Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w zeszłym roku 4277 zł i było o 3,8 proc. wyższe niż w roku poprzednim – podał wczoraj GUS. Siła nabywcza płac wzrosła więc – po uwzględnieniu deflacji – o 4,4 proc.
Przeciętne zatrudnienie 2001-2016 / Dziennik Gazeta Prawna
To nieco mniej niż w 2015 r., gdy realne wynagrodzenia zwiększyły się o 4,5 proc. – To zaskakujące, że wzrost płac był stosunkowo niski w sytuacji, gdy bezrobocie było najniższe od 1990 r. – ocenia ekonomista BZ WBK Piotr Bielski. Jego zdaniem przy sygnalizowanych przez przedsiębiorców kłopotach ze znalezieniem kandydatów do pracy podwyżki powinny być większe. – W skali całej gospodarki nie było silnej presji pracowników na wzrost płac, choć rosła ona z kwartału na kwartał – argumentuje główny ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.
Potwierdzają to dane z badań aktywności ekonomicznej ludności. Według nich w III kw. wśród prawie 16,3 mln pracujących osób zaledwie 170 tys. poszukiwało lepiej płatnej pracy. Ponadto przedsiębiorstwa mocno pilnowały kosztów, aby utrzymać swoją konkurencyjność. – Podwyżki płac były więc zbliżone do tempa wzrostu wydajności pracy – podkreśla Maliszewski.
Analitycy są przekonani, że w tym roku płace będą nadal rosły. Podwyżki mogą wynieść nominalnie ok. 5 proc. W dużym stopniu przesądzi o tym podniesienie od stycznia płacy minimalnej o 8,1 proc., do 2000 zł. Oczywiście podwyżki będą związane także z rosnącymi kłopotami pracodawców przy rekrutacji pracowników.
Wczoraj GUS poinformował również, że w ubiegłym roku zatrudnienie w przedsiębiorstwach wzrosło o 2,8 proc. (o 157 tys.), do niemal 5,8 mln. To efekt trzyprocentowego tempa rozwoju gospodarczego. W tym roku wzrost PKB ma przyspieszyć do ok. 3,5 proc. ⒸⓅ