statystyki

Chiny znalazły odpowiedź na bolączki rynku pracy: roboty przemysłowe

6 września 2016, 05:45
Źródło:Inne
Sprzedaż robotów przemysłowych w Chinach

Sprzedaż robotów przemysłowych w Chinachźródło: Inne

Stała presja na wzrost płac i trudności w znalezieniu wykwalifikowanych pracowników to dwie z pięciu największych bolączek chińskich firm. Lekarstwem dla wielu przedsiębiorstw produkcyjnych okazują się roboty przemysłowe.

Reklama

Reklama

Między 2006 a 2015 rokiem średnia płaca w Chinach zwiększyła się o ponad 200 proc. Płaca minimalna rosła jeszcze szybciej. Na dodatek szybko zmienia się krajobraz chińskiego przemysłu. Co raz większą rolę odgrywają w nim firmy inwestujące we własne rozwiązania i poszukujące wykwalifikowanych pracowników.

O ile trend płacowy być może uda się przyhamować – w ostatnich latach dynamika wzrostu średniej płacy spadła i w 2015 r. była poniżej 10 proc., a w prowincji Guangdong, skąd pochodzi ponad ¼ chińskiego eksportu, w lutym zamrożono na dwa lata płacę minimalną – o tyle wzrost w PKB udziału gospodarki opartej na wiedzy jest celem chińskiego rządu.

Jest jeszcze jeden czynnik. W wyniku prowadzonej w latach 1977-2015 polityki jednego dziecka postępuje proces starzenia się społeczeństwa, co zapowiada spadek liczby osób w wieku produkcyjnym. W ubiegłym roku na chińskim rynku pracy było ok. 1 mld osób. W 2030 r. według prognoz będzie to już tylko 960 mln, a w 2050 r. – 800 mln osób.

A to wszystko zapowiada, że kłopoty z pozyskiwaniem wykwalifikowanych kadr mogą się pogłębiać. Dlatego rząd zachęca chińskie firmy do robotyzacji, która – jak w 2014 r. stwierdził prezydent Xi Jinping – najpierw zmieni Chiny, a potem cały świat.

Światowa rewolucja robotów

Od 2013 r. Chiny są – według danych International Federation of Robotics (IFR) – największym na świecie nabywcą robotów przemysłowych (w ubiegłym roku wartość światowego rynku takich robotów wyniosła 36 mld dolarów). W ubiegłym roku tamtejsze firmy kupiły blisko 67 tys. robotów (27 proc. światowej sprzedaży), w tym 20,4 tys. rodzimej produkcji. Liczona w sztukach sprzedaż w Chinach była o 17 proc. większa niż rok wcześniej, a popyt na chińskie roboty wzrósł o 27,5 proc. Ubiegłoroczne zakupy robotów przez chińskie firmy po raz pierwszy były wyższe niż łączna sprzedaż robotów w Europie, gdzie nabywców znalazło 50 tys. takich urządzeń, z czego 20 tys. na rynku niemieckim.

Ten trend się utrzyma. Chińscy przemysłowcy odkryli już, że zaawansowany technologicznie robot przemysłowy szybko się zwraca, a na dodatek jest dużo bardziej precyzyjny niż człowiek. Zainstalowany w chińskim przemyśle motoryzacyjnym robot w 2010 r. spłacał się przez ponad piec lat; w ubiegłym roku okres ten skrócił się do mniej niż dwóch lat. W tym roku ma być to już tylko 1,3 roku.

Według prognoz IFR w 2018 r. w fabrykach na całym świecie będzie pracowało 2,3 mln robotów przemysłowych, o 1,3 mln więcej niż w 2009 r. Chiny będą wtedy największym operatorem tych urządzeń (niewykluczone, że tę pozycję zdobędą już w tym roku, wyprzedzając dotychczasowego liderem – Japonię). Według prognoz chińskiego Ministerstwa Przemysłu i Technologii Informatycznych w 2020 r. w Chinach będzie zainstalowanych 800 tys. robotów przemysłowych.

