Obowiązek mówienia po francusku na budowach to dyskryminacja. Sąd unieważnił uchwałę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 grudnia 2017, 11:08
praca pracownik budowa
Praca na budowie/ShutterStock
Wymaganie znajomości języka francuskiego od pracowników budowlanych jest posunięciem dyskryminacyjnym – orzekł w środę sąd administracyjny w Lyonie, odnosząc się do tzw. klauzuli Moliera.

nazywa się we Francji rozporządzenie, na którego podstawie na budowach prowadzonych na zamówienie instytucji publicznych pracownicy mówić lub mieć tłumacza, i to przysięgłego.

Rada regionu Owernia-Rodan-Alpy uchwaliła w lutym br. , których jest zleceniodawcą. Jako powód narzucenia klauzuli Rada podała "ochronę i bezpieczeństwo pracowników". Przewodniczącym Rady jest Laurent Wauquiez, wybrany w zeszłym tygodniu na szefa prawicowej partii Republikanie.

Radni opozycyjni oraz prefekt zaskarżyli uchwałę do sądu administracyjnego, który orzekł, że jej celem nie jest bezpieczeństwo pracowników, ale uniemożliwienie zatrudniania pracowników delegowanych, co "sprzeczne jest z zasadą swobodnego dostępu i równego traktowania kandydatów do wykonania zamówień publicznych".

Podając sprawę do sądu, prefekt podkreślał, że rozporządzenie stwarza ryzyko dyskryminacji "z powodu narodowości kandydatów".

Francuska europosłanka z partii Republikanie Elisabeth Morin-Chartier wyraziła zadowolenia z decyzji lyońskiego sądu. "Klauzula ta sprzeczna jest ze wszystkimi naszymi zobowiązaniami europejskimi i gwarancją swobody przemieszczania się obywateli i pracowników" - oceniła. Według niej "klauzula stanowi niebezpieczeństwo dla 200 tys. francuskich pracowników delegowanych, od których goszczące je kraje mogłyby, w ramach retorsji, wymagać znajomości lokalnego języka".

Michel Tudal, przedsiębiorca budowlany z Vienne nad Rodanem, powiedział w czwartek PAP, że zatrudnia "doskonałych fachowców z Polski, którzy świetnie wiedzą, co mają robić i żadnych tłumaczy nie potrzebują". "Natomiast gdybym zatrudniał Francuzów, to potrzebowałbym nauczycieli, bo wykwalifikowanych sił nie znajduję" - dodał.

Opozycja w Radzie regionu Owerni-Rodanu-Alp podkreśla, że pragnie walczyć z "", ale twierdzi, że "problemu nie da się rozwiązać w regionie; wymaga on podjęcia wszechstronnego wysiłku i pracy na poziomie europejskim".

Rada zapowiedziała zaś apelację, dodając, że "nie ma zamiaru wycofać się w tej zasadniczej dla zatrudnienia na naszym terytorium sprawie".

Owernia-Rodan-Alpy nie jest wyjątkiem w kwestii zarządzenia klauzuli Moliera – podkreśla komentator ekonomiczny telewizji BFM, przypominając, że podobne decyzje podjęło już kilka innych regionów oraz liczne rady departamentalne.

Na początku grudnia Rada Stanu, najwyższy organ sądownictwa administracyjnego we Francji, za zgodne z prawem uznała uchwalone przez region Kraj Loary wymaganie obecności tłumacza.

Według dziennika "Le Monde" "wszyscy jako pretekstu używają sprawy bezpieczeństwa na budowach, ale nie ukrywają, że chcą zagrodzić drogę pracownikom delegowanym z innych krajów UE".

>>> Czytaj też: Na niektóre firmy władze francuskie wywierają naciski, aby nie kupowały od polskich przedsiębiorstw [WYWIAD]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj