Prezydent USA Donald Trump i przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un spotkali się we wtorek na szczycie w Singapurze, gdzie we wspólnym oświadczeniu Kim zobowiązał się do starań o "całkowitą denuklearyzację" Półwyspu Koreańskiego, a Trump do udzielenia KRLD gwarancji bezpieczeństwa. W treści dokumentu nie sprecyzowano jednak, o jakie gwarancje chodzi, ani nie podano harmonogramu likwidacji północnokoreańskiego arsenału jądrowego.

"Jedyny konkretny punkt wspólnego oświadczenia Trumpa i Kima to punkt mówiący o +zobowiązaniu się USA i KRLD do odzyskania szczątków jeńców wojennych/ zaginionych w akcji, w tym do bezzwłocznej repatriacji szczątków osób już zidentyfikowanych+" - wskazał Levy, który jest adiunktem Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN. "Z innych deklaracji nic konkretnego nie wynika" - ocenił. "Chociaż (...) takie teksty zwykle mają charakter bardzo ogólny" - dodał.

Reklama

Według niego "można by było oczekiwać, że np. Korea Północna udostępni tereny (podlegające denuklearyzacji) inspektorom międzynarodowym", ale konkretów w tej sprawie brak.

Levy zauważył, że "dokładnie przed 25 laty", 11 czerwca 1993 roku w Nowym Jorku, "USA podpisały porozumienie z Koreą Północną, w którym była mowa o denuklearyzacji". W tamtym wspólnym oświadczeniu znalazł się zapis mówiący o "zapewnieniu ochrony przed zagrożeniem i użyciem siły, w tym broni jądrowej", o "pokoju i bezpieczeństwie na wolnym od broni nuklearnej Półwyspie Koreańskim", a także o "wsparciu dla pokojowego zjednoczenia Korei".

Rozmówca PAP uważa, że obecny ewentualny "proces denuklearyzacji potrwa bardzo długo", a "gospodarka północnokoreańska nie wytrzyma dłużej jak rok pod presją sankcji nałożonych na reżim" w Pjongjangu. "Według mnie mamy tu do czynienia z paradoksem: z jednej strony USA bardzo szybko chcą realizować denuklearyzację Korei Północnej, a z drugiej strony sankcje są utrzymywane" - wskazał Levy. Prezydent Trump zapowiedział na konferencji prasowej, po podpisaniu wspólnego dokumentu w Singapurze, że sankcje gospodarcze na Koreę Północną pozostaną w mocy.

Ekspert tłumaczył, dlaczego "denuklearyzacja może potrwać bardzo długo". "Po pierwsze, polega ona na zamknięciu tuneli, z których zostały wykonane próby rakiet balistycznych, a wiemy, że nie wszystkie tunele zostały zniszczone. Po drugie, chodzi o to, że trzeba przebadać cały obszar Korei Północnej, gdzie odbyły się próby jądrowe, czyli północno-wschodnią część kraju. Po trzecie, chodzi o dostęp do rakiet balistycznych, które jeszcze są w Korei Północnej (...). To wszystko może potrwać" - wyjaśnił Levy.

Analityk zwrócił uwagę na "bardzo specyficzną relację między Chinami a Korea Północną". "Historia pokazuje, że Chiny dążą do podtrzymania reżimu w Korei Północnej" - wskazał Levy. W tym kontekście mówił m.in. o niedawnym pierwszym szczycie Chiny-Korea Płn., "który miał na celu (...) dać nowy impuls relacjom chińsko-północnokoreańskim". "Podczas drugiego szczytu Kim Dzong Un dowiedział się, że Chiny nie zostawią Korei Płn." - dodał Levy.

"Sam fakt, że Kim Dzong Un przyleciał do Singapuru samolotem chińskim pokazuje, jak władze Chin są bliskie Korei Płn. Północni Koreańczycy korzystali z chińskiej przestrzeni powietrznej, a w Singapurze wylądowały trzy samoloty: dwa północnokoreańskie i jeden chiński. Przecież Kim Dzong Un też mógł polecieć samolotem północnokoreańskim, a nie chińskim" - zauważył ekspert.

Zaznaczył jednocześnie, że "póki co władze Chin, służby celne przestrzegają sankcji nałożonych na Koreę Północą". "Ale puszczają też przez swoje terytorium uchodźców z Korei Północnej" - zastrzegł. "Mamy też informacje, że handel owoców morza między Koreą Północną a Chinami znów został wznowiony, a jest to ważny sektor dla gospodarki północnokoreańskiej" - dodał Levy. Ekspert nie wykluczył, że w najbliższej przyszłości może dość do szczytu Chiny-Korea Płn.

Nicolas Levy jest adiunktem Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych Polskiej Akademii Nauk; jest absolwentem ekonomii na Uniwersytecie Paris X Nanterre we Francji. Napisał siedem książek o Półwyspie Koreańskim. Jest ekspertem ośrodka analitycznego Centrum Studiów Polska-Azja; publikuje na portalu tego think tanku. (PAP)