"Projekt ustawy spreadowej niczego nie rozwiązuje, a jednocześnie generuje koszty dla systemu bankowego. To istotna kwota" - powiedział PAP w piątek przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak. Zastrzegł, że ocena projektu zostanie wysłana do Sejmu, co ma nastąpić wkrótce.

"Każdy miliard zatrzymany w systemie bankowym i zwiększający jego fundusze własne daje możliwość wygenerowania co najmniej 8 miliardów złotych kredytu" - powiedział. Przyznał, że co prawda bankom nie brakuje pieniędzy na akcję kredytową, niemniej - jego zdaniem - być może lepiej te pieniądze zużyć w inny sposób, niż na zwrot spreadów.

"Tym bardziej, że nie widzimy problemu spłacalności kredytów frankowych. Raty są nadal niższe niż dla najwyższych rat kredytów złotowych" - dodał.

Pytany, czy projekt może być groźny dla systemu bankowego szef KNF zaznaczył, że trzeba mieć na uwadze, iż "to jest uderzenie jednorazowe w wynik finansowy”.

"W jednym roku to oczywiście spowoduje, że wynik banków spadnie. W kilku bankach może to oznaczać +przeciągnięcie+ na stratę. Strata oznacza konieczność przygotowania programu naprawczego, co z kolei powoduje, że bank będzie zwolniony z podatku od instytucji finansowych i do budżetu wpłynie mniej środków" - powiedział.

Wyjaśnił, że groźby upadku banków jednak nie ma. "To nie są takie kwoty, które spowodują, że banki się przewrócą. Ale projekt nie rozwiązuje zasadniczego problemu, który polega na tym, że każde osłabienie złotego powoduje, iż kwota zadłużenia rośnie. Z tego punktu widzenia ten projekt nie rozwiązuje niczego" - podkreślił.

>>> Czytaj też: Banki liczą koszty spreadów. Rząd czeka na opinię KNF-u

W czwartek rzecznik KNF Łukasz Dajnowicz poinformował PAP, że wyliczenia KNF w sprawie prezydenckiego projektu, zakładającego zwrot spreadów frankowiczom zostały już dokonane i w najbliższym czasie zostaną przekazane do Sejm.

Także w komunikacie z ostatniego, wtorkowego posiedzenia KNF znalazła się informacja, że komisja zapoznała się z informacją na temat "skutków ustawy o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki".

W sierpniu projekt ten, zakładający zwrot frankowiczom spreadów, złożyła w Sejmie Kancelaria Prezydenta. Kancelaria szacowała wówczas, że koszty tej operacji dla banków wyniosą 3,6-4 mld zł.

Ze strony internetowej Sejmu wynika, że pierwsze czytanie prezydenckiego projektu odbędzie się na posiedzeniu, które rozpocznie się 19 października. Niedawno Przemysław Bryksa z Kancelarii Prezydenta, który koordynował prace nad tym projektem, mówił PAP, że twórcy projektu liczą, iż pierwsze czytanie w Sejmie odbędzie się jeszcze w październiku.

Zapewniał zarazem, że prezydent w tej chwili nie dokonuje żadnych korekt w swoim projekcie, choć jeśli w toku prac parlamentarnych pojawią się trafne uwagi do jakichś artykułów, nie można wykluczyć, że prezydent je uwzględni, akceptując poprawki lub nawet poprzez autopoprawkę.

Prezydencki projekt ma obejmować umowy kredytu zawarte od 1 lipca 2000 roku do wejścia w życie "ustawy antyspreadowej" (26 sierpnia 2011 roku). Dotyczyć ma konsumentów, a także te osoby prowadzące działalność gospodarczą, które nie dokonywały odpisów podatkowych w związku z kredytami.

Zwracane mają być spready pobierane w wysokości wyższej niż dopuszczalna. Za taką będzie uznana sytuacja, gdy np. bank naliczając spread ustalał kurs, różniący się więcej niż o 0,5 proc. od kursu kupna/sprzedaży waluty, określanego przez NBP. Spready będą zwracane od kredytu w wysokości maksymalnie do 350 tys. zł na jedną osobę. Mają być zwracane nawet wtedy, gdy umowa kredytu wygasła, została wypowiedziana lub kredyt został spłacony.

Konsumenci będą mieli pół roku od wejścia w życie ustawy na złożenie wniosku w banku o wysokość naliczanego spreadu. Banki będą musiały im odpowiedzieć w ciągu 30 dni. Potem kredytobiorcy będą mieli rok na złożenie wniosku o zwrot spreadu. Dochody z tytułu odzyskanego spreadu byłyby zwolnione z podatku dochodowego. W projekcie ustawy ocenia się, że koszty zwrotu spreadów wyniosą 3,6-4,0 mld zł.

W opinii przesłanej do prezydenckiego projektu Narodowy Bank Polski oszacował jednak, że koszty wdrożenia projektu mogą być nawet ponad dwa razy wyższe. Uznał, że poza bezpośrednim zwrotem spreadów dla klientów banki poniosłyby dodatkowo koszty operacyjne, zaangażowania pracowników i zmian operacyjnych.

Wątpliwości NBP budził też sposób wyznaczania wartości zwrotu spreadów, która została wyznaczona w walucie obcej, a nie w złotych. W ocenie NBP nie ma także uzasadnienia dla naliczenia połowy odsetek ustawowych od kwoty zwrotu spreadów, a wątpliwości budzi sposób określenia spreadu "referencyjnego", ponad który nadwyżkę bank musi zwrócić klientowi.

Jednak NBP, jak powiedział jego prezes Adam Glapiński, "podtrzymuje swój pozytywny stosunek odnośnie idei prezydenckiej ustawy dotyczącej kredytów walutowych i popiera projekt. Uwagi NBP do projektu mają charakter techniczny, a priorytetem NBP jest, aby koszt dla banków nie był nadmierny".

Projekt natomiast negatywnie oceniał Związek Banków Polskich, szacując, że koszt wdrożenia ustawy w zaproponowanej wersji, w zależności od wysokości stosowanych spreadów, wyniesie 7,7-14 mld zł.

Z innych pozycji prezydencki projekt krytykują frankowicze, skupieni m.in. w Stowarzyszeniu "Stop Bankowemu Bezprawiu" gdyż może zamykać prawo do dalszych roszczeń oraz zawiera zapisy, które mogą być uznane za niekonstytucyjne.

W połowie marca Komisja Nadzoru Finansowego negatywnie oceniła poprzedni prezydencki projekt ustawy.

>>> Czytaj też: Frank szwajcarski tańszy na dłużej? [ANALIZA]