Lekarze zwracają uwagę, że problem powróci po wprowadzeniu obowiązkowych e-recept. I proponują tzw. recepty ratunkowe.

Od 1 stycznia tego roku każda apteka musi realizować elektroniczne recepty. Choć nadal większość z nich jest w wersji papierowej – lekarze bowiem dopiero od przyszłego roku będą mieli obowiązek wystawiania e-recept – w formie elektronicznej tworzone są dokumenty realizacji recepty (DRR). System zaś wyłapuje wszelkie nieścisłości i nie da się ich zrealizować, jeśli nie ma na nich wszystkich wymaganych danych.

– Wielu rzeczy, które kiedyś dało się pominąć, teraz się nie da, bo komunikat elektroniczny nie zostanie wygenerowany. A ma to miejsce często, ponieważ zdarza się, że lekarze zapominają o wpisywaniu pewnych informacji – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

>>> Czytaj też: Prywatna opieka medyczna to katastrofa. Jest prawie tak źle, jak w NFZ

Recepty pro bono

Uszczelnienie systemu spowodowało, że nie da się zrealizować recept wystawianych dalszej rodzinie, znajomym czy innym osobom w nagłych sytuacjach, jeśli nie ma na nich numeru REGON.

– Chodzi na przykład o sytuacje, gdy przychodzi od mnie na dyżurze pani rejestratorka i pyta, czy mógłbym jej wypisać lek na alergię. Zgodnie z przepisami nie mogę tego zrobić. Mogę wystawić jej receptę na siebie, ale wtedy pani dostaje ją z moimi danymi, albo ją odesłać, nie będąc w stanie jej pomóc. Podobnie jest, gdy z taką prośbą przychodzi do mnie sąsiad – tłumaczy Łukasz Jankowski, przewodniczący stołecznej izby lekarskiej.

Przepisy w tym zakresie się nie zmieniły – REGON-u nie musi być tylko na receptach oznaczonych „pro auctore” (czyli takich, które lekarz wystawia na siebie) i „pro familiae” (dla najbliższej rodziny). Wcześniej jednak można było zrealizować także takie, które miały pewne formalne braki. Już na początku stycznia pojawiły się jednak sygnały, że elektronizacja położyła kres takim praktykom. Lekarze wskazywali, że jeśli przepisują leki pełnopłatne, wymogi nie powinny być tak restrykcyjne.

Resort wyszedł naprzeciw tym oczekiwaniom i przygotował nowelizację rozporządzenia w sprawie recept. Zapisano w niej, że w DRR dla recept papierowych, na leki nierefundowane, nie musi być numeru REGON. Projekt jest już na końcowym etapie prac i – jak zapowiada wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński – lada dzień zostanie skierowany do publikacji.

– Dostaliśmy sygnały od lekarzy, że jest z tym problem, i uznaliśmy, że można takie ułatwienie wprowadzić, zwłaszcza że są to pojedyncze przypadki. Interesuje nas bezpieczeństwo pacjenta i komfort pracy lekarzy i farmaceutów, choć oczywiście mamy pewne oczekiwania co do zakresu danych – mówi wiceminister.

>>> Czytaj też: Medyczna marihuana wyprzedała się w kilka dni. Popyt jest większy niż możliwości dostawcy

Recepty ratunkowe

Z tego ułatwienia cieszą się i lekarze, i farmaceuci, choć wszyscy mają świadomość, że to rozwiązanie tymczasowe, bo dotyczy recept papierowych. A te z końcem roku mają zniknąć.

– E-recepty nie można będzie wystawić bez REGON-u. To jedna z zalet recept elektronicznych, że dają większą gwarancję kompletności informacji – potwierdza wiceminister Cieszyński.

Dlatego lekarze sugerują wprowadzenie tzw. recept ratunkowych. – Chodzi o to, żeby można było, bez zbędnej biurokracji, wypisywać recepty w sytuacjach nagłych, oczywiście po zbadaniu osobistym i założeniu dokumentacji – takiej na swój użytek – mówi Łukasz Jankowski. Przyznaje jednak, że w tym przypadku diabeł tkwi w szczegółach, bo zgoda na takie recepty w pewnym stopniu pozbawia ministerstwo kontroli nad nimi.

– Rodzi się zatem pytanie, jak resort chciałby to sprawdzać i czy to nie zniechęcałoby lekarzy do ich wystawiania. Ile takich recept można by było wypisać, czy byłby limit? My byśmy się zresztą na takie limity nie zgodzili, bo byłoby to ograniczenie w prawie do wykonywaniu zawodu – dodaje. I podkreśla, że podstawowym problemem jest rozbieżność w podejściu do recepty. – Dla nas jest ona takim samym narzędziem wykonywania zawodu jak np. stetoskop. Ministerstwo traktuje ją zaś jako dokument fiskalny – ocenia.

Wiceminister Cieszyński mówi, że na razie do resortu nie wpłynął konkretny postulat w tej sprawie, ale deklaruje otwartość na dyskusję na ten temat.

Czubek góry lodowej

To nie pierwszy i zapewne nie ostatni problem, który ujawniło wprowadzanie e-recepty.

– Komunikaty DRR pokazują bardzo wiele nieścisłości, które od lat funkcjonowały. W tej chwili uszczelniony system jest bezwzględny i wszystkie błędy wychodzą. I pewnie będzie ich więcej – wskazuje Marek Tomków.

Jednym z wprowadzonych już wcześniej ułatwień była możliwość wpisywania numeru PESEL pacjenta przez farmaceutę – jeśli lekarz o tym zapomniał. Pod koniec roku natomiast duże wzburzenie w środowisku techników farmaceutycznych wzbudził fakt, że pacjent na swoim koncie przy zrealizowanej recepcie miał wgląd do ich pełnych danych (imię, nazwisko oraz PESEL). Podnosili, że nie jest to zgodne z przepisami dotyczącymi ochrony danych. Resort tłumaczył, że jest to konieczne, ponieważ technicy, w przeciwieństwie do farmaceutów, nie mają prawa wykonywania zawodu, a potrzebne są informacje o osobie, która wydała lek. Ostatecznie jednak tę funkcjonalność zmieniono i pacjent nie ma już dostępu do PESEL-u technika.

– Na co dzień dostajemy różne wnioski i postulaty. Najczęściej na styku relacji pacjent – lekarz, pacjent – farmaceuta. Przyglądamy się, co realnie możemy zrobić, staramy się wyważać poszczególne racje i przygotowywać zmiany – deklaruje wiceminister Cieszyński. ©℗

>>> Czytaj też: Mamy już epidemię antyszczepionkowców. A odra szaleje