Firma badawcza Markets and Markets prognozuje, że do 2022 r. światowy rynek robotów przemysłowych będzie rósł średnio rocznie o 12 proc., a rynek chiński średnio o 14 proc. rocznie.

Chiny stawiają na rodzime roboty

Światowemu boomowi na roboty przemysłowe ma sprzyjać spadek ich cen i wzrost wydajności, a co za tym idzie spadek kosztów produkcji wyrobów wykonywanych przy ich użyciu oraz poszerzenie rynku sprzedaży robotów o mniejsze firmy. Według ubiegłorocznego raportu Boston Consulting Group w najbliższej dekadzie ceny robotów i oprogramowania do nich spadną o 20 proc., a ich wydajność będzie rosła o 5 proc. rocznie.

Potencjał wzrostu liczby robotów przemysłowych w Chinach jest olbrzymi. Na 10 tys. zatrudnionych w fabrykach przypada jedynie 36 robotów. W Korei Południowej, która jest światowym liderem robotyzacji – według danych IFR – na 10 tys. zatrudnionych w fabrykach przypada 478 robotów. W Japonii jest to 314 robotów na 10 tys. pracowników, w Niemczech – 292, a w USA – 164. Jak zapowiada Wang Ruixiang, szef Chińskiej Federacji Przemysłu Maszynowego do 2020 r. liczba robotów na 10 tys. zatrudnionych ma wzrosnąć do 150.

W Chinach, tak jak na całym świecie, najwięcej robotów kupuje przemysł motoryzacyjny, elektryczny i elektroniczny, metalowy oraz gumowy i tworzyw sztucznych. Choć w Państwie Środka działa blisko 800 firm zajmujących się robotyką, to większość robotów dostarczają zagraniczne firmy takie jak niemiecka Kuka, szwajcarsko-szwedzkie ABB czy japońskie Kawasaki i Yaskawa.

Co ważne, praktycznie wszystkie zaawansowane technologicznie i funkcjonalnie roboty przemysłowe kupowane przez chińskie firmy są produkowane przez zagraniczne firmy. Chińscy producenci są na razie w stanie dostarczać w zasadzie tylko najprostsze roboty (ich zaletą jest to, że są o 20-30 proc. tańsze niż analogiczne urządzenia z importu). Ale ma się to zmienić.

>>> Czytaj też: Czy Putin odda nam Kaliningrad? Ostra odpowiedź ws. rewidowania granic

Chiński właściciel niemieckich robotów

Najnowsze chińskie prognozy mówią, że za pięć lat na rodzimy rynek trafi 100 tys. robotów przemysłowych krajowej produkcji. To pokłosie sygnału, jaki w 2014 r. dał chiński prezydent Xi Jinping, mówiąc, że chińskie firmy produkujące roboty powinny być w stanie konkurować technologicznie ze światowymi liderami oraz że powinny szukać zagranicznych rynków na swe produkty.

Odpowiedzią na to wezwanie mogło być z jednej strony zwiększenie nakładów na badania i rozwój w robotyce, a z drugiej ruszenie przez chińskie firmy na zakupy.

Zastosowano obie metody. Według ekspertów postęp technologiczny chińskich robotów przemysłowych jest bardzo szybki, czemu sprzyjają państwowe nakłady na R&D w robotyce. Chińskie firmy zaczęły też kupować. Producent robotów Wanfeng Technology Group w marcu 2016 r. za 300 mln dolarów przejął Paslin, amerykańskiego producenta robotów przemysłowych. Agic Capital, utworzona w 2015 r. chińsko-europejska firma zarządzająca funduszami private equity, kupił w połowie czerwca 2016 r. włoską firmę Gimatic, producenta chwytaków, czyli urządzeń mających za zadanie chwytać, podnosić i przenosić obiekty. Z kolei Midea, producent AGD, po kilku miesiącach starań w lipcu 2016 r. przejął niemal 95 proc. akcji niemieckiego Kuke, którego roboty pracują m.in. w fabrykach Audi, BMW i Boeinga.

