Ja nie. Głosuję w wyborach, jasne, ale się nie angażuję.
Nie dzieje się nic takiego, co miałoby mnie przerażać, martwić. Ani moja wolność nie jest zagrożona, ani żadne swobody. Moich tekstów nikt nie chce cenzurować, więc nie.
Równomiernie. Muzycy rockowi mają tantiemy z radia, nas nie grają, ale za to lepiej sprzedajemy płyty. Tak samo bilety – to my jesteśmy głównym nurtem, choć nas nie ma na dożynkach.
Pomaga mi to, że sam jestem wydawcą swoich płyt.
Si, señor Mazurek. Jestem biznesmenem, płacę podatki, ZUS, wszystko…
Pojedyncze ciuchy, ale nie mogę się temu poświęcić, bo doba jest ograniczona i mam inne sprawy. Czas nie jest z gumy.
Tak, za muzykę odpowiadają producenci, a ja piszę teksty i potem je melorecytuję, staram się podśpiewywać. Nigdy nie nazywam się muzykiem, tylko raperem. Ale czy tekst w rapie jest ważniejszy niż w rocku czy w popie? Nie wiem.
Myślę, że wiele osób się utożsamia. Jedno, co różni rap od popu czy rocka, to fakt, że na pewno nie jesteśmy muzyką tła, muzyką towarzyszącą, dlatego właściwie nie ma nas w radiu.
Bo to muzyka, która wymusza uwagę, koncentrację.
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
