Raport Muellera: nie ma wystarczających dowodów na współpracę z Rosją

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 kwietnia 2019, 16:40
Donald Trump
Donald Trump/ShutterStock
Raport Roberta Muellera stwierdza, że podczas śledztwa nie znaleziono wystarczających dowodów, by oskarżyć któregokolwiek z członków sztabu wyborczego Donalda Trumpa z 2016 r. jako niezarejestrowanego agenta rosyjskiego rządu.

Raport wylicza jednak

Celem śledztwa prowadzonego przez Muellera było ustalenie, czy Rosja próbowała ingerować w wybory prezydenckie w USA w 2016 i czy członkowie sztabu Trumpa spiskowali z nią w celu pomocy mu w odniesieniu zwycięstwa.

Prokurator generalny USA William Barr oświadczył z kolei, że podczas śledztwa Roberta Muellera nie znaleziono dowodów, by prezydent Donald Trump utrudniał wyjaśnienie tego, czy on sam bądź ktokolwiek z jego kampanii z 2016 r. był w zmowie z Rosją.

"Zastępca prokuratora generalnego i ja doszliśmy do wniosku, że dowody zebrane przez specjalnego prokuratora (Roberta Muellera - PAP) nie są wystarczające, aby stwierdzić, że prezydent popełnił przestępstwo obstrukcji sądowej" - mówił Barr na konferencji prasowej.

Barr powiedział, że to on podjął decyzję o upublicznieniu raportu Muellera. Potwierdził też, że o godz. 17 czasu polskiego przekaże Kongresowi zredagowaną wersję raportu. Nieco później raport zostanie opublikowany w internecie.

Raport Roberta Muellera stwierdza, że śledczy nie ustalili związku między ujawnieniem informacji przez Paula Manaforda, byłego szefa kampanii Donalda Trumpa, a rosyjskimi próbami zakłócenia wyborów prezydenckich z 2016 r.

W raporcie napisane jest, że Manaford ujawniał partyjne sondaże, a także strategię na wygraną w stanach Środkowego Zachodu swojemu ukraińskiemu sojusznikowi Konstantinowi Kilimnikowi. Manaford miał także kilka razy rozmawiać z nim na temat utworzenia na wschodzie Ukrainy autonomicznych, przyjaznych wobec Rosji władz. Manaford miał się dzielić informacjami z kampanii w ramach prób odzyskania długów od ukraińskiego oligarchy Olega Deripaski.

W raporcie stwierdzono ponadto, że istnieje "solidny dowód", iż prezydent Donald Trump zwolnił dyrektora FBI Jamesa Comeya, ponieważ ten nie chciał publicznie oświadczyć, że Trump nie jest osobiście objęty śledztwem ws. ingerencji Rosji w wybory w USA.

W opublikowanym w czwartek raporcie czytamy, że zwolnienie Comeya w maju 2017 roku było związane z jego "niechęcią do publicznego oświadczenia, że prezydent nie był osobiście objęty (prowadzonym przez FBI) śledztwem" w sprawie możliwego ingerowania Rosji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku

>>> Polecamy: Kim Dzong Un spotka się z Putinem. Kreml boi się odpływu taniej siły roboczej z Korei?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj