"Nie czekajmy, nie bójmy się, nie bądźmy słabi, nie bądźmy podzieleni" – apelował w czwartek Macron w przemówieniu z okazji przyznania mu nagrody Karola Wielkiego. Francuskie media piszą następnego dnia o "imperatywach kategorycznych" prezydenta Francji, a dziennik "Le Monde" nazywa te wezwania "przykazaniami".

Większość komentatorów wątpi jednak w skuteczność nawoływań szefa francuskiego państwa. Przede wszystkim dlatego, że pierwszym ich adresatem są Niemcy, gdzie - jak pisze Cecile Ducourtieux na łamach "Le Monde" - "pogrzebano już (jego) propozycje dla strefy euro", takie jak "+superminister+ finansów i parlament". "Pozostaje idea specjalnego budżetu strefy euro, ale (niemiecki) minister finansów Olaf Scholz nie jest entuzjastą" tego pomysłu.

Komentatorka podkreśla, że "kanclerz (Angela Merkel), choć chwaliła +urok+ i +zdolności+ francuskiego prezydenta", to w najmniejszym stopniu nie odpowiedziała na jego propozycje. "Kładła natomiast nacisk na niemieckie priorytety: migrację i transformację cyfrową".

Reklama

Zdaniem paryskich komentatorów przywódcy Francji i Niemiec są najbliżsi porozumienia w kwestii europejskiej polityki zagranicznej. W piątek często cytowano wypowiedzi Macrona o tym, że "nikt poza nami nie będzie decydował o naszej polityce handlowej" i że "dokonaliśmy wyboru i chcemy budować pokój na Bliskim Wschodzie". Przytaczano też fragment wypowiedzi kanclerz Merkel, że "UE sama ma decydować o swym przeznaczeniu" oraz ostrzeżenie, że na Bliskim Wschodzie "to kwestia wojny albo pokoju"; Merkel wzywała też do "wzmożenia wysiłków na rzecz politycznego uregulowania w Syrii".

Według dziennika "Liberation" w reakcji na "płomienną wypowiedź" Macrona kanclerz Merkel wykazała swą "legendarną trzeźwość". "Nie zatrzasnęła drzwi i nie wyraziła zasadniczej zgody" – zauważa korespondent gazety Alain Auffray. I tłumaczy, że "jej dobre intencje są wystarczająco mgliste, by nikomu nie nadepnąć na odcisk".

Paryski korespondent włoskiego dziennika "Corriere della Sera" Massimo Nava zauważył w radiowej debacie, że "komentowanie każdego wykrzyknika" w przemówieniu Macrona jest bardzo charakterystyczne dla "czysto werbalnej kultury francuskiej", w której "słowa traktuje się jak czyny".

Komentatorzy nad Sekwaną zwracają też uwagę na brak odzewu innych krajów w sprawie reform proponowanych przez prezydenta Francji. "Le Monde” wyraża nawet obawy "o wiarygodność" francuskiego prezydenta. Jego "zapał do obrony Europy bardzo wysoko ceniony jest w Brukseli", ale gdzie indziej "jest on nadzwyczaj samotny ze swym programem reform" – pisze Ducourtieux.

"Na północy Irlandczycy i Holendrzy wcielają się w nowych +Brytyjczyków+ i nie chcą ani nowego podatku cyfrowego, ani zwiększenia budżetu Unii. Na południu Włosi mogą sobie sprawić eurosceptyczny rząd populistyczny. Na wschodzie stolice mają inne priorytety albo rozwijają niepokojące narracje antybrukselskie (...)" - wskazuje "Le Monde".

Jak podsumowuje Alexis Feertchak w "Le Figaro", nagroda Karola Wielkiego dla Macrona, tak samo jak i jego przemówienie, "wyglądają raczej na dodawanie sobie odwagi (...), gdyż bilans działania prezydenta wciąż jest słaby".

>>> Czytaj też: Polska – państwo bez mózgu? Jesteśmy świadkami samobójczej autodestrukcji [WYWIAD]