Najgłośniejszy przypadek komisarza startującego w wyborach do Parlamentu Europejskiego dotyczy wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. W ubiegłym roku został on wiodącym kandydatem europejskich socjalistów i demokratów, tym samym pretendentem do objęcia fotela szefa KE.

Jednak nie jest on jedynym przedstawicielem KE, który wystartuje w eurowyborach. Zamiar taki ogłosił też ogłosił oficjalnie wiceszef KE, były premier Łotwy Valdis Dombrovskis. Z informacji zebranych przez PAP wynika, że starać się o mandat chce też komisarz UE ds. polityki regionalnej Corina Cretu z Rumunii oraz były premier Estonii, wiceszef KE ds. jednolitego rynku cyfrowego Andrus Ansip.

W wyborach prezydenckich w swoim kraju startuje wiceszef KE ds. unii energetycznej Marosz Szefczovicz, ale w Brukseli spekuluje się, że jeśli nie powiodą mu się starania o prezydenturę, będzie próbował dostać się do PE. To jednak oddzielny przypadek, gdyż Słowak musiał wziąć urlop, bo kampania, w jakiej na razie bierze udział, jest krajowa, a nie europejska.

Timmermans znajduje się pod szczególną obserwacją przez to, że swoją działalnością naraził się niektórym, krytykowanym przez niego rządom. Ze strony Polski oraz Węgier padały sugestie, że nie powinien on sprawować swojej funkcji podczas kampanii. Jednak zasady postępowania komisarzy nie wymagają od tych starających się o mandat europosła do brania urlopów na czas kampanii, dlatego Timmermans nie zawiesił swojego funkcjonowania w KE.

Wytyczne przyjęte przez KE, jeśli będą przestrzegane przez komisarzy, utrudnią im prowadzenie kampanii, z czysto organizacyjnego punktu widzenia. Wymagają one jasnego rozgraniczenia aktywności przedwyborczych i tych związanych z pełnionym urzędem.

Zgodnie z przyjętymi w środę zapisami kandydaci będący jednocześnie komisarzami muszą upewnić się, że koszty podróży związanych z kampanią nie są pokrywane z budżetu europejskiego, a pracownicy KE nie są włączeni w organizacje wydarzeń wyborczych. Komisarzom nie wolno też wykorzystywać powierzchni w siedzibie KE do spotkań w celach kampanijnych.

Przemawiając publicznie, komisarze powinni dokonywać rozróżnienia między oświadczeniami złożonymi jako urzędnicy, a tymi składanymi w roli polityków biorących udział w kampanii. Wytyczne przewidują też, że nie mogą oni zajmować stanowisk, które podważają obowiązek zachowania poufności lub naruszają zasadę kolegialności. W szczególności nie mogą oni krytykować ani dystansować się się od decyzji i stanowisk podjętych przez KE.

"Od samego początku, chciałem, żeby ta Komisja była polityczna. Komisarze biorą pełną odpowiedzialność za wszystkie decyzje KE. Jednocześnie oczekuję od nich pełnego i osobistego zaangażowania się w kontakt z obywatelami. Aktywny udział w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego jest nieodłączną częścią tego zaangażowania" - oświadczył cytowany w komunikacie szef KE Jean-Claude Juncker.

Komisarze biorący udział w kampanii muszą też zapewnić ciągłość wykonywania swoich obowiązków. Chodzi m.in. o udział w podejmowaniu decyzji przez KE, obecność na cotygodniowym posiedzeniu kolegium oraz wykonywanie zadań związanych ze swoim portfolio, np. udział w negocjacjach dotyczących przepisów.

Również udzielając się mediach społecznościowych komisarze muszą jasno rozróżniać między swoją aktywnością urzędniczą a tą dotyczącą kampanii wyborczej.

Jeśli zdarzyłaby się sytuacja, która mogłaby być postrzegana jako konflikt interesów, komisarze mają obowiązek powiadomienia o niej przewodniczącego KE. Ten zaś ma wówczas podjąć wszelkie działania, które uzna za stosowne.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)