: Obecna nowelizacja ustawy abonamentowej ma być prosta i skuteczna. Ma nam dać czas na przejście procedury notyfikacyjnej dla docelowej reformy. Uzgadniamy z ministerstwem finansów czy to będzie abonament płacony z podatkiem czy w inny sposób. Dysponujemy jednak analizą, że pobieranie 6-8 złotych razem z podatkiem PIT, CIT i KRUS, to najbardziej efektywny sposób.
Po to zaprosiliśmy wszystkich do konsultacji i daliśmy na to dwa tygodnie, żeby wysłuchać wszystkich argumentów. Weźmiemy je po uwagę.
Ustawa nie modyfikuje systemu, więc nie wymaga notyfikacji w Brukseli. Nowe przepisy mają ułatwić opłacanie abonamentu osobom korzystającym z usług telewizji płatnej, wprowadzają też mechanizm kontroli posiadania odbiorników przez te osoby.
Obowiązek rejestracji odbiorników nałożony jest na wszystkich ich posiadaczy niezależnie od sposobu korzystania z usług medialnych. Odbiornik musi więc być zarejestrowany zarówno przez osoby korzystające z usług telewizji płatnej, jak również odbiorców bezpłatnej telewizji naziemnej. Także przepisy dotyczące kontroli nie naruszają równości wobec prawa – kontroli poddani są wszyscy posiadacze odbiorników, różne są jedynie środki kontroli, które dostosowane są do sytuacji poszczególnych grup posiadaczy odbiorników.
Nowelizacja nie przysporzy dodatkowych obowiązków klientom dostawców telewizji płatnych. Wszyscy, którzy mają odbiorniki radiowe lub telewizyjne powinni opłacać abonament. Oferta programowa bezpłatnej telewizji naziemnej jest znacznie uboższa niż oferty dostawców telewizji płatnej. Porównania nie wytrzymują także dostępne na rynku polskim usługi VOD (wideo na życzenie). Poza tym część popularnych usług VOD jest dostępna jedynie dla osób, które jednocześnie korzystają z usług telewizji płatnej. Dlatego nie wydaje się, żeby po wejściu w życie ustawy nastąpił znaczący odpływ klientów telewizji płatnych.
Gdyby wszyscy klienci płatnych telewizji uiszczali abonament, to mielibyśmy do dyspozycji 1,34 mld złotych. Realnie, w pierwszym roku działania mamy nadzieję na dodatkowe 365 mln, w kolejnych na około dwa razy tyle.
Faktycznie do ściągnięcia jest tylko 10 proc. z tej sumy. Pół miliona wniosków o umorzenie długu wisi w KRRiT. Nie ma szans, żeby to szybko przetworzyć. Ściągalność zaległości wynosi obecnie 20 proc., a więc kwota 3 mld złotych to w rzeczywistości 600 mln złotych. Z czego poczta, za skuteczne ściągnięcie egzekucji, bierze połowę sumy - zostaje więc tylko 300 mln złotych.
Tak, dzięki abolicji koszty egzekucji spadną. Poza tym gdybyśmy aktywnie zaczęli ściągać zaległości, to wielu ludzi doprowadzilibyśmy do ruiny. Zaległości abonamentowe wpędziły ich w spirale zadłużenia, bo kary sięgają nawet 30-krotności miesięcznego abonamentu.
Absolutnie wszystkim, którzy zaczną płacić abonament po wejściu w życie noweli. Z dniem wejścia w życie nowelizacji stawiamy grubą kreskę. Zaległości będą liczone dopiero od tego momentu.
Liczę, że uda się to zrobić najpóźniej po wakacjach. Telewizja potrzebuje tej ustawy szybko.
Konferencje prasowe mają zawsze wymiar public relations. TVP nie może patrzeć w przyszłość z pewnością, rozwijać się, inwestować. Nie przesadzałbym jednak z tą arcytrudną sytuacją finansową. Na pewno ta ustawa, gdy tylko wyjdzie z ministerstwa, to stanie się dla TVP zabezpieczeniem, gwarantem dla BGK do tego, by móc udzielić telewizji dalszej pomocy.
To nieprawda. Jeszcze do tego nie doszło. A poza tym podwyżka będzie wynikała ze zmiany prawa. Na starych zasadach prezes TVP zarabiał sześciokrotność miesięcznej pensji. Nowa ustawa o wynagrodzeniach w spółkach określiła wyższe widełki - dla takiej spółki jak TVP wynoszą one od siedmiokrotności do czternastokrotności przeciętnego wynagrodzenia. Rada nadzorcza ma na dostosowanie pensji prezesa czas do połowy roku. Musi co najmniej podnieść ją o wysokość przeciętnej krajowej. Rada Nadzorcza otrzymała od Walnego Zgromadzenia rekomendację, by nie stosowała najwyższego możliwego mnożnika. Osobiście uważam, że jeśli ktoś mówi o trudnej sytuacji finansowej spółki, to niewłaściwym ruchem jest podnoszenie pensji zarządowi, zwłaszcza, gdy w firmie trwa program dobrowolnych odejść. Warto tutaj dodać, że zmieniają się również warunki zatrudnienia prezesa, z dosyć wygodnej umowy o pracę, będzie musiał przejść na kontrakt menadżerski.
Jeśli zwiększą się dochody, to Walne Zgromadzenie może spróbować wpłynąć na spółki i zmodyfikować strukturę dochodów.
Obecny rząd jest bardzo tożsamościowym ugrupowaniem, nam zależy na misyjności. Ale finansowanie kultury wyższej to może nie jest argument nośny w społeczeństwie. Trzeba jednak podkreślać, że misyjność to także sport, jak choćby piłka nożna, olimpiady. Ludzie chcą oglądać mecze polskiej reprezentacji piłki nożnej czy skoki narciarskie, a przecież licencje sportowe są strasznie drogie. Na to idą duże pieniądze.
