Trump nie zabrał do Singapuru doradcy ds. nauki, bo go nie ma

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 czerwca 2018, 20:36
Donald Trump
Donald Trump/ShutterStock
Donald Trump nie zabrał na spotkanie z przywódcą Korei Północnej w Singapurze doradcy naukowego, ponieważ ... jest pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych od 1941 r., który takiego doradcy nie mianował.

“Wydaje mi się, że po drugiej wojnie światowej nie było okresu, kiedy podczas takich istotnych negocjacji jak te, których tematem jest broń atomowa, nie byłoby naukowca, który pomógłby prezydentowi przebić się przez taki gąszcz (problemów - PAP)" - powiedział cytowany na łamach dziennika "The New York Times" Michael Oppenheimer, profesor nauk o Ziemi i spraw międzynarodowych Uniwersytetu Princeton.

Stanowisko prezydenckiego doradcy ds. nauki zostało stworzone w okresie drugiej wojny światowej, aby amerykański prezydent miał specjalistę potrafiącego wyjaśnić mu skomplikowane zagadnienia naukowe związane z prowadzeniem wojny, od fizyki atomowej do epidemiologii.

Trump, który nie przepada za intelektualistami, uważa, że podczas negocjacji z Kim Dzong Unem wystarczy mu jego instynkt i doświadczenie w negocjacjach, jakie zdobył, kiedy był biznesmenem.

Odmiennego zdania są byli i obecni amerykańscy negocjatorzy, którzy uważają, że brak w amerykańskiej delegacji na rozmowy w Singapurze doradcy naukowego pozbawia prezydenta ważnego atutu podczas negocjacji z północnokoreańskim przywódcą.

"Wysokiej rangi doradca naukowy jest niezbędny przy (negocjacyjnym - PAP) stole" - powiedział Nicholas Burns, były rzecznik Departamentu Stanu i m.in. negocjator porozumienia z Indiami o pracach nad pokojowym wykorzystaniem energii atomowej. " Z pewnością druga strona będzie miała (takiego doradcę - PAP)" - dodał Burns cytowany w sobotę przez "NYT".

Podobnego zdania jest Siegfried Hecker, były dyrektor Laboratorium Narodowego w Los Alamos w stanie Nowy Meksyk i ekspert w dziedzinie programów nuklearnych Korei Północnej, którego zdaniem północnokoreańscy naukowcy "są bardzo kompetentni".

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Garrett Marquis zapytany przez dziennikarza nowojorskiej gazety o nieobsadzone w Białym Domu stanowisko doradcy naukowego zapewnił, że “wielu doradców prezydenta ma wysokie stopnie naukowe i pracowało nad tymi skomplikowanymi zagadnieniami zarówno w rządzie federalnym, jak i poza rządem".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj