Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji w wywiadzie dla dziennika „Komsomolskaja Prawda” ostrzegł, że bezpieczeństwo rosyjskich obywateli w Naddniestrzu jest obecnie zagrożone. Powodem mają być „nieodpowiednie działania” Ukrainy i Mołdawii.
– Mamy jednak nadzieję, że najgorszy scenariusz się nie ziści. Wielokrotnie ostrzegaliśmy na wszystkich szczeblach, że wszelkie próby rozwiązania kwestii Naddniestrza siłą, a także chęć zastąpienia rosyjskich sił pokojowych kontyngentem zachodnim, będą miały negatywne konsekwencje dla Mołdawii i całego regionu – podkreślił Siergiej Szojgu.
Rosja patrzy w stronę Naddniestrza. Kolejny kraj chce wymazać z mapy
W ten sposób były minister obrony Rosji odpowiedział na decyzję rządu Mołdawii, który uznał czterech rosyjskich żołnierzy stacjonujących w Naddniestrzu za persona non grata. Tym samym ograniczono swobodę przemieszczania się rosyjskich wojskowych stacjonujących w Naddniestrzu.
Według doniesień mediów na mołdawskiej liście znalazł się m.in. Dmitrij Zelenkow, dowódca grupy operacyjnej sił rosyjskich w Naddniestrzu, jego zastępcy Dmitrij Opalow, Siergiej Maszenko i Siergiej Szyrszow, szef sztabu Marat Jarulin oraz Aleksiej Bogomołow, uznawany za jednego z organizatorów finansowania dla rosyjskiego kontyngentu w Naddniestrzu.
Decyzja Mołdawii nie podoba się Rosji. Wojsko może utknąć za granicą
Mołdawia nie kontroluje realnie terytorium Naddniestrza, co oznacza, że w praktyce nie jest w stanie wyegzekwować decyzji o wydaleniu rosyjskich wojskowych. Jednocześnie nowe regulacje sprawiają, że żołnierze ci zostają de facto „uwięzieni” w regionie. Każda próba jego opuszczenia wiąże się z ryzykiem zatrzymania, deportacji oraz objęcia ich dożywotnim zakazem wjazdu na terytorium Mołdawii.
Jednocześnie Szojgu zauważył, że Moskwa dostrzega coraz bliższą współpracę Kiszyniowa z Unią Europejską i NATO. – Oczywiście, nie ma żadnego egzystencjalnego zagrożenia dla Rosji ze strony tego regionu. Mołdawia nie jest reżimem terrorystycznym w Ukrainie, ale coraz bardziej rozwija współpracę z NATO i jego poszczególnymi członkami – przyznał.
Ukraina wkracza do gry o Naddniestrze. Rosja grozi interwencją
Nie bez echa na Kremlu przeszły także wypowiedzi Kyryło Budanowa, szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Ten został ostatnio zapytany przez dziennikarzy, czy uważa, że Ukraińcy byliby w stanie przejąć Naddniestrze „bez jednego wystrzału”.
– Osobiście uważam, że nie jest to możliwe. Jeśli pytanie brzmi, czy moglibyśmy przejąć Naddniestrze, to odpowiedź brzmi: Oczywiście, że tak, ale towarzyszyłaby temu wymiana ognia – stwierdził.
Słowa Budanowa spotkały się z ostrą reakcją Szojgu, który stwierdził, że Rosja traktuje je „bardzo poważnie”. Zaznaczył przy tym, że Rosja jest gotowa użyć „wszystkich możliwych środków”, żeby bronić swoich obywateli zamieszkujących Naddniestrze. Jak widać, Rosja nie zamierza się zatrzymać i szuka kolejnego wroga, a teraz stara się znaleźć argumenty, by przekonać własne społeczeństwo, że ostra interwencja jest niezbędna.
O co chodzi w sporze o Naddniestrze? Historia konfliktu z Mołdawią
Naddniestrze, znane również jako Naddniestrzańska Republika Mołdawska, to nieuznawane państwo, które położone jest w Europie Wschodniej. Znajduje się między Ukrainą a Mołdawią. Naddniestrze ogłosiło niepodległość po rozpadzie Związku Radzieckiego, co doprowadziło do konfliktu z Mołdawią. Konflikt zakończył się zawieszeniem broni w 1992 roku, jednak kwestia statusu Naddniestrza wciąż pozostaje nierozwiązana.
W związku z trwającą wojną Rosji z Ukrainą Kreml rości sobie ambicje związane z przejęciem terytorium, podobnie jak w 2014 roku stało się to z Krymem. 28 lutego 2024 roku deputowani z separatystycznego Naddniestrza zwrócili się do Rosji o podjęcie kroków w celu „obrony” tego regionu w warunkach, jak oświadczyli, „wzmocnienia presji” ze strony Mołdawii.
Deputowani zwrócili się też do organizacji międzynarodowych: Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), Parlamentu Europejskiego, Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) i sekretarza generalnego OZN Antonio Gueterresa. Domagają się, by instytucje te „wpłynęły na władze Mołdawii”, gdyż według deputowanych Kiszyniów „narusza prawa mieszkańców Naddniestrza”.
