Powiedzieć, że między liderami PiS a Patrykiem Jakim zapanował chłód, to nic nie powiedzieć. Jaki, który niedawno w wyborczym geście wystąpił z Solidarnej Polski, od wczoraj jest formalnie bezpartyjny. Wieczory wyborcze PiS i Jakiego odbywały się w różnych miejscach; do porażki w Warszawie nie odniósł się ani Jarosław Kaczyński, ani Mateusz Morawiecki. Żadnych podziękowań, żadnego „nic się nie stało”, okruchy informacji w prorządowej TVP. Cisza. Co dalej z rozliczaniem reprywatyzacyjnej afery?

– Nie wiem – przyznaje z rozbrajającą szczerością jeden z członków komisji weryfikacyjnej. Ci, z którymi rozmawialiśmy, nie chcą wypowiadać się oficjalnie. Sam Patryk Jaki zaś był wczoraj nieuchwytny.

Co dalej z komisją weryfikacyjną, której przewodniczy Patryk Jaki, nie wiedzą też przy Nowogrodzkiej.

– Wydawało się, że była politycznie opłacalna. Okazało się inaczej. Rozliczyć aferę trzeba, ale chyba nie wymaga to rzeszy polityków ani telewizyjnych kamer. Weryfikować działalność ratusza mógłby jeden z departamentów w Ministerstwie Sprawiedliwości – mówi nam czołowy polityk PiS. Przyznaje, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Wykluczony jednak jest wariant zwiększania aktywności w reprywatyzacyjnej walce. Scenariusze brane pod uwagę to albo rozwiązanie komisji, albo pozostawienie jej Jakiemu, ale bez specjalnego zaangażowania i nagłaśniania jej ustaleń. Tym bardziej że najciekawsze i najbardziej obciążające polityków Platformy Obywatelskiej sprawy już za nami; zostały nagłośnione przed wyborami samorządowymi.

– Bardzo źle by się stało, gdyby komisja reprywatyzacyjna została zlikwidowana. Jest jeszcze wiele wątków afery do wyjaśnienia i, co najistotniejsze, czas wreszcie pomóc pokrzywdzonym lokatorom. Do dziś ten postulat nie został zrealizowany – przekonuje Jan Śpiewak, który zajął w stołecznych wyborach prezydenckich najprawdopodobniej trzecie miejsce.

Z kolei dr Olgierd Annusewicz z Instytutu Nauk Politycznych UW uważa, że w rozliczaniu reprywatyzacyjnych nieprawidłowości wciąż tkwi spory potencjał polityczny.

– Tyle że z ukierunkowaniem na aferalne wątki m.in. w Krakowie czy Łodzi, już mniej w Warszawie – stwierdza.

>>> Polecamy: Wileka gra o miliardy. Zobacz, co oznacza władza w sejmikach