Pierwsza europejska transakcja – jej wartość według mediów wynosiła od 100 mln euro do 150 mln euro – przeszła niemal niezauważalnie, ale druga zdobyła duży rozgłos na świecie. Już jej wartość – 4,5 mld euro za 100 proc. akcji niemieckiej firmy, której ubiegłoroczne przychody wynosiły blisko 3 mld euro, robiła wrażenie. Jednak ważniejsze od ceny było to, że początkowo transakcja była traktowana jako wrogie przejęcie firmy, o której wiosną tego roku kanclerz Angela Merkel z dumą mówiła, że jest symbolem przyszłości niemieckiego przemysłu. Podjęta na początku czerwca próba skonstruowania konsorcjum niemieckich firm, które wystąpiłoby w roli białego rycerza i złożyłoby kontrofertę, spaliła na panewce.

Tajwańska firma Faxconn zwolniła 60 tys. ze 110 tys. pracowników swojej chińskiej fabryki w Kunshan. Produkujący iPhony koncern zwolnionych robotników zastąpił robotami.

Gdy pojawiły się informacje o zamiarach Midea, niemieccy politycy, w tym niektórzy członkowie rządu, zaczęli głośno się zastanawiać, czy Kuka powinna trafić w chińskie ręce. Pojawiły się głosy, że konieczne są zmiany w prawie – niemieckim, a być może także europejskim – które pozwolą blokować przejmowanie spółek posiadających kluczowe technologie i strategiczne dla przyszłości gospodarczej Unii Europejskiej know-how. W tym samym czasie niemiecka kanclerz Angela Merkel zapewniała, że nie będzie blokowała transakcji, a prezes Kuka zwracał uwagę, że przejmowanie niemieckich spółek przez firmy z Japonii czy USA nie budzi emocji.

Przełomowym momentem w transakcji była sprzedaż 25,1 proc. akcji Kuka przez niemiecką firmę Voith i 10 proc. przez niemieckiego miliardera Friedhelma Loha oraz deklaracje chińskiego inwestora dotyczące przyszłości Kuka. Midea zapewniła, że siedziba firmy pozostanie w Augsburgu, europejskie fabryki nie będą przenoszone do Chin, do 2023 r. nie będzie zwolnień, a niemiecka firma będzie miała niezależność w strukturach grupy. Po tej deklaracji zarząd niemieckiej spółki poparł przejęcie.

Tuż po zamknięciu wezwania na akcje Kuka Midea ogłosiła, że wyda 10 mld juanów (1,5 mld dolarów) na budowę w Foshan, portowym mieście położonym na południu Chin w prowincji Guangdong, fabryki robotów i uruchomienie centrum badawczo-rozwojowego. Fabryka ma produkować 2 tys. robotów przemysłowych i 5 tys. automatów handlowych rocznie. Do 2025 r. w nowej fabryce ma powstać 17 tys. robotów przemysłowych. Jak podkreślają chińskie media, zapowiadana inwestycja podkreśla ambicje Midea, która chce zostać liderem chińskiego rynku automatyki i robotyki.

Reklama

Reklama

  • Pablo(2016-09-06 13:41) Odpowiedz 30

    @gfg A kto będzie kupował towary wyprodukowane przez roboty?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • gfg(2016-09-06 09:40) Odpowiedz 31

    to pokazuje ze ludzie sa bardzo madrzy nie decydujac na wiele dzieci problem niskiej dzietnosci jest wydumany popyt sie sile robocza bedzie mocno spadal z pewnoscia nadejdzie taki moment ze konieczne stanie sie opodatkowanie kazdego pracujacego robota inczaej ludzie zostana zmargninalizowani przez garstke bogaczy i korporacji transnarodowych

  • Wolek(2016-09-06 10:15) Odpowiedz 20

    też inwestowałbym w roboty, gdybym miał jakieś pieniądze :/

  • Jacek84(2016-09-06 14:28) Odpowiedz 20

    SkyNet już po nas idzie xP

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze