Dr Kaliszuk: Amerykańskie cła są jak odcięta głowa konia z "Ojca chrzestnego". Trump chce nastraszyć świat [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 marca 2018, 18:29
Trump USA autor rogistok
Trump USA fot. rogistok/ShutterStock
Chiny, UE, Kanada, Meksyk – wszyscy dostali od Donalda Trumpa, jak w „Ojcu chrzestnym”, odciętą głowę konia. To ostrzeżenie, by traktować go poważniej - mówi w wywiadzie dr Ewa Kaliszuk, profesor Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur z Państwowego Instytutu Badawczego, wieloletnia kierownik Zakładu Integracji Europejskiej w tym instytucie, redaktor naczelna dwumiesięcznka „Unia Europejska.pl".
3290476-dr-ewa-kaliszuk-profesor-instytutu.jpg
dr Ewa Kaliszuk profesor Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur – Państwowego Instytutu Badawczego, wieloletnia kierownik Zakładu Integracji Europejskiej w tym instytucie, redaktor naczelna dwumiesięcznka „Unia Europejska.pl” fot. materiały prasowe

Na rynku stali problemy są od lat. Jest ona produktem szczególnym, bo wykorzystywanym głównie w przemyśle stoczniowym czy zbrojeniowym, więc każdy kraj chce ją wytwarzać ze względu na własne interesy i bezpieczeństwo. Po drugie, jej produkcję jest trudno ograniczyć w przypadku osłabienia koniunktury. I w związku z tym – po trzecie – konkuruje się ceną. To dlatego często kraje oskarżają się o dumping, bo problemy z nadprodukcją stali są niemal od zawsze. Ale faktem jest, że Amerykanie, głównie z tzw. pasa rdzy, czyli północno-wschodnich stanów, odczuwają skutki globalizacji i związanego z tym zubożenia. Prezydent obiecał im poprawę sytuacji i teraz spełnia obietnice wyborcze.

Myślę, że to jest jeszcze inna sytuacja, a kluczem do jej zrozumienia są relacje amerykańsko-chińskie. Wprawdzie Państwo Środka dostarcza tylko 2 proc. importowanej do USA stali, ale chodzi o to, żeby zredukowało nadmierne moce produkcyjne – wytwarza ono miesięcznie niemal tyle stali, ile Ameryka rocznie. Dostarcza zaś tak mało, bo import chińskiej stali już podlega w USA wysokim cłom antydumpingowym. Amerykanie zarzucają Pekinowi, że wspiera przemysł na różne sposoby: umarza długi czy wyznacza luźniejsze wymogi środowiskowe. Chińczycy tych „grzechów” się nie wypierają, ale niewiele robią, bo boją się napięć społecznych. Więc zamykają jedne zakłady, lecz otwierają nowe. A Amerykanie lubią – jak mówią – grać na boisku, na którym wszyscy mają równe szanse. Uważają, że to Pekin rozpoczął tę gospodarczą konfrontację, a oni tylko reagują na sytuację. W raporcie Global Trade Alert z 2017 r. londyńskiego Centrum Badań Polityki Gospodarczej (CEPR), które monitoruje państwowy interwencjonizm, policzono, że różne kraje stosowały ponad 2,4 tys. środków godzących w interesy handlowe USA.


>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj