Wyłącznie dzięki procesom „głębokiego uczenia się” i bez żadnej zaprogramowanej wcześniej wiedzy o fizyce, geometrii czy motoryce robotyczne ramię samodzielnie poznało swój własny kształt. Po 35 godzinach wykonywania tysięcy chaotycznych ruchów wytworzony przez nie wirtualny obraz samego siebie stał się spójny z jego faktycznym fizycznym kształtem. Posługując się tym wirtualnym obrazem, ramię było w stanie przenosić leżące na podłodze kulki do pojemnika z 44 proc. skutecznością. „To jak próba podniesienia szklanki pełnej wody z zamkniętymi oczami. Nawet dla ludzi jest to trudne” – tłumaczył Robert Kwiatkowski, współautor wynalazku, w jednym z artykułów. Naukowcy sądzą, że sposób, w jaki ich robot uczył się postrzegać samego siebie, jest podobny do procesu, który przechodzi małe dziecko, gdyż na takich działaniach metodą prób i błędów polega budowanie świadomości u ludzi.

Podobne wiadomości – a świat nauki codziennie nas czymś podobnym zaskakuje – zazwyczaj wystarczają futurologom do produkowania kolejnych porcji przerażających prognoz. Przygotujcie się zatem na nowe filmy i seriale science fiction przedstawiające bunt maszyn. Na zalew książek o tym, jak ludzie zostaną pozbawieni pracy (a potem zniewoleni) przez roboty oraz porad i teorii, jak temu zapobiec. W końcu na ruchy polityczne w stylu prób opodatkowania maszyn. Co proponował zresztą już przecież Bill Gates, a ktoś taki jak on nie może się mylić, prawda? Zwłaszcza że przed pójściem za daleko w pracach nad sztuczną inteligencją przestrzegali też m.in. Elon Musk i Stephen Hawking. Tyle że się mylą. 

Treść całego artykułu można przeczytać w poniedziałkowym, specjalnym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Gdzie jest granica prac nad sztuczną inteligencją? KE publikuje wytyczne