Takie ryzyko niesie ze sobą wchodząca od przyszłego roku w życie ustawa umożliwiająca na preferencyjnych warunkach przekształcenie użytkowania wieczystego gruntów we własność. Z opcji tej automatycznie skorzystają, prócz zwykłych Kowalskich, także deweloperzy, którzy dopiero wchodzą na plac budowy. W przypadku zajętych przez nich gruntów do uwłaszczenia dojdzie w chwili oddania bloku do użytkowania.

To, co na pierwszy rzut oka wygląda jak przywilej dla inwestorów, przez nieprecyzyjne przepisy może okazać się dotkliwym finansowo ciosem. Zwłaszcza dla firm, które realizują przedsięwzięcia w dużych miastach, gdzie działki budowlane są najdroższe. Przekształcenie we własność na ulgowych warunkach to bowiem forma publicznej pomocy dla inwestora. Takie wsparcie nie powinno przekroczyć 200 tys. euro. Jeżeli tak się stanie, to deweloper będzie musiał Skarbowi Państwa zapłacić odpowiednią nadwyżkę.

Problem w tym, że trwa spór o sposób jej wyliczania. – Może się zdarzyć tak, że inwestorzy, którzy dziś budują mieszkania, musieliby de facto drugi raz zapłacić za działkę, którą przecież już raz kupili – alarmował Konrad Płochocki z Polskiego Związku Firm Deweloperskich na niedawnym kongresie mieszkaniowym. Jacek Bielecki, doradca państwowego inwestora BGK Nieruchomości, ocenił z kolei, że jeśli czytać ustawę uwłaszczeniową literalnie, to jej skutki mogą być „bardzo groźne i niebezpieczne” dla firm.

Wstępne szacunki UOKiK dokonane na prośbę BGK Nieruchomości pokazują, że jeśli działka w użytkowaniu wieczystym była wyceniona na 6 mln zł, to po uwłaszczeniu deweloper musiałby wpłacić do kasy państwowej dodatkowe 4 mln zł. – Załóżmy, że grunt to 20 proc. w cenie mieszkania. Jeśli firmom przyjdzie zapłacić tyle drugi raz, to sobie z tym nie poradzą. Musiałyby podnieść ceny lokali – powiedział Płochocki. Resort rozwoju tonuje nastroje, zapewniając, że obawy firm są na wyrost, a ich interpretacja nowego prawa – błędna.

>>> Polecamy: Falę zwrotów kamienic można było zahamować? Prezydent Warszawy zlekceważyła Sąd Najwyższy