Ekspertka: naloty w Syrii były sygnałem dla rządu Asada

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 kwietnia 2018, 13:43
Naloty w Syrii były sygnałem dla rządu Baszara el-Asada, że nie może wykorzystywać broni masowego rażenia przeciw własnej ludności; nadmierne osłabienie reżimu el-Asada nie jest jednak obecnie celem Zachodu - mówi PAP ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego dr Beata Górka-Winter.

Górka-Winter podkreśliła, że odwetowe naloty koalicji amerykańsko-brytyjsko-francuskiej na cele w Syrii był atakiem przeprowadzonym z chirurgiczną precyzją na instalacje, gdzie mogła znajdować się broń chemiczna.

"Chodziło o to, aby dać sygnał, że rząd Asada nie może wykorzystywać broni chemicznej przeciwko własnej ludności i to zostało wyraźnie pokazane" - oceniła.

Zdaniem ekspertki nadmierne osłabienie reżimu Baszara el-Asada nie jest obecnie celem Zachodu, bo oznaczałoby "wsparcie różnego rodzaju rebeliantów, czyli zachwianie jakiegoś układu sił", które zajęłyby miejsce wojsk rządowych. Wskazała, że do takiej sytuacji doszło m.in. po interwencji w Libii, gdzie "po zniszczeniu wojsk sił rządowych" ich miejsce zajęły ugrupowania, które było jeszcze trudniej kontrolować.

Górka-Winter zaznaczyła, że obecnie trudno ocenić, jak rozwinie się sytuacja w Syrii, zaś w dużej mierze będzie to zależało od tego, czy kraje Zachodu chcą jedynie pozbawić Asada potencjału szkodzenia własnej ludności, czy planują zmianę rządu w Syrii. "Na razie nie wydaje się, żeby taki plan istniał dlatego, że w grę wchodzą silne interesy rosyjskie" - oceniła.

Według ekspertki wiele wskazuje na to, że atak był pozorowany, "tzn., że nie było wątpliwości co do czasu, kiedy nastąpi". Jak dodała, był on najprawdopodobniej przeprowadzony w porozumieniu z Rosją.

"Przeprowadzenie tego ataku bez porozumienia przynajmniej z Rosją mogłoby spowodować dużą eskalację (...). Rosja w Syrii ma swoje interesy, chodzi o dostęp do Morza Śródziemnego, porty morskie, więc walka z tymi interesami mogłaby oznaczać zaangażowanie się w konflikt militarny na dłużej. Byłby to konflikt między państwami, w którym moglibyśmy się spodziewać efektu domina, czyli sytuacji bardzo groźnej dla międzynarodowej stabilności i pokoju" - powiedziała dr Beata Górka-Winter.

Połączone siły lotnictwa amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego przeprowadziły w sobotę nad ranem serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej podczas ataku 7 kwietnia w mieście Duma we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku. O ten atak chemiczny kraje zachodnie oskarżają armię prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Koalicja zbombardowała obiekty w Damaszku i na zachód od miasta Hims.

Prezydent USA Donald Trump, informując o ostrzałach, powiedział m.in., że naloty odwetowe są konsekwencją niedotrzymania przez Rosję danego słowa w sprawie likwidacji broni chemicznej w Syrii. "Nie byłoby ich, gdyby Rosja nie poniosła porażki w swych planach powstrzymania Asada przed sięgnięciem po broń chemiczną" - zaznaczył Trump.(PAP)

autor: Marcin Chomiuk

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj