Złagodzenie wymogów dotyczących liczby zatrudnianych pracowników socjalnych ma być elementem przygotowywanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. Jej projekt został właśnie wpisany do wykazu prac legislacyjnych rządu i chociaż jest w niej zapowiedzianych wiele korzystnych i oczekiwanych zmian, to akurat ta budzi wśród pracowników socjalnych i ekspertów wątpliwości.

Furtka do zwolnień

Dziś zgodnie z art. 110 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1508 ze zm.) ośrodek pomocy społecznej (OPS) powinien zatrudniać pracowników socjalnych proporcjonalnie albo do liczby mieszkańców gminy, albo liczby rodzin i osób samotnych objętych pracą socjalną. W tym pierwszym przypadku wymagane jest, aby jeden pracownik przypadał na 2 tys. mieszkańców, w drugim może zajmować się maksymalnie 50 podopiecznymi.

Niezależnie od tych proporcji przepisy wskazują, że w każdym OPS powinno być zatrudnionych co najmniej trzech pracowników socjalnych w przeliczeniu na pełne etaty. Ten właśnie wskaźnik ma zostać obniżony, bo ministerstwo proponuje, by wystarczyły dwie osoby.

– Podczas spotkania z przedstawicielami resortu dowiedzieliśmy się, że skoro część ośrodków nie spełnia dotychczasowego wskaźnika, bo brakuje chętnych do bycia pracownikiem socjalnym, jego obniżenie pozwoli rozwiązać ten problem. Naszym zdaniem zmiany powinny iść raczej w kierunku wprowadzenia mechanizmu, który doprowadziłby do egzekwowania od samorządów przestrzegania przepisów. Teraz nic im za to nie grozi – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

Dodaje, że złagodzenie wymogów może okazać się dla wielu samorządów pretekstem do zwalniania pracowników i obniżania kosztów funkcjonowania ośrodków. Dlatego federacja zdecydowanie sprzeciwia się tej zmianie.

Więcej obowiązków

Propozycję obniżenia standardów zatrudnienia krytycznie oceniają też OPS.

– Trzech pracowników socjalnych to absolutne minimum. Nie wyobrażam sobie, aby przy takiej liczbie zadań, które ciągle są na nas nakładane, było ich mniej – mówi Danuta Pilarz, kierownik GOPS w Galewicach.

Dariusz Majcher, kierownik GOPS w Rzeczenicy, potwierdza, że lista zadań wynikających z różnych ustaw, a nie tylko tej o pomocy społecznej, rośnie z roku na rok. Już teraz pracownicy są bardzo obciążeni i sytuacja znacznie by się pogorszyła, gdyby obowiązki były dzielone między dwie, a nie trzy osoby.

– Przy dwóch pracownikach organizacja pracy byłaby trudniejsza. Poza wychodzeniem w teren jest też dużo biurokracji, którą trzeba się na bieżąco zajmować – podkreśla Dorota Jaworowska, kierownik GOPS w Somiance.

Pracownicy od wszystkiego

Kierownicy ośrodków zgodnie podkreślają, że osiąganie odpowiedniego wskaźnika zatrudnienia faktycznie sprawia kłopoty, bo zawód pracownika socjalnego jest zawodem wymagającym, ale niewdzięcznym i mało atrakcyjnym ze względu na niskie zarobki.

Ostrożnie do propozycji ministerstwa podchodzą również eksperci.

– W małych gminach, które najbardziej dotknie ta zmiana, rzeczywiście pracownicy socjalni są od wszystkiego i dlatego należałoby raczej się zastanowić, czy wskaźnik nie powinien być zwiększony do pięciu osób, a nie zmniejszany – podkreśla prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego.

Doktor Piotr Broda-Wysocki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zauważa, że maleje wskaźnik ubóstwa oraz zmniejsza się liczba rodzin korzystających z pomocy społecznej, więc mogłoby się wydawać, że liberalizacja przepisów nie jest wielkim zagrożeniem. Według niego poprawa statusu majątkowego Polaków daje pracownikom socjalnym szanse, aby mogli skupić się na jakościowym aspekcie pracy socjalnej, a nie ilościowym.

– Tyle że będzie o to trudno, jeśli wymogi odnoszące się do zatrudnienia będą złagodzone – podkreśla ekspert.

>>> Czytaj także: Urzędnicy sprzedani za podwyżki dla nauczycieli. "Nam nie wolno strajkować"