.in. prezesem Metra Warszawskiego, PKP Intercity oraz PKP PLK. Według naszych ustaleń fotel prezesa Intercity opuści Jacek Leonkiewicz, który kieruje flagowym przewoźnikiem PKP od stycznia. Kto go zastąpi – to jeszcze nie jest przesądzone. Mówi się m.in. o Januszu Malinowskim, który szefował już PKP Intercity. Całkowitą niewiadomą jest wciąż nazwisko następcy Adama Purwina, prezesa PKP Cargo.

Stosunkowo szybko może nastąpić zmiana na czele władz LOT-u, w którym funkcję p.o. prezesa pełni Marcin Celejewski (we wrześniu zastąpił Sebastiana Mikosza). Nazwisko nowego szefa, który ma rozbudowywać siatkę połączeń LOT-u i uczestniczyć w rozmowach z Indigo Partners w sprawie potencjalnego wejścia kapitałowego do spółki, nie jest jeszcze znane.

>>> Czytaj też: Grupa Wyszehradzka wyręczy PiS w walce z Niemcami

Skarb Państwa nie potrzebuje większości, aby rządzić

Państwo ma obecnie udziały w 17 spółkach notowanych na warszawskiej giełdzie. Sporo z nich to największe przedsiębiorstwa w swoich branżach, choćby PKO BP, PZU, PGNiG, KGHM czy koncerny paliwowe i energetyczne. Skarb Państwa ma w nich decydujący wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w zarządach i radach nadzorczych. I bardzo często nie potrzebuje do tego większościowych pakietów akcji. Choćby w przypadku GPW kontroluje 35 proc. akcji, ale dzięki ich uprzywilejowaniu ma aż 51,76 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy.

Z kolei w PKN Orlen prawo głosowania akcjonariuszy jest ograniczone maksymalnie do 10 proc. ogólnej liczby głosów, ale nie dotyczy to oczywiście Skarbu Państwa. Ma on zaledwie 27,5 proc. akcji i decydujący głos na walnym zgromadzeniu. Podobna zasada obowiązuje w przypadku Grupy Azoty. Na dodatek w większości firm z udziałem Skarbu Państwa notowanych na GPW państwowy właściciel jest wciąż największym akcjonariuszem, a pozostałe akcje są rozproszone w rękach mniejszościowych akcjonariuszy instytucjonalnych i indywidualnych.

Efekt jest taki, że nawet posiadając znacznie mniej niż 50 proc. akcji, to głosy MSP decydują o obsadzie większości rad nadzorczych, które podejmują ostateczne decyzje o składach zarządów spółek.