Pamiętam, jak była zapraszana do współpracy dziennikarka z „Gazety Wyborczej” i nie chciała mieć programu w TVP.
Dużo osób spoza prawicy wypowiada się w TVP w charakterze komentatorów czy ekspertów. Bartosza Węglarczyka czy Pawła Wrońskiego trudno posądzać o sympatie dla obecnego rządu. Wielu ludzi się obraża na telewizję, odwraca się do niej plecami i nie chce przychodzić celowo wspierając przekaz „nas tu nie ma”.
Sam wywodzę się Fundacji Republikańskiej i wiem jak wydawane są w takich organizacjach pieniądze. Myślę, że problem z materiałami o organizacjach pozarządowych był nie tyle polityczny, ale wynikał z nieznajomości materii. Dziennikarze wykazali się niezrozumieniem tematu.
Unikałbym słowa propaganda. Wielu ludzi przyzwyczaiło się do narracji prowadzonej przez ostatnie lata. Gdy narracja się zmieniła to nagle przylepiają jej łatkę propagandy. Do niedawna pokazywało się tylko jedną wersję rzeczywistości. Na przykład niemieckie media ukrywały masę wiadomości. Polskie media publiczne jej nie ukrywają i mówią o tym wprost, ale w odpowiedzi słyszymy, że robią nagonkę na migrantów.
Poza tym nie ma czegoś takiego jak obiektywizm. Postrzeganie świata może być co najwyżej intersubiektywne. Media powinny być bezstronne.
Jeśli pozbywa się telewizora to wystarczy, że go wyrejestruje. Jeśli nie miał wcześniej zarejestrowanego odbiornika, to nie musi robić nic.
Klienci kablówek czy platform mają dostęp do telewizji publicznej, bo TVP jest w ofercie wszystkich operatorów. I za to należy zapłacić. Pamiętajmy, że abonament to nie jest podatek, ale składka na dobro publiczne. Telewizja to nie tylko programy informacyjne, to także wspomniany sport, filmy, które nie są przerywane reklamami, czy Sylwester, który oglądało 6 mln ludzi. TVP pokazuje również takie programy, które nie odniosłyby sukcesu komercyjnego, a są ważne i wartościowe, np. Teatr Telewizji.
Abonament jest gwarancją że przekaz TVP nie będzie kształtowany przez polityków ani międzynarodowe korporacje, które chcą wpływać na nasze zachowania konsumenckie. Gdyby abonament zastąpić dotacją budżetową, to co roku przy okazji uchwalania ustawy budżetowej można byłoby wywierać wpływ na władze TVP, żeby robiły to czy tamto, z drugiej strony finansowanie wyłącznie komercyjne doprowadzi do tego, że publiczny nadawca będzie dostosowywał swój program do wymagań reklamodawców.
Ministerstwo Kultury pracuje nad tym by zagwarantować jak największy poziom niezależności mediów, nie tylko od polityków, ale również od korporacji, m.in. dlatego media finansowane są z abonamentu a nie bezpośrednio z budżetu państwa. W Radzie Mediów Narodowych zasiadają politycy, ale z różnych opcji politycznych, grunt, żeby był zachowany pluralizm.
RMN powstała na mocy ustawy. Nic mi nie wiadomo, żeby miała zostać zlikwidowana. Acz rzeczywiście ostatnie wydarzenie są dla niej… niefortunne.
Nie repolonizacja, a dekoncentracja kapitału. To nie jest widzimisię polskiego rządu, żeby nagle regulować rynek mediów. W wielu krajach UE takie przepisy działają. Skłaniamy się do tego, by wypełnić rekomendacje różnych organów unijnych - jest rozporządzenie Rady z artykułem pozwalającym państwom członkowskim na zastosowanie dodatkowych mechanizmów zabezpieczających ochronę pluralizmu w mediach.
Kapitał nie zawsze jest wyznacznikiem siły mediów i ich wpływu na opinię publiczną. Musimy najpierw zobaczyć, jak wygląda nasz rynek, ile działa na nim podmiotów, jak się krzyżują ich wpływy na różnych rynkach - telewizyjnym, radiowym, internetowym. Analizujemy temat.
Najważniejsze pytanie brzmi: kto będzie tego pilnował? KRRiT jest organem konstytucyjnym, dedykowanym radiu i telewizji. Nie zajmuje się prasą. Jeśli mielibyśmy nadać KRRiT nowe kompetencje musielibyśmy zmieniać konstytucję. Może więc kompetencje dotyczące gazet powinien przejąć UKE, a może UOKIK? Za wcześnie, by o tym przesądzać.
Nie chciałbym deklarować, rozwiązania jakiego kraju bierzemy za wzór.
Za wcześnie, by o tym mówić. Trwają analizy tej sytuacji.
Poprosiłem departament odpowiedzialny merytorycznie za ten odcinek o harmonogram koniecznych ustaw, jakie musimy wdrożyć, z uwzględnieniem projektu dekoncentracyjnego w dwóch koncepcjach. To jest trudna legislacja, wymaga szeregu konsultacji. Nie chcemy robić krzywdy rynkowi, priorytetem jest dla nas pilnowanie interesu narodowego. Chodzi o to, by obywatele mieli pewność, że znajdą obiektywną informację w oparciu o różne źródła, a nie będą w polu jednego dostawcy treści.
Na razie nie ma. Ale nie chodzi o to, by leczyć chorobę, ale by jej zapobiegać.
>>> Polecamy: Rząd ma nowy pomysł na ściągnięcie abonamentu RTV. Operatorzy przekażą nasze dane
