Do wizyty w Rosji Bojki i drugiego prorosyjskiego ukraińskiego polityka, Wiktora Medwedczuka, doszło w piątek. Nie była ona zapowiadana. Obu polityków przyjął w swej podmoskiewskiej rezydencji premier Dmitrij Miedwiediew. W spotkaniu uczestniczył także szef rosyjskiego koncernu Gazprom Aleksiej Miller.

Rosyjski dziennik "Wiedomosti" w komentarzu opublikowanym w piątek wieczorem sceptycznie ocenił wizytę. Spotkanie z premierem Rosji raczej nie wpłynie na notowania wyborcze Bojki - powiedział "Wiedomostiom" znany politolog Fiodor Łukjanow. Zdaniem eksperta pomysł wspierania sił prorosyjskich na Ukrainie jest niezbyt udany. "Wszystkie te postacie, w szczególności sam Bojko, są dobrze i od dawna znane. Wartość porozumień z nimi jest także bardzo dobrze znana - jest ona nadzwyczaj niska" - powiedział politolog.

Bojko nie ma szans na przejście do drugiej tury wyborów; według sondażu z 11 marca zamierza na niego głosować 6,5 proc. wyborców. Nieoczekiwana wizyta w Moskwie może pomóc mu w uzyskaniu większej liczby głosów, ale nie w przejściu do drugiej tury - powiedział rosyjskiemu portalowi RBK ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko.

Jednocześnie, zdaniem Fesenki, Moskwa zademonstrowała w trakcie wizyty, iż to właśnie Bojko może uzyskać korzystne porozumienia gospodarcze z Rosją.

Bojko i Medwedczuk na spotkaniu z Miedwiediewem kładli nacisk na wzrost ceny gazu na Ukrainie i deklarowali gotowość współpracy z Rosją. Wyrazili opinię, że Ukraina powinna wrócić do kupowania gazu od Gazpromu i opowiedzieli się za utworzeniem ukraińsko-rosyjskiego konsorcjum, który kontrolowałoby tranzyt gazu przez Ukrainę. Miller zapowiedział, że Gazprom jest gotów rozważyć tę ideę.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow komentując kilka dni temu kampanię wyborczą na Ukrainie powiedział, że dla władz Rosji byłoby "jednoznacznie lepiej", gdyby władzę na Ukrainie objął prezydent, "który będzie trzeźwo oceniał rzeczywistość". Wskazał też, że z obecnymi władzami w Kijowie - czyli prezydentem Petrem Poroszenką - raczej nie uda się poprawić stosunków dwustronnych.

W 2017 roku na około dwa miesiące przed wyborami prezydenckimi we Francji prezydent Rosji Władimir Putin przyjął na Kremlu kandydującą w tych wyborach szefową Frontu Narodowego Marine Le Pen. Władze Rosji zapewniały, że spotkanie to nie było próbą wpływania na proces wyborczy.