Niskie oprocentowanie nie zniechęca do przynoszenia nowych pieniędzy do banków. W październiku, jak wynika z danych NBP, klienci indywidualni wpłacili na depozyty 2,5 mld zł. W poprzednich dwóch latach w tym miesiącu przeważały wypłaty. Ale widoczne jest osłabienie skłonności do oszczędzania w bankach: średni napływ z ostatnich trzech miesięcy to niecałe 1,6 mld zł, o ponad połowę mniej niż przeciętnie w ostatnich 12 miesiącach. Instytucje finansowe szukają więc sposobów na przyciągnięcie klientów.

Na co można liczyć? Zasadą stało się, że lokaty „powitalne” – dla nowych klientów, zwykle dla ograniczonych kwot i na krótki termin – dają oprocentowanie wyższe niż standardowe. Ale coraz częściej banki podkreślają znaczenie relacji, czyli tego, jak aktywnie klient korzysta z usług danego banku albo po prostu, ile ma w nim pieniędzy.

– Klientom, którzy już ulokowali u nas swoje oszczędności, oferujemy lokatę, na której oprocentowanie jest równe oprocentowaniu jak dla nowych środków. To oferta dla osób, które korzystają z naszych usług na co dzień i traktują nas jako bank pierwszego wyboru – deklaruje Renata Kołacz z Raiffeisen Bank Polska. Oprocentowanie takiego depozytu wynosi 2,4–2,5 proc. O uzależnieniu stawek depozytów od „siły relacji klienta z bankiem” mówi Mikołaj Specht, szef zespołu produktów oszczędnościowych w Banku Zachodnim WBK. Zaznacza, że różnicowanie cen stosowane jest także „w celu pozyskania nowych środków”. Taka czteromiesięczna lokata daje 2,6 proc.

Inna opcja: wybór produktów powiązanych z rynkiem kapitałowym, a więc i z wyższym ryzykiem. – Interesującymi rozwiązaniami powinny być fundusze inwestycyjne ukierunkowane mocniej na rynki akcji, w szczególności rozwiązania o charakterze globalnym czy też dochodowym albo dywidendowym – uważa Sławomir Olszewski z Banku Pekao.

– Fundusze akcji mają sens, o ile inwestują za granicą. Sensowną alternatywą są fundusze obligacji korporacyjnych. Z tym, że jeśli ktoś się na nie zdecyduje, powinien rozłożyć środki na kilka produktów kilku różnych TFI, by ograniczyć ryzyko – wskazuje Daniel Ścigała, członek zarządu domu maklerskiego Ipopema Securities. Jego zdaniem, kupując takie fundusze, można liczyć na roczną stopę zwrotu wyższą od stopy WIBOR, do której zbliżone jest dziś średnie oprocentowanie lokat.

5 proc. odsetek można uzyskać, kupując w Deutsche Banku pakiet: trzymiesięczny depozyt z funduszem. Problem w tym, że stopa zwrotu z części funduszowej nie jest z góry znana.

Tę niepewność chce ograniczyć Aviva, która deklaruje, że celem jej nowego funduszu oszczędnościowego jest stopa zwrotu o 5 pkt proc. przewyższająca główną stopę NBP, obecnie wynoszącą 1,5 proc. I w tym przypadku gwarancji takiego wyniku jednak nie ma.

Bankowcy podkreślają przy tym, że należy patrzeć nie na zyski nominalne, ale realne, czyli z uwzględnieniem inflacji. – Przy niskim nominalnym oprocentowaniu lokat, ale jednocześnie przy zerowej dynamice inflacji (a wręcz deflacji), realny wzrost oszczędności jest zdecydowanie wyższy. Patrząc na siłę nabywczą oszczędności dziś, tak naprawdę zyskujemy znacznie więcej niż kilka lat temu – podkreśla Paweł Przybyłek, dyrektor departamentu produktów oszczędnościowych i inwestycyjnych mBanku. Według wstępnych szacunków GUS w listopadzie ceny były o 0,5 proc. niższe niż rok wcześniej.

– W aktualnej sytuacji rynkowej samo oszczędzanie jest ważniejsze, niż wyszukiwanie najlepszych ofert, różniących się często minimalnie – podsumowuje Marek Ubysz, odpowiedzialny za produkty oszczędnościowe w Banku Millennium.

>>> Czytaj też: Polska gospodarka się rozpędza. Popyt krajowy motorem PKB