Walka z nielegalnym wywozem leków musi być bezwzględna. Kosmetyczne zmiany nie pomogą. Twierdzą tak ministrowie w KPRM i sugerują, by inspekcja farmaceutyczna stała się znacznie potężniejsza niż obecnie.

„Kluczowym dla zapewnienia skuteczności mechanizmów eliminujących nieprawidłowości na rynku farmaceutycznym jest instytucjonalne wzmocnienie inspekcji farmaceutycznej i wyposażenie jej w uprawnienia quasi-policyjne” – sugeruje sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Maciej Wąsik w piśmie do wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, który pracuje nad nowelizacją prawa farmaceutycznego.

Zdaniem ministra Wąsika inspekcja farmaceutyczna powinna zacząć, przynajmniej pod względem uprawnień, przypominać Krajową Administrację Skarbową. Na pewno zaś powinna dysponować arsenałem wywiadowczo-policyjnym.

– To zły pomysł – uważa dr Dobrawa Biadun, radca prawny i ekspertka Konfederacji Lewiatan.

– To dobry pomysł – twierdzi z kolei Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

>>> Czytaj też: Ustawa miała zwalczać mafię lekową, a może otworzyć przestępcom furtkę na oścież


Farmaceuta ze strzelbą

Stanowisko KPRM to powrót do koncepcji, która pojawiła się już kilkanaście miesięcy temu. Wówczas – cytując słowa ówczesnego rzecznika Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego – DGP podał, że sami inspektorzy chcieliby mieć znacznie szersze kompetencje. Niektórzy uważali, że inspekcja farmaceutyczna powinna stać się policją lekową i mieć np. broń gładkolufową.

– Inaczej przestępcy nie będą się nas bali – mówił jeden z wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych.

To podejście, jak się okazuje, jest bliskie ministrom w kancelarii premiera. W piśmie KPRM, z którym się zapoznaliśmy (datowane na 13 listopada 2018 r.), czytamy o tym, że przecież priorytetowym celem działania inspekcji farmaceutycznej jest ochrona życia i zdrowia pacjentów, której elementem jest zatrzymywanie w kraju deficytowych leków. Sęk w tym, że inspektorzy obecnie – zdaniem KPRM – nie mają solidnych narzędzi do egzekwowania prawa. A wszelkie zabiegi resortów sprawiedliwości i zdrowia, o których mowa w ostatnich tygodniach w mediach, to jedynie tworzenie iluzji, że coś się naprawdę zmieni.

– Lekarstwo musi być silniejsze od choroby. A nielegalny wywóz leków trawi Polskę. Dlatego wszelkie działania, które mogą go ograniczyć, zasługują na aprobatę – przekonuje Marek Tomków. Przy czym dodaje, że władza nie może się zatrzymać jedynie na zwiększeniu kompetencji inspekcji. Za tym musi iść jej gruntowne przebudowanie oraz dofinansowanie.

– Nie chodzi przecież o to, by ze strzelbą biegała pani farmaceutka w wieku przedemerytalnym. Trzeba dopuścić możliwość zatrudniania w inspekcji osób z wykształceniem innym niż farmaceutyczne, np. byłych policjantów, informatyków. I dać im oprócz karabinów pieniądze. Często więcej zdziałać może zdolny informatyk niż sześciu uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy – wskazuje Marek Tomków.

Do koncepcji KPRM zupełnie inaczej podchodzi Dobrawa Biadun. Jej zdaniem sugerowane zmiany najbardziej uderzą w legalnie działających przedsiębiorców.

– Tak to już jest, że nieuczciwi zawsze kombinują i mniej dotykają ich dodatkowe uprawnienia służb. Za to ci działający legalnie mają kłopoty – twierdzi Dobrawa Biadun. Jej zdaniem narzędzia operacyjno-śledcze do walki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi wywożącymi leki istnieją już teraz. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, by inspekcja farmaceutyczna wskazywała tych, którzy prowadzą nielegalną działalność, a przeszukaniami i zatrzymaniami zajmowały się Centralne Biuro Śledcze Policji lub Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

– Na tej zasadzie można nikomu nie przyznawać uprawnień. Wszystkich można odsyłać do policji. Statystyki pokazują jednak, że funkcjonariusze policji nie rozumieją problematyki wywozu leków, często nie chcą reagować. Dobrze więc, gdy to policja lekowa będzie miała zarówno pełne instrumentarium, jak i pełną odpowiedzialność za efekty działania – ripostuje Marek Tomków.

Poza konstytucją

KPRM chce, aby inspekcja farmaceutyczna nie musiała stosować się do przepisów Konstytucji biznesu, w tym prawa przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 646 ze zm.). Chodzi o to, by inspektorzy nie musieli zapowiadać kontroli, by nie ograniczał ich czas jej przeprowadzania, a także by np. mogli wchodzić do wszystkich pomieszczeń znajdujących się w zarządzie kontrolowanego przedsiębiorcy.

– To uderzenie w uczciwie działających przedsiębiorców i dowód na nieznajomość uwarunkowań biznesu lekowego – uważa Dobrawa Biadun. I tłumaczy, że przecież w części pomieszczeń mogą być produkowane leki, w innych przechowywane te wymagające szczególnej ostrożności. Tymczasem gdy po całym lokalu zaczną kręcić się ludzie nieprzeszkoleni w obchodzeniu się z lekami, cała partia może nadawać się jedynie do utylizacji.

Zresztą – jak przekonuje dr Dobrawa Biadun – już teraz kontrolerzy mogą wchodzić do przedsiębiorców bez zapowiedzi. Wystarczy, że mają uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

– To prawda, że może zdarzyć się tak, iż wskutek utworzenia policji lekowej ucierpi jakiś uczciwy przedsiębiorca. Dziś jednak na zuchwałości przestępców cierpi cały rynek apteczny. Zmiany są niezbędne – uważa Marek Tomków.

Uwagi KPRM zostały zgłoszone w toku konsultacji projektu nowelizacji prawa farmaceutycznego. Tak istotnej zmiany nie da się już jednak wprowadzić w tym projekcie. Utworzenie policji lekowej – o ile konkluzje KPRM przełożą się na kolejną nowelizację – możliwe więc jest najwcześniej w połowie 2019 r.

>>> Czytaj też: Wiceminister zdrowia: Koncerny mogą nas trzymać w szachu [WYWIAD]

Dyrektywę fałszywkową trzeba wdrożyć

Do końca 2018 r. rząd powinien przyjąć projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego, mającej na celu dostosowanie polskich przepisów do unijnej dyrektywy 2011/62/UE. Tak przynajmniej wynika z wykazu prac legislacyjnych KPRM. Celem tzw. dyrektywy fałszywkowej (oraz rozporządzenia wykonawczego) jest przeciwdziałanie wprowadzaniu sfałszowanych produktów leczniczych do legalnego łańcucha dystrybucji. Jak to osiągnąć? W uproszczeniu: każdy ze sprzedawanych leków na receptę oraz niektóre leki bez recepty będą musiały posiadać na swych opakowaniach unikalny kod. A aptekarz, wydając pacjentowi produkt, będzie musiał do oznaczenia przyłożyć specjalny czytnik. Jeśli system wskaże, że lek pochodzi z legalnego źródła – do sprzedaży dojdzie. Jeśli pojawi się alarm – aptekarz leku nie sprzeda, za to będzie musiał powiadomić inspekcję farmaceutyczną o tym, że ma na stanie najprawdopodobniej sfałszowany produkt.

Nowe przepisy powinny być stosowane od 9 lutego 2019 r. Rodzimy ustawodawca ma więc niewiele czasu. ©℗