Jak to, wydałem trzy płyty.
Czasem się martwię.
Ale ja nie czuję, żeby moja wolność była zagrożona, żeby zagrożona była demokracja, podstawowe swobody, więc dlaczego miałbym się angażować?
Ale przecież ta narracja jest zawsze ta sama, tyko autorzy zamienili się miejscami. Dam ci przykład: tuż przed zwycięstwem PiS w wyborach udzieliłem bardzo długiego wywiadu „Gazecie Wyborczej”, rozmawiał ze mną Wojciech Czuchnowski z kimś jeszcze...
Bo się nigdy nie ukazał. Zupełnie nie wiem dlaczego.
Widocznie. Pamiętam pytanie: „Co można sądzić o partii, która nie uznaje demokratycznych wyborów i wyprowadza na ulicę ludzi, by protestowali przeciwko legalnie wybranym władzom?”. I to było, przypominam, kiedy jeszcze rządziła nami jaśnie oświecona Platforma Obywatelska do spółki z PSL ukochanym. A teraz? Ta sama gazeta namawia, by wyjść na demonstracje.
A z drugiej, pisowskiej strony słyszę tę samą gadkę, którą wtedy słyszałem z ust Platformy. Przecież to aberracja.
Ja w tym nie chcę uczestniczyć. Zresztą nikt nie słucha drugiej strony, tylko monologuje, i mam tego serdecznie dość.
Ktoś mi mówił, że w Szwajcarii 75 proc. ludzi nie wie, jak się nazywa ich prezydent, i ja chciałbym tego samego. Chciałbym, żeby żadna władza nie wpier...a mi się w moje prywatne życie.
W moje życie PiS nie ingeruje bardziej, niż ingerowała Platforma, tu się nic nie zmieniło.
Ludzie, choćby mój syn, mają 500 plus, a ja mam swoje 40 tys. plus, bo tyle rocznie oddał mi PiS z tego, co mi Platforma zabrała, ograniczając koszty uzyskania przychodu. Oczywiście można dyskutować, czy my zasługujemy na tę ulgę podatkową, ale skoro ją przywrócono, to dlaczego mam się nie cieszyć?
Zdecydowanie nie mam poczucia, by ktoś likwidował wolne sądy, by nie było już w Polsce sprawiedliwości. Myślę tak zwłaszcza po lekturze „Polska odwraca oczy”, książki Justyny Kopińskiej, zresztą dziennikarki „Gazety Wyborczej”. Ona opisała, jak naprawdę działał wymiar sprawiedliwości w wolnej Polsce. To wszystko, delikatnie mówiąc, nie było w porządku.
Ja tu się mogę podpisać pod słowami mojego przyjaciela, prokuratora Jarka Dusia: „Dajmy im spróbować”. Jeśli się nie uda, to trudno, ale gorzej naprawdę być nie może. I ja też tak uważam.
Od teraz?
Nie czytam i nie oglądam, mówiłem ci, że mam tego dosyć. Ja nie opiewam sukcesów dobrej zmiany, ale naprawdę nie widzę, by pozycja Polski, by sytuacja tutaj była dużo gorsza niż za poprzedniej władzy.
>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.
