Skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN, dawniej Front Narodowy) liczy na to, że po wyborach europejskich w PE powstanie "sojusz patriotyczny", i dlatego nie wzywa już do wyjścia Francji z UE - powiedział startujący z listy RN Jordan Bardella.

23-letni Bardella, który jest numerem 1 na liście RN w wyborach europejskich, powiedział we wtorek na spotkaniu z kilkoma dziennikarzami, że to on „ciągnie listę" RN, wraz z przewodniczącą partii Marine Le Pen, która również kandyduje do PE.

Wiele innych francuskich stronnictw politycznych na czołowych pozycjach na listach wyborczych umieściło młodych, często nieznanych działaczy, a partyjnych przywódców daleko w tyle. Komentatorzy tłumaczą tę strategię chęcią pokazania nowych twarzy, ale i zapewnienia wyborców, że wśród kandydatów są też doświadczeni, dobrze znani politycy.

Bardella powiedział, że ruch „»żółtych kamizelek« osiągnął w kilka miesięcy więcej niż związki zawodowe przez 20 lat”, i wyraził przekonanie, że wybory do PE siłą rzeczy staną się „referendum przeciw (prezydentowi Emmanuelowi) Macronowi lub za nim”.

Nadchodzące wybory europejskie nazwał „epilogiem rekompozycji politycznej w Europie”, gdyż nastąpiło „światowe przebudzenie ludów”.

Oznaką tego przebudzenia są zwycięstwa wyborcze "partii patriotycznych i to, że rosną w siłę tam, gdzie nie są u władzy" – powiedział Bardella i dodał, że stworzą one grupę w przyszłym PE. Wyraził nadzieję, że frakcja ta będzie miała większość, a przynajmniej mniejszość blokującą, „co będzie chronić przed szkodliwymi dla narodów uchwałami”.

„Podporą” przyszłego sojuszu nazwał Bardella włoskiego wicepremiera i szefa MSW Matteo Salviniego ze względu na jego “sukces u władzy i poparcie społeczne”.

W przyszłym sojuszu kandydat RN widzi również partie z państw Grupy Wyszehradzkiej oraz takie skrajnie prawicowe formacje jak niemiecka AfD i „być może” hiszpański Vox.

Na pytanie, dlaczego jego partia, do niedawna wzywająca do wyjścia Francji z UE, zrezygnowała z tego postulatu, polityk odpowiedział, że „ewoluuje kontekst”. „Nie chcieliśmy być w Europie (ówczesnego prezydenta Francji Francois) Hollande’a i (kanclerz Niemiec Angeli) Merkel” - mówił.

Taka Europa „nie chroni narodów, fałszuje konkurencję, zakazuje patriotyzmu gospodarczego” – wyliczał i zapewnił, że „dziś, dzięki wzmocnieniu partii zdrowego rozsądku" - jak określa stronnictwa populistyczne - "możemy wiele zrobić".

Każdy kraj UE powinien według własnych wymogów określać swój budżet i mieć możliwość nieprzyjmowania dyrektyw sprzecznych z jego interesem – tłumaczył polityk, zapowiadając „zastąpienie obecnych traktatów nowymi”.

Nie używając tego terminu, Bardella postuluje, by przyszła Unia była de facto powrotem do Wspólnego Rynku.

Atakując prezydenta Francji, jako wyznawcę „przebrzmiałego globalizmu”, Bardella przedstawił się jako „lokalista”, który dąży do ograniczenia importu i wzywa, by we własnym kraju produkować „wszystko, co można zrobić na miejscu”.

Za swe najważniejsze zadanie Bardella uważa walkę z imigracją, która prowadzi - jak powiedział - do zastąpienia rdzennej ludności napływową i „zagraża kulturze, a nawet religii Europy”.

Zapytany o stosunki RN z Rosją polityk odpowiedział, że „zrozumiały jest (dla niego) spór historyczny z Rosją” takich państw jak Polska.

„Nie jesteśmy ani proamerykańscy, ani prorosyjscy” - dodał, ale zastrzegł, że Moskwa jest „partnerem strategicznym”, z którym trzeba utrzymywać stosunki. Obecną politykę UE wobec Rosji określił jako „bezsensowną, bez głowy i bez ogona”.

Bardella skrytykował NATO jako narzędzie Waszyngtonu, “pozbawione prawnej legitymacji po zakończeniu zimnej wojny”. Jego zdaniem sojusz miałby sens jedynie wtedy, gdyby nastawił się na „walkę z terroryzmem i fundamentalizmem islamskim”. Równie ostro wypowiedział się przeciw armii europejskiej, tłumacząc: „nie chcę, by (szef KE Jean-Claude) Juncker posyłał (na front) naszych żołnierzy”.

Bardella z naciskiem potępił status pracowników delegowanych w UE, wśród których jest wielu Polaków, oskarżając ich o to, że zabierają miejsca pracy Francuzom, a płacąc składki w swych krajach, „zubożają francuski fundusz solidarnościowy”.

>>> Czytaj też: Grupa Wyszehradzka popiera akces Turcji